wtorek, 27 listopada 2018

Saga księżycowa TOM1: Cinder - Marissa Meyer

Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni księżycowi ludzie patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Nikt nie wie, że los ziemi spoczywa w rękach jednej dziewczyny…

Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata. - opis książki.



Jeśli nie wiecie to uwielbiam..., ba! kocham bajki i baśnie! Gdy więc Cinder wpadła w moje ręce nie musiała długo czekać na swoją czytelniczą kolej. Długo zaś zeszło mi zebranie wszystkich emocji i spisanie ich tutaj. Nie było to łatwe, bo dość że to baśń w zupełnie nowej odsłonie i przede wszystkim z dalszym ciągiem, to jeszcze znajdziecie tu wiele ciekawostek z mechaniki oraz mechatroniki.

Każdy Sagę Księżycową opisuje inaczej. Jedni, że jest to rewelacyjny pomysł na przedstawienie dobrze znanych baśni w innowacyjny sposób, inni zaś że jest to opowieść o przyszłości, która zwraca uwagę na problemy świata ówczesnego. Ja napiszę, że jest to jedno i drugie. Poznając świat stworzony przez Marissę Meyer, albo się zakochacie, albo stwierdzicie, że to tylko fantazja autorki. Ale czy fantazją nie były elektroniczne zamki w drzwiach w filmie Powrót do przyszłości?



Czego możecie się spodziewać w pierwszym tomie tytułowej Cinder? Po pierwsze poznacie kopciuszka, ale nie byle jakiego. Tytułowa bohaterka jest nie tylko cyborgiem, ale i mechanikiem, a co ważniejsze kocha to co robi.

"A nawet, gdybym miała pieniądze, dlaczego miałabym przeznaczyć je na sukienkę, buty albo rękawiczki? To straszne marnotrawstwo.
-
A na co innego miałabyś je wydać?
- Na zestaw kluczy? Na skrzynkę narzędziową z niezacinającymi się szufladami?"


Ciśnie się na usta aby napisał, że piękna i młoda bohaterka daje się poznać jako osoba posiadająca fach w rękach. Ale czy piękna? To wyjaśni się dopiero później, bo czy android może być ładny, piękny, kobiecy? A czy młoda? - to zagadka do rozwiązania dla uważnych czytelników.

Gdybym kręciła filmowe opinie, pewnie teraz pstrykłabym palcami i przenieślibyśmy się w czasie. Jeśli potraficie sobie to wyobrazić to ... tadadam ...

Jesteśmy w roku 126 T.E. na ulicach Nowego Pekinu. Świat odbudowuje się się po kolejnej wojnie, ale nadal walczy z zarazą, która zabija. Litumoza to nieuleczalna choroba. Naukowcy, badacze wylewają siódme poty, aby znaleźć antidotum. Robią to nie tylko dlatego, że chorują ludzie, ale szczególnie dlatego, że sam Cesarz również jest chory. Całą tą nierówną walkę obserwuje książę Kai, któremu psuje się jego prywatny android. Przystojny, mądry i zasadniczy książę nie może pozwolić sobie na utratę danych i postanawia naprawić go u Cinder.

"Książę Kai! Sprawdź mój wentylator, chyba się przegrzewam."
Tak oto losy tych dwojga się łączą. Ale to nie wszystko i to nie koniec historii. Wojna pomiędzy Ziemią, a Księżycem wisi na włosku. Jedynym wyjściem na podtrzymanie sojuszu ma być ślub Cesarza Rikana oraz królowej Levany. I gdyby to było takie proste...

Baśń o Kopciuszku jest znana, więc potwierdzę tylko dla formalności - tak występuje tu zła macocha, siostry przyrodnie, czy finałowy bal. Ale na tym podobieństwa się kończą. Nie ma tu bowiem wspaniałej wróżki, która ubiera Cinder na bar, i nie ma tu karocy. Ale pomoc nadchodzi i to z nie całkiem oczekiwanej strony.


Marissa Meyer uwielbia baśnie i czuć to na kartach tej książki. Książkę można przeczytać w jeden dzień, czy w dwa wieczory. Sprawni czytelnicy otworzą i zamkną książkę w mgnieniu oka. Ale uważajcie podczas lektury, bo możecie się dać ponieść emocjom i zaufać czytelniczemu doświadczeniu i bardzo szybko skreślić jeszcze niepoznany koniec historii. Ja tak zrobiłam. Już na 120 stronie wiedziałam jak to wszystko się skończy - czy moje myślenie było błędne? Przekonajcie się sami. Ja za lekturę kolejnego tomu zabrałam się wręcz sekundy po przeczytaniu ostatniego zdania z tej części. Wiem, co jest dalej, ale nie wiem jeszcze jak kończy się ta opowieść, bo czekają na mnie kolejne tomy serii.

Komu polecam Cinder? Jest to początek cyklu, który przeznaczony jest dla małego i dużego. Nie ma tu nic strasznego, więc jeśli dzieci znają bajkę oryginalną, to dajcie im szansę poznać inną wersję tej historii. W dzisiejszych czasach androidy to nadal tylko roboty, ale patrzenie w przyszłość zaczyna się od nowości. Dla tych, który obawiają się cukierkowego zakończenia, mam dobrą wiadomość - baśniowo-futurystyczna adaptacja tym razem nie kończy się w jednym tomie. Nie znajdziecie na końcu ślubu i szczęśliwego zakończenia. Tutaj jest nie "dawno, dawno temu"..., a "w odległej galaktyce"...


Na zakończenie. Treść mnie kupiła. Pomysł tym bardziej. Okładka i wydruk dopełniły reszty. Polecam ją bo jest zabawna, inna, nowatorska, zwieńczona mocną akcją, nie jest przerysowana, a w dodatku zapewnia tyle emocji, że sięgnięcie po kolejne tomy staje się obowiązkiem, nie przymusem.





Marissa Meyer, Cinder, stron 420


Data premiery: 2017-11-22

Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2017


2 komentarze: