niedziela, 29 października 2017

Potworna rodzinka (Happy Family) - Holger Tappe #film

Potworna rodzinka

reżyseria: Holger Tappe
gatunek: Animacja, Komedia
premiera: 20 października 2017 (Polska) 17 sierpnia 2017 (świat)

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Amber​ miałam możliwość obejrzenia bajki w Cinema City Poland.​ Vouchery bardzo się przydały i sprawiły nam dużo radości. Wyprawa do kina była planowana, ale darmowe wejściówki sprawiły, że mogliśmy podejść do filmu neutralnie - zazwyczaj zastanawiamy się czy warto było wydać pieniądze na dany seans. Tym razem mogę ocenić produkcję bez tego punktu.

Jeśli się zastanawiacie czy iść z dziećmi na bajkę to polecam. Sama treść bajki, motyw średni - zwyczajnie na czasie przed okresem Halloweenowym. Nie każdy bawi się w tym dniu, ale to przecież nie polskie "święto". Jednak sama bajka jest dobra. Bardzo fajna kreska grafika, śmieszne, kultowe dialogi, piosenki, melodie oraz utwory - chodzi mi tu o podkłady muzyczne w danych scenach. Dodatkowym atutem były piosenki i śpiew poszczególnych postaci - chwilami czułam się jak w teatrze, gdzie dialogi są mówione i śpiewane. Nie jest to musical, ale te wstawki bardzo tu pasują. Moja ocena to 8, dlaczego? Minusem jest dla mnie tytuł, który tu nie pasuje, bo cała treść nawiązuje do oryginalnego tytułu - Happy Family - Szczęśliwa rodzinka i to powinno być zachowane, bo w treści o to właśnie chodzi. Drugi minus to sam motyw bajki. Jak to wyjaśnić - widziałam już lepsze, ale i gorsze bajki. Ta jest średnia i dlatego odejmuję jedną gwiazdkę. Nie chodzi tu o treść, bo z bajki można wyciągnąć bardzo dużo ciekawych morałów, uczy przez zabawę, tłumaczy wiele skrajności w rodzinie. Bajka jest przygotowana bardzo starannie. Chodzi mi tu o sam fakt odbioru dla dorosłego. Dzieci w kinie śmiały się w wielu scenach - w tych prymitywnych np. "blee on puścił bąka", czy też lizanie po twarzy "pieska" Max'a wilkołaka ;) Dialogi bawiły, bo były współczesne - jednak czy za jakiś czas będą one uniwersalne? Raczej nie. Nie jest to bajka wielopokoleniowa, ale czy film "Miś" nie jest do teraz na topie? Serdecznie polecam bajkę, film animowany, bo to komedia dla całej rodziny.







Jeśli chodzi o samą produkcję uważam, że Holger Tappe osiągnął obrany cel. Widać tu nie tylko dobrą kreskę grafików, ale i też zwartą i szybką akcję. Kolorowy świat potworów sprawi dzieciakom wiele radości. Jest to produkcja miła dla oka.

Miejsce akcji - Potworna rodzinka to bajka, której miejsca akcji nie da się jednoznacznie określić. Mamy tu bowiem nowoczesny zamek Draculi, średni dom rodzinki, szkołę, osiedle, pustynię, Londyn i kilka jeszcze innych. Akcja przenosi się z miejsca na miejsce. Miejscem akcji jest nawet samolot, czy lotnisko, a szczególnie bardzo kosmiczny czarterowiec księcia ciemności.

Obsada - Ta kwestia jest raczej nie do oceny. Głosy podkładają tu między innymi: Katarzyna Kwiatkowska, Joanna Kołaczkowska, Krzysztof Banaszyk, Anna Terpiłowska, Filip Rogowski, Wojciech Paszkowski, czy Elżbieta Kopocińska-Bednarek. Słuchało się tego dobrze.

Historia - Fay Sielska jest zwyczajną, nieco zbuntowaną nastolatką. Jej młodszy brat Max z racji nieprzeciętnej inteligencji ma na pieńku ze szkolnymi łobuzami. Rodzice natomiast są tak zapracowani, że ledwie znajdują czas na życie rodzinne. Pewnego dnia Emma zabiera wszystkich Sielskich na bal przebierańców. Zabawa jest przednia, aż do chwili, gdy okazuje się, iż na skutek klątwy ich przebrania przestały być tylko żartem, a stały się rzeczywistością.

Tak, tak! Sielscy zostali zamienieni w potwory! Od tej chwili robią wszystko, by zdjąć klątwę i uniknąć zaczepek ze strony namolnego hrabiego Draculi. Wkrótce okaże się też, że bycie potworem ma swoje dobre strony. Max może sam sobą poszczuć szkolnych rozrabiaków, jego tata jest silniejszy niż wszyscy Avengersi, mama skacze dalej niż kangur, a Fay jest po prostu nieśmiertelna!

Poszczególni bohaterowie - Emma, Frank, Fay, Max, Drakula, Baba Jaga, Gacki i inni. Powyżej macie zdjęcia bohaterów i cóż tu dużo pisać, są straszni, uroczy, śmieszni i każdy jest inny. Trzeba ich poznać i przekonać się co nam mogą dać.

Podsumowując...

Jakie film ma plusy?

  • Kolory, barwy - grafik spisał się,
  • Nowoczesne gadżety, budynki, samoloty, czy olśniewające swoją wielkością organy Drakuli.
  • Bohaterowie, zwierzęta oraz pozostali uczestnicy bajki, są tu jedną całością. Mimo, że każda scena jest indywidualna to każda epizodyczna scena ma swój urok.
  • Akcja goni akcję. Nie ma tu czasu na nudę, bo każdy wątek rodzi nowy. 
  • Bohaterowie i ich wartości oraz to jakie wnioski możemy dzięki nim wysunąć. Ich zachowanie daje pole do wyjaśnienia kilku nurtujących problemów, które występują w każdej rodzinie.
  • Piosenki oraz śpiewane sceny dodają waloru całości. Występ Draculi był udany i zabawny jednocześnie.
  • Dialogi na czasie - dale to nowoczesny wydźwięk i zaangażowanie twórców. Widać tu pracę w wyłapywaniu popularnych filmów, czy młodzieżowych sloganów.
  • Innowacyjność i technologia - widać to przede wszystkim u Draculi, który jest na czasie z nowinkami, postępem biologicznym, technologicznym - mamy tu magię i nieśmiertelność wampirów, ale mamy tu też higienę życia codziennego wampirów.

Jakie film ma minusy?

  • Tytuł, a raczej jego tłumaczenie. Happy Family - Szczęśliwa rodzinka i to powinno być zachowane, bo w bajce chodzi właśnie o szczęście.
  • Motyw bajki - Halloween to nie "święto" polskie. Są lepsze bajki i są gorsze. Czegoś tu zabrakło mimo, że było dużo ciekawych rozwiązań. Może gdyby początek był lepiej rozbudowany? Może gdyby pokazano zwykły dzień rodzinki, a nie urywki...

Film oceniam na 8/10*
Zapraszam na moje konto na filmweb.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu filmweb.
Zwiastun w polecajce tutaj...

czwartek, 26 października 2017

Polowanie na Pliszkę TOM 1: Jak kamień w wodę - Hanna Greń

Hanna Greń jest autorką kryminałów i jak się okazało nie tylko. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością miało miejsce jakiś czas temu, przy premierze tytułu Cynamonowe dziewczyny. Wybierając do recenzji nową książkę liczyłam na dobry kryminał. Czy się zawiodłam? Zaraz się przekonacie.

Dostając książki do recenzji czytam ich opis, ale nie sprawdzam gatunków, bo najczęściej są to pozycje przedpremierowe i informacji o tym brak. Gdy więc rozpakowałam paczkę od wydawnictwa cieszyłam się, że zacznę przygodę z kryminalną serią. Zonk. Bo to nie kryminał. To może to romans? Może powieść obyczajowa? Do samego końca czekałam, aby jednoznacznie określić gatunek. Zakończenie jednak sprawiło, że byłam w szoku. Nie była to lekka książka, pomimo, że początek mógł wskazywać na literaturę młodzieżową. Teraz już wiem jak ją sklasyfikować. Jak kamień w wodę należy do literatury współczesnej, raczej tej smutnej i niezmiernie się cieszę, że czytałam ją zaraz po serii
Brittainy C. Cherry. Ten przypadkowy zbieg okoliczności sprawił, że radość z czytania nie ustawała jeszcze przez długie godziny po zakończeniu czytania.

Główną bohaterką jest Kornelia
Pliszka. Akcja skupia się na tajemniczych listach z pogróżkami, które dostaje. Nim jednak do tego doszło poznajemy ją jako małą dziewczynkę, samodzielną i odosobnioną. Miała bardzo wymagających i zaborczych rodziców. Jako nastolatka przeżyła też niemiłe chwile, które bardzo ją naznaczyły. Nigdy nikt jej nie wierzył, nie dostała od nikogo pomocnej ręki. No może nie tak całkiem. Jej życie w Katowicach było koszmarem, ale gdy babcia i koleżanka Joanna wyciągnęły do Kornelii pomocną dłoń wszystko zaczęło się układać. Jednak do czasu. Los nie oszczędzał dziewczyny za młodu i nie robi tego teraz. Wiele przypadków i tragedii jakie ją spotkało powoli układało się w jedną wielką układankę, lecz nadal brakowała jednego, najważniejszego puzzla - kim jest tajemnicza osoba, która jej grozi? Przecież żyje na uboczu i nikomu nie przeszkadza, kto więc może jej źle życzyć? Kornelia postanawia to zgłosić na policję, za którą nie przepada. Czy tym razem policja pomoże? Czy Kornelia znajdzie szczęście, czy ponownie zostanie niesłusznie oskarżona?


Hanna Greń
stworzyła wspaniałą intrygę. Historia Korneli, jej rodziców, Joanny, Łukasza i Gerarda oraz Plamki sprawiły, że jeden piątkowy wieczór zamienił się w podróż po wirtualnym świecie. Nic nie było w stanie mnie odciągnąć od lektury. Akcja rodzi akcję, a pierwsze sto stron to istry rollercoaster. Tempo jest tu szalone, istna jazda bez trzymanki. Jest to powieść obyczajowa, której się nie spodziewałam. Napięcie roście w miarę czytania. Każda nowa sprawa, staje się kolejnym elementem, a to dodaje szczypty pikanterii. Każdy nowy wątek znajduje tu swoje uzasadnienie, a każdy problem zostaje rozwiązany, a co za tym idzie czytelnik nie ma chwili wytchnienia.

Jak kamień w wodę to istne polowanie na Pliszkę. Tutaj bowiem trudne dzieciństwo, rodzice, którzy uczą tylko samotności, doprowadzają do próby samobójczej dziewczyny. Jak żyć w świecie wiecznych oskarżeń? Jak radzić sobie kiedy nikt Cię nie słucha i ocenia według błędnej opinii? Czy alkohol, imprezy, nieodpowiednie towarzystwo, a nawet zbieg okoliczności mogą sprawić, że każdy będzie odtrącał niczemu niewinną dziewczynę? Jak radzić sobie w takim świecie?


Jeśli nie znacie twórczości Hanny Greń to serdecznie polecam. Nie bez przyczyny napisałam, że można ją porównać do
Brittainy C. Cherry. Podczas lektury mamy bowiem chwilę zapomnienia, strach, zły, niedowierzanie. Rewelacyjne dialogi Kornelii i Joanny w szkolnej ławce powalają. Imprezy urodzinowe doprowadzają czytelnika do skrajnych emocji. Tu nic nie jest zwyczajne, normalne, standardowe. Chwile mrożące krew w żyłach. Wydarzenia i sytuacje tak skrajne, że na chwilę zamieramy. Autorka zdecydowanie wie co chciała napisać i osiągnąć. Nie ma tu przypadków.

Książka przede wszystkim ukazuje jak reaguje dziecko, które jest niekochane, które ma niby wszystko, lecz nie ma miłości. Odpychanie od siebie ludzi, zamykanie się we własnym świecie i życie według siebie i swoich zasad. Mamy tu również do czynienia z konfliktem interesów jaki zachodzi podczas pewnego wydarzenia. Czy ludzie pracujący w zawodach, które mają nas chronić mają prawo decydować o naszym bezpieczeństwie w oparciu o czyjeś zdanie i swoje prywatne znajomości? Czy tragedia, może być początkiem szczęścia? Czy życie zbudowane na gruzach stanie się oazą spokoju, czy też będzie początkiem jeszcze większej katastrofy?


Nie mogę i nie potrafię napisać tego w trzech słowach. Nie da się bowiem opowiedzieć treści bez zdradzania większych szczegółów. Jednak jest to tak wspaniała historia, iż uważam że żadne słowa nie sprawią, że ją pokochacie. Musicie ją koniecznie sami przeczytać i poznać Kornelię, Joannę, Plamkę i Gerarda. Przyda się tu mocniejszy trunek i paczka chusteczek, bo po zakończeniu lektury będziecie w szoku.


 
Hanna Greń, Jak kamień w wodę, stron 304

 

Data premiery: 2017-04-18

Wydawnictwo Replika, 2017 

 

Recenzja napisana dla Wydawnictwa Replika. Dziękuję za książkę.



poniedziałek, 23 października 2017

Romantyczny książę - Tessa Dare [PRZEDPREMIEROWO] [PATRONAT]

Która z nas choć raz w życiu nie chciała założyć pięknej balowej sukni? Która nie chciała mieć własnego zamku, co lepsze – z księciem w komplecie!?

Książka Romantyczny Książę na pewno pozwoli się poczuć jak prawdziwa księżniczka i przeniesie nas do pięknego zamku. Romans historyczny to nie moja mocna strona. Zazwyczaj omijałam ten rodzaj literatury przed obawą o zagłębianie się w stare, historyczne wydarzenia. Bałam się też baśni i opowiadań z pokroju Księżniczki Sissi. Jak wiadomo czasem warto zaryzykować i poznać coś nowego. Jako bloger książkowy mam więcej możliwości poznawania innych gatunków i jak widać na załączonym obrazku będę z tego korzystać.

Izolda Ofelia Goodnight jest dwudziestu-sześciu letnią młodą damą, która straciła wszystko co w życiu miała, ale jak sama określa – nie nadzieję. Od najmłodszych lat nie marzyła o wielkich pieniądzach, ani o ogromnym zamku, jedyne o czym marzyła to gorący romans. Los jak to bywa spłatał jej nie lada figle. Po śmierci ojca została z niczym. Bez domu, bez pieniędzy i jedyne co to nadal wyczekiwała ze zniecierpliwieniem romansu. Umierający ojciec chrzestny zostawia jej w spadku nic innego jak bajkowy zamek. Niestety rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Zamek jest nie tylko zdewastowany, ale i posiada mieszkańca, który ani myśli się wyprowadzić.
Ransom to zgorzkniały, skrzywdzony przez życie Książę, który nigdy nie stronił od używek, a tym bardziej pięknych pań w jego łożu. Po tragedii zamyka się w zamku na siedem długich miesięcy aż pewnego dnia w jego progu staje młoda piękna dama, która co lepsze twierdzi, iż zamek teraz jest jej. Jak skutecznie zniechęcić młodą damę do zamieszkana w upiornym zamczysku?

„Dźwignął się, chwycił ją za nogi, przewiesił sobie przez ramię – z wprawą mężczyzny, który niejedną kobietę potraktował w identyczny sposób. […] Nie mógł pozwolić, żeby rozgościła się w zamku. Nie mogła go z nim dzielić, to było wykluczone.[…] Postawił Pannę Goodnight z powrotem na nogi. Wiedział że pożałuje tego, co zaraz powie.[…]

- Może pani tu zostać na jedną noc.

Panna Izolda Goodnight spędzi w nim Bardzo Nieprzyjemną Noc”

Gdy dostałam e-booka w swoje ręce podeszłam do niego bardzo sceptycznie, nigdy nie lubiłam historycznych książek, a co dopiero romansów. Długo nie umiałam się za nią zabrać, ciągle odkładałam ją na bok. W końcu nadeszła jej pora, po przeczytaniu paru pierwszych stron stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Jednak, mimo wszystko „zmusiłam się” do czytania jej dalej – chwała Bogu! Nie bez podstaw książka zdobyła nagrodę RITY dla najlepszego romansu historycznego.

Romantyczny książę pochłonął mnie całkowicie, czyta się go lekko i przyjemnie. Dokładne opisy miejsc oraz ubiorów bohaterów pozwalają przenieść się do tego bajkowego jak i upiornego zamku. Następnym razem nie będę się długo zastanawiała przed przeczytaniem romansu historycznego, nie trzeba będzie mnie do tego nawet szczególnie namawiać.


Jeżeli chcecie się dowiedzieć czy Izzy Goodnight spełni swoje marzenie o wielkim romansie, czy uda jej się zatrzymać zamek mimo sprzeciwom Księcia, przeczytajcie ten zapierający dech w piersiach romans. Zapewniam Was, że przeżyjecie chwile wzruszenia jednocześnie śmiejąc się w głos. Książkę polecam! Zasługuje na najwyższą ocenę. Szczerze już nie mogę się doczekać dalszych części cyklu Zamków szczęśliwej miłości.

  Tessa Dare, Romantyczny książę, stron 320


Data premiery: 2017-10-26

Wydawnictwo Amber, 2017


Recenzja napisana dla Wydawnictwa Amber.





Chciałabym Was też poinformować, iż mój blog objął tę książkę patronatem.

 


niedziela, 22 października 2017

Woda, która niesie ciszę - Brittainy C. Cherry

"Oto historia chłopaka i dziewczyny, którzy kochali siebie nawzajem, ale nie kochali samych siebie. Opowieść o życiu i śmierci. O miłości i niedotrzymanych obietnicach. O chwilach."

Woda, która niesie ciszę to trzeci tom serii i ten już konkretnie wprowadza nas w klimat drastycznych przeżyć. Jest to historia, która mrozi krew w żyłach i jest to ta część, która najbardziej przypadła mi do gustu. Jeśli mam ją ocenić w kontekście tych trzech, to ta moim zdaniem jest najlepsza! Ta książka jest warta przeczytania!

Lęk to
nieprzyjemny stan emocjonalny związany z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa. Odczuwamy najczęściej niepokój, napięcie, skrępowanie, czy zagrożenie. Czym więc jest strach? To proces wewnętrzny, związanym najczęściej z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem. Dlaczego o tym piszę? Bo ta część pokazuje jak lęk i strach wpływa na człowieka, jak go pozbawia prawdziwego życia.

Woda, która niesie ciszę to historia sześcioletniej dziewczynki, która wprowadza się z ojcem do nowego domu, dzięki czemu zyskuje nową mamę, młodszą siostrę oraz brata w tym samym wieku. Szczęśliwe życie mija z dnia na dzień. Magg zakochuje się w koledze swego brata Brooksie, który jako jedyny jej słuchała. Jednak pewnego dnia młodzieńcze plany na przyszłość, ślub i szczęśliwe życie spotykają się z dramatem, który powoduje, że mała Magg przestaje mówić. Przestaje też wychodzić z domu. Tragiczne wydarzenie wbija w fotel, a trauma pozostaje na długie lata.

Brittainy C. Cherry lubi pisać swoje książki jak sztuki, a ta jest wybitnym dramatem. Ściska za serce i wykręca łzy z czytelnika. Akt drugi, scena pierwsza - tak by się miało ochotę napisać, kiedy przechodzimy do następnego rozdziału z życia Magg. Pełnoletnia dziewczyna wraz z Brookiem, Calvinem i Cheryl żyje dalej, jednak w jej sercu i głowie wiele się nie zmieniło. Magg ma jednak wielu przyjaciół i wiele przygód za sobą. Zapytacie jak, skoro nie wychodzi z domu? Pewnie komputer jest jej oknem na świat. Nie. My mole książkowe wiemy, że kto czyta ten żyje podwójnie.

Brittainy C. Cherry stworzyła opowieść o życiu i śmierci. Pokazuje jak niedotrzymane obietnice zmieniają ludzki los. Plastyczność opisów sprawiała, że tekst chłonie się jak kwiaty wodę. Emocje jakie towarzyszą przy tej książce wymagają paczki chusteczek pod ręką. Tutaj sielskie obrazy przeganiają się z najgorszymi koszmarami. Wszystko scala ze sobą miłość i muzyka. Trzeba wylać morze łez aby dobrnąć do końca. Tym razem żywioł mnie nie zawiódł. Woda bowiem ma tu wiele znaczeń. Jest  między innymi powodem milczenia Magg.

Na zakończenie dodam jeszcze, że w tej książce poruszające są nawet słowa od autorki. Rzadko je czytam, ale te są tak osobiste i tak wymowne, że trudno o nich nie wspomnieć. Wyjaśniają co osobistego zainspirowało ją do napisania tak dobrej powieści.


Siła, która ich przyciąga będzie ostatnim tomem w serii. Oryginalne tytuły i okładki poniżej.



"Chwile. Nasze życie jest tylko ich sumą."
"Chwile. W ludzkiej pamięci pozostają jedynie chwile."



  Brittainy C. Cherry, Woda, która niesie ciszę, stron 400


Data premiery: 2017-06-21

Wydawnictwo Filia, 2017 



Recenzja napisana dla portalu RzeczGustu.




sobota, 21 października 2017

Ogień, który ich spala - Brittainy C. Cherry

Powiadają, że są cztery żywioły: powietrze, ogień, woda i ziemia. Tak też swoją serię zaplanowała Brittainy C. Cherry. Nic dziwnego, że autorka znakomicie odnalazła się w tym świecie. Romans to jej konik, a każda książka to nowa, piękna, wzruszająca historia, trzymająca za serce. W swojej twórczości chce pokazać to czego sama się nauczyła. Sztuka teatralna nie jest jej obca, a w cyklu Elements. Żywioły. pokazuje ją całemu światu.
"Dusza chłopaka stała w płomieniach,
spalał każdego, kto się do niego zbliżył.
Dziewczyna podeszła, nietrwożna popiołów,
którymi przeznaczone było im się stać."
W tej części znajdziemy dwa zwaśnione rody - prawie jak z bajki. Czytając Ogień, który ich spala odniosłam wrażenie, że zostałam zaproszona do teatru. Co prawda nie ma tu podziału na role, czy akty, jednak podczas lektury odnosi się takowe wrażenie. Drugi tom jednak odrobinę mnie rozczarował. Myślałam, że ogień będzie tu głównym bohaterem, że będzie rozpalał ciekawość, że będzie podsycał nienawiść, że będzie ogrzewał atmosferę. Ta część zdecydowanie  nie zaspokoiła moich czytelniczych doznań w pełni. Jest ona raczej kierowana do młodszego pokolenia.

Brittainy C. Cherry stworzyła historię o osamotnieniu, porzuceniu, nałogach, problemach z agresją, czy chorobach. Logan jest uzależniony od narkotyków i aby przetrwać musi nauczyć się odmawiać. Alyssa to dziewczyna, która pomaga Loganowi, a to nie jest łatwe. Wpływ rodziców, bogactwo, brak zrozumienia, czy zwykłej pomocy sprawia, że historia staje się bardzo negatywna. Alyssa jako jedyna była odporna na ogień, pewnie jakieś tajne moce miała, albo ochronny skafander. Jej dobroć sprawiła, że chciałam wiedzieć jak się zakończy ta historia. 

Ogień, który ich spala to losy Logana, który jest przykładem napiętnowanego brutalnie dziecka. Alyssa zaś to przykład osoby, która żyje pod presją. Jej idealna, perfekcyjna matka jest bardzo wymagająca. Ta  mieszanka musiała kiedyś wybuchnąć.
"Powstali z popiołów,
spłonęli ponownie.
On nie zapomniał jej blasku,
Ona nie zapomniała o nim."



 Brittainy C. Cherry, Ogień, który ich spala, stron 450 

 

Data premiery: 2017-01-25

Wydawnictwo FILIA, 2017


piątek, 20 października 2017

Powietrze, którym oddycha - Brittainy C. Cherry

Co się stanie jak spotkają się dwie zniszczone dusze? Ona straciła męża i od roku ucieka z córką od wszechogarniającego bólu oraz małych wspomnień, które bolą bardziej niż ważne daty i kluczowe wspomnienia. On w wypadku stracił żonę i syna. Spotykają się gdy Ona wracając do domu w którym żyła z mężem potrąca Jego psa. Okazuje się, że zarośnięty buc, mieszka w domu obok i jest nielubiany przez mieszkańców. Czy te dwie osoby może coś połączyć, czy przypadkowy pocałunek może mieć wpływ na ich przyszłe życie? Oddychanie jego powietrzem oznaczało bliskość. Czy dwie tak poranione osoby mogą jeszcze kochać? Czy jest szansa na jakąś bliskość, związek chociażby na ułamek życia bez byłych?
„Trzymaj się od niego z daleka”, mówili.
„Jest okrutny”.
„Jest zimny”.
„Życie go nie oszczędzało”.
Co po takim wstępie przychodzi na myśl? Baśń. Jaka? Piękna i Bestia, nieprawdaż? Ona jest piękna w jego oczach, On jest bestią dla otaczającego go świata. On ma na imię Tristan, a pierwsze co mi wpadło do głowy - to będzie nowa wersja losów Tristana i Izoldy...

Ciekawi jesteście jak zaczęła się moja przygoda z tą książką? Nie to nie polecenie, książka do recenzji. Otrzymałam trzeci tom
cyklu Elements. Żywioły. myśląc, że należy przeczytać wszystkie po sobie, bo pewnie bohaterowie są ci sami. No cóż, nic bardziej mylnego. Książki można czytać osobno, a jedynie jako całość ładnie wyglądają razem na półce. Po przeczytaniu pierwszej książki z twórczości Brittainy C. Cherry doskonale rozumiem, dlaczego jest porównywana do Powietrze, którym oddycha to romans, ale inny. Część obyczajowa gra to ogromną rolę i zaskakuje na każdym kroku. No może nie zupełnie, bo zakończenie było bardzo przewidywalne. Jednak pewne wydarzenie - jakieś 60 ostatnich stron - zmroziło krew w żyłach. Dodatkowo mamy tu do czynienia z wątkiem thriller-kryminalny. Taka mieszanka zaskoczyła mnie i sprawiła, że chciałam więcej.

Ta książka daje odpowiedzi na pytania:
Czy przyjaźń jest zawsze bezinteresowna?
Czy istnieje i jest możliwa przyjaźń damsko-męska?
Jak zabawnie można określać męskie genitalia?
Czy na pewno wszystko wiesz o swoich bliskich znajomych? Jak radzić sobie z utratą bliskich?


Zaskoczona pozytywnie i pełna optymizmu serdecznie polecam tą rewelacyjną lekturę. Jeśli chcielibyście kupić książkę na prezent to ta pozycja nadaje się do tego idealnie. Jednak do prezentu musicie dołączyć chusteczki, bo czy to śmiech, czy smutek zły będą towarzyszyć czytelnikowi w każdym wieku.

https://www.facebook.com/BrittainyCherryAuthor/photos/a.578994925474836.1073741827.578992668808395/1586893198018332/?type=1&theater

 Brittainy C. Cherry, Powietrze, którym oddycha, stron 400


Data premiery: 2016-07-20

Wydawnictwo FILIA, 2016







czwartek, 19 października 2017

Zawrotny rytm fokstrota - Maria Jolanta Tokarska

Fokstrot to szybki taniec wywodzący się z ameryki. Jest to jeden z najtrudniejszych tańców i jest nazywany "najtrudniejszym spacerem świata". I po takim tytule książki można było się spodziewać wiele. Że tempo będzie porywające, że książka będzie trudna. No i chyba była na tyle trudna, że jej nie zrozumiałam. Nigdy nie ukrywałam, że mam dwie lewe nogi do tańca, ale tym razem nawet mój tyłek nie ruszył się ze stołka przy tej muzyce. Moim zdaniem opis książki jest nietrafiony. Książka nie porywa. Nie jest ani dramatyczna ani wciągająca. Przeczytałam ją żeby przeczytać...

Kurczę widząc taki wstęp zrezygnowałabym sama z zakupu książki. Może odrobinę przesadzam, a może i nie...

W każdym bądź razie
przyzwyczaiłam się już do dobrych książek. Czytając kolejną nietrafioną zaczynam myśleć, że to syndrom poprzedniego zawodu nakłada się na treść nowej lektury. Szczerze, spodziewałam się znacznie więcej po książce. Jest pięknie wydana i jej opis zachęca do kupienia - jednak ja zaliczyłam rozczarowanie. Jest to bowiem książka po prostu lekka. Historia może byłaby lepsza, gdyby była napisana bardziej dramatycznie i porywająco.

Nim przejdę do treści chciałabym sprostować jedną rzeczy. Mianowicie datę premiery. Robiąc zestawienie
PREMIERY WRZEŚNIA ujęłam książkę pod datą 06-09-2017, gdyż taka była prezentowana na stronie empik.com i jest tak po dziś dzień. Jednak prawidłowa data premiery miała miejsce w sierpniu. Książkę otrzymałam 04-09-2017 myśląc, że jest to pozycja przedpremierowa. Każdemu zdarza się popełnić błąd, czy pracować na błędnych informacjach. Jednak ja chciałam to sprostować i już przechodzę do sierpniowej premiery...



"Akcja powieści Marii Jolanty Tokarskiej rozgrywa się w latach dwudziestych XX wieku, krótko po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Jednak nie patriotyzm i miniona wojna są elementami scenografii. Rzecz dzieje się w arystokratycznym, krakowsko – wiedeńskim środowisku oraz wśród nieco zubożałej polskiej szlachty, której po wojnie jako kapitał został głównie honor i podupadające majątki. Jednak wynagradzają jej to szalone lata dwudzieste, kiedy to świat wchodzi w nową epokę i chce nadrobić stracony czas wojny. Zawrotny rytm fokstrota i rewiowych popisów splata się z tradycjami, których usilnie stara się bronić starsze pokolenie, choć pod skórą czuje, że już nic nie zatrzyma tego pochodu wyzwolenia kobiet, szybkich automobili, krótszych spódnic i swobodniejszych obyczajów." - opis książki.

I co uważacie, że opis zachęca do lektury? No, a dostajemy coś zupełnie innego...

Emma zubożała szlachcianka, a teraz szczęśliwa mężatka to jedna z bohaterek, ale czy główna ciężko stwierdzić. Z okładki możemy wyczytać, iż jest to książka o szlachcie. Na tym należy skupić uwagę najbardziej, bo nie wiem kto tu jest najważniejszy i czyja historia miała mnie porwać. Emma, jej mąż Jan, amant Konstanty, rodzina Wallenbergów, czy doktor Bruno to najczęściej występujące osoby. Ciężko tu nawet wyróżnić główny wątek, gdyż jest ich tu tak wiele. Maria Jolanta Tokarska chciała zdecydowanie za dużo pokazać w tak niewielkiej książce. Jest to pozycja do przeczytania w jeden wieczór, ale chaos jaki zostawia po sobie daje niesmak na kilka dni - chyba, że zaraz zaczniemy inną książkę. Piękne historie miłości tej szczęśliwej oraz tej nieszczęśliwej, choroby, czy inne problemy rodzinne to miks jaki tu na pierwszy rzut oka pasuje, ale w ostatecznym podsumowaniu ciężko to nazwać przyjemną lekturą. Na uwagę zasługuje jedynie troska rodzicielka, która jest tu widoczna w kilku scenach. Autorka zdecydowanie zdominowała tę wartość i ustawiła ją na piedestale.

Ostatnio panuje moda na zakładki do książek z ich bohaterami. Jeśli ktoś podoła temu wyzwaniu z tą książką będę pełna podziwu - dla mnie jest to nie do zrobienia. Drugim minusem jest styl autorki. Mimo, że język użyty jest bardzo prosty to jest on tak rozbudowany, że zupełnie zaśmieca odbiór. Jeśli lubicie czytać książki i sami tłumaczyć sobie nieznane słowa, czy marki to tu macie podane wszystko jak na tacy - słownik i encyklopedia w jednym. Irytowało mnie to bardzo, szczególnie, gdy okazało się na koniec, że większość z tych słów i tak była mało istotna.

W bardzo okrojonym opisie, lektura jest o Emmie, która mieszka wraz z ojcem w pałacu. Wojny zniszczyły budynek, a zubożały szlachcic musi liczyć każdy grosz. Dziewczyna dostaje list od przyjaciółki matki z zaproszeniem do Wiednia. Dylemat jaki się pojawia to, czy zostawić ojca, czy jednak jechać i uczyć się śpiewu w konserwatorium. Tu chwilowo pojawia się świat dancingów i bogactwa. Jak to się ma jednak do tego, że wcześniej napisała, o mężu Emmy? No właśnie... Większość z tych wydarzeń to retrospekcje, powrót bohaterów do przeszłości i opowiadanie przez nich przeżytego życia.




Szalone lata dwudzieste, kiedy to świat wchodzi w nową epokę i chce nadrobić stracony czas wojny.

Maria Jolanta Tokarska, Zawrotny rytm fokstrota, stron 288

 

Data premiery: 2017-08-22

Wydawnictwo Replika, 2017 

 

Recenzja napisana dla Wydawnictwa Replika. Dziękuję za książkę.




środa, 18 października 2017

Playing the Millionaire - LYNN SANDI [PATRONAT]

Kate poznaje Gabriela w samolocie do Nowego Yorku. Taksującym wzrokiem ocenia jego wartość rynkową. Garnitur od Armaniego, zegarek od Cartiera, okulary sama już nie wiem jakiej znanej i oszałamiająco drogiej firmy... klient plasuje się niezwykle wysoko. Mężczyzna jest bardzo przystojny, co stanowi dodatkowy atut choć w jej klasyfikacji nie ma to wielkiego znaczenia. Kate jest w pełni świadoma swoich atutów. Doskonale wie jak uwodzić mężczyzn. Krótka rozmowa w samolocie obojgu sprawia dużą przyjemność.

Gabriel jest nieco zaskoczony zachowaniem przepięknej współpasażerki. Zazwyczaj kobiety, które spotyka szybko ulegają jego czarowi, starając się skupić jego uwagę wyłącznie na sobie. Tymczasem Kate bardzo lakonicznie opowiada o sobie, wymijająco odpowiada na zadane pytania, jest uszczypliwa i śmiało komentuje jego zachowania. Ostatecznie  ucina rozmowę informując go ostentacyjnie, że potrzebuje snu. Szok! Zwykle scenariusz przybiera inną formę. Intryguje go ta kobieta. Kiedy wysiadają z samolotu trudno im ukryć wzajemną fascynację. Chwila zapomnienia w lotniskowej toalecie sprawi, że długo nie będą w stanie o sobie zapomnieć. Każdy z innego powodu...

Zaciekawieni? Pierwsze strony zachęciło do lektury? No to lecimy dalej…

Kate okazuje się wyrachowaną, zimną pogromczynią męskich serc… i portfeli. Wykorzystuje swoje wdzięki do tego aby manipulować mężczyznami, rozkochać ich w sobie a następnie okraść i porzucić. Scenariusz prosty z założenia i niezwykle łatwy do przeprowadzenia. Jak to się stało, że nikt się do tej pory nie połapał z czego żyje ta dziewczyna jest dla mnie zagadką. Podobnie jak to, że milioner, chodząca sztabka złota wsiada do samolotu rejsowego w trakcie podróży służbowej. Już sam fakt ich spotkania w takich okolicznościach jest dla mnie jak wygranie 6 w totka. Gabriel okazuje się jednak sprytniejszy od jej poprzednich ofiar. Rozpoznaje Kate w partnerce przyjaciela. Widząc, ją wychodzącą z przyjęcia podąża za nią do jej mieszkania. Dziewczyna nie wierzy własnym oczom. Licząc na to że nie została rozpoznana stara się ukryć za swym kolejnym wcieleniem. Do momentu gdy Gabriel żąda od niej zwrócenia mu skradzionej własności. Kiedy wpada za nią do mieszkania szybko okazuje się z kim tak na prawdę ma do czynienia. Dociera do niego myśl jak szybko dał się zmanipulować ładnej buzi. Także Kate trudno odmówić inteligencji. Tym bardziej trudno mu zrozumieć powody dla których kobieta postępuje w tak wyrachowany sposób. Proponując jej wspólną noc snuje plan odzyskania skradzionej własności i dania jej nauczki.

Wszystko wskazuje na to, że łatwo się z nią upora. W zasadzie oboje uważają, że z tego typu przeciwnikiem szybko sobie poradzą a ich ścieżki bezpowrotnie się rozejdą. Mimo tak niefortunnego początku znajomości między nimi rodzi się pewna chemia, a tytuł playing the Millionaire okazuje się być bardzo trafny. Zaczyna się walka charakterów i niezwykłe przyciąganie. Czy tych dwoje jest w stanie dać sobie coś więcej niż namiętność od której aż iskrzy? Czy Gabriel potrafi zaufać oszustce i złodziejce. Wyrafinowanej i perfidnej pogromczyni męskich serc? Czy ta znajomość może przetrwać i dać początek pięknej historii? Cóż sami widzicie, że łatwo nie będzie...

Styl autorki niezwykle przypadł mi do gustu. Czytałam już wiele książek z kategorii romans i erotyk i ten tytuł trudno mi przypisać do któregoś z nich. Pomimo tego, że znajdziemy w niej wiele scen intymnych zbliżeń bohaterów to nie napotkamy tu wulgarnego, obscenicznego języka. Sandi Lynn jest niezwykle subtelna w opisach szczegółów a pozycja nie traci na pikanterii. Jeśli zaczynacie dopiero przygodę z literaturą erotyczną, to ta pozycja powinna być na liście do przeczytania.

Gorąca atmosfera towarzyszy nam od pierwszych stron playing the Millionaire i stanowi doskonałe tło dla fabuły, którą dynamicznie poznajemy. Nie ma tu bowiem czasu na zbędne opisy. Akcja rodzi reakcję.  Pomimo tego, że początek tej historii nie specjalnie przypadł mi do gustu. Uważam, że tego typu zachowania nie zasługują na wynoszenie na piedestał, tworzenie w oparciu o nie historii wydaje się być niewłaściwe, a nóż ktoś wpadnie na pomysł żeby w taki sposób zarabiać na życie.  Zabuża to drabinę moralności i prezentuje zachowania niepożądane w społeczeństwie.  Zachęcam do jej przeczytania nie jako lekcji dobrych manier, a wręcz przeciwnie – dobrej rady jak w życiu nie postępować. Dobra zabawa nie zawsze idzie w parze z profesjonalnym awansem zawodowym. Nie zmienia to faktu, że spędziłam z nią kilka naprawdę przyjemnych dni. Stanowiła ona odskocznię od spraw codziennych, a gorąca atmosfera umilała zimne, deszczowe wieczory. 

Jeśli znacie Sandi Lynn z takich tytułów jak
kontrakt na miłość, czy obrońcy miłości to z pewnością i ta lektura sprawi, że te jesienne wieczory będą ekscytujące.

„Miałam w życiu sześć zasad:
1. Znaj swoją wartość.
2. Słuchaj i nigdy nie wyglądaj na znudzoną.
3. Nigdy nie odkrywaj prawdziwej siebie.
4. Nigdy nie zostawaj w jednym miejscu zbyt długo.
5. Znikaj tak dyskretnie, jak się zjawiłaś.
6. Nigdy się nie zakochuj.”

Zasady są po to żeby je łamać. Myślicie, że którą pierwszą złamała?


 

 

Sandi Lynn, Playing the Millionaire, stron 288

 

Data premiery: 2017-10-17*pierwotna data była podana na 05-10-2017

Wydawnictwo Amber, 2017


 

Za e-book'a dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki. 

 


 

 

Chciałabym Was też poinformować, iż mój blog objął tę książkę patronatem.