piątek, 8 czerwca 2018

More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie - Adam Silvera

"Czasem twoja historia jest warta przeczytania, bo twoje życie jest beznadziejne."
W swojej debiutanckiej powieści autor Adam Silvera porywa, czaruje, hipnotyzuje i doprowadza do łez. Mało która książka potrafi wzbudzić we mnie tak wiele emocji jednocześnie. Rzadko kiedy, baa... nawet prawie nigdy (może było takich książek z pięć w moim całym czytelniczym dorobku) nie płaczę przy książkach. Zdarza mi się to przy filmach, ale nie przy książkach. Tu jednak treść zapadła mi w serce tak głęboko, że zwyczajnie pękłam. Leciały mi grochy jak małemu dziecku. Jak tylko uda mi się kiedyś spotkać autora to z całego serca pogratuluję mu diabelnie mocnej lektury. Nie ukrywam, że przed przeczytaniem książki przejrzałam kilka recenzji. I wniosek był jeden - nie czytaj tego, to nie twoje klimaty. Jednak wewnętrzny głos - nie nie słyszę duchów, ale chyba każdy czasem ma takie coś? Nie? ;) Czy zwariowałam? - podpowiadał, że lepiej przekonać się samemu co to za nowość. Dobrze, że się skusiłam!

Jedena z ambasadorek książki (Maja K.) napisała o niej tak:
"W pełni rozumiem ogrom zagranicznego zachwytu nad Raczej szczęśliwym niż nie. Adam Silvera zadebiutował literacko wielowymiarową powieścią o rzeczach trudnych, bohaterach ludzkich, acz niezwykłych oraz zgubnej sile wspomnień. To jedna z tych książek, po których skończeniu jedynie czas może pomóc się pozbierać."


Wiem, że od recenzenta wymaga się pięknego języka, bezbłędnej, stylistycznie poprawnej recenzji, czy fachowego podejścia do tematu, ale ile tak naprawdę wiecie z powyższej wypowiedzi? Oczywiście nie mam nic do autorki. Skupić się chcę na tym, dlaczego zawsze opinia zwykłych czytelników piszących o książkach w prostym, potocznym języku jest gorzej odbierana? Wiecie doskonale, że kierunkowo jestem matematyczno-ekonomiczna, więc jakiego wspaniałego języka oczekujecie? Nie jestem polonistką, czy pisarzem, żeby szukać cudownych zwrotów. Piszę do swoich czytelników prostym, ale przyziemnym językiem, bo takich szczerych opinii ode mnie oczekują. Nasuwa się pytanie dlaczego o tym wspominam? O tuż to właśnie  te emocje wywołane przez lekturę przemawiają prze zemnie.
Przepraszam okłamałam Was właśnie. To nie przez lekturę! To przez Aarona. To dzięki niemu mogłam się otworzyć i napisać co mnie boli w tym ogromnym recenzenckim świecie, a moim małym blogu. To dzięki głównemu bohaterowi zrozumiałam jak bardzo emocje mogą nas zmieniać. Zawsze byłam i jestem zwolenniczką mówienia, czy pisania tego co nas boli, co nam nie pasuje, ale po czasie spędzonym z bohaterami raczej szczęśliwy niż nie uważam się za dokształconą na tej płaszczyźnie.


To, że los jest przekorny wiemy, to że każde wydarzenie wpływa na nas też, ale czy wiemy jak sobie z tym radzić? Staramy się zawsze jak najlepiej. Tak też było w przypadku Aarona, który po samobójstwie ojca nie umiał znaleźć swojego szczęścia. Jego matka (która sama cierpi po stracie męża), brat (który wiecznie gra w gry) oraz dziewczyna Genevieve pomagają mu z tym traumatycznym doświadczeniem. Jednak bardzo ciężko mu jest mieszkać nadam w domu, w którym doszło do tragedii, czy korzystać z łazienki, w której to wszystko się wydarzyło. Jednak Aaron stara się zmierzyć z bólem po stracie ojca i w pewnym stopniu wychodzi mu to. Kiedy jednak dziewczyna wyjeżdża na trzytygodniowy obóz artystyczny Aaron zaczyna spędzać więcej czasu z nowym znajomym Thomasem. Nic jednak nie zapowiada katastrofy, która ma nadejść. Aaron zaczął szukać ratunku. Słyszał wiele o Instytucie Leteo. Ale czy ryzykowny zabieg - zmiany pamięci ma być jedynym i słusznym wyjściem z tej sytuacji? Czy szczęście i zapomnienie o traumie jest ważniejsze od zachowania własnej tożsamości?

Czy warto ją kupić? Nie wiem, pozostawiam tą decyzję Wam. Wiem jednak, że zdecydowanie warto ją przeczytać. W dodatku czyta się ją bardzo dobrze i szybko. Jest napisana w taki sposób, żeby trafić do każdego człowieka. Jak na powieść młodzieżową jest bardzo dojrzała. Jest to debiut godny promocji i dalszego polecenia.


Adam Silvera
znakomicie ukazuje jak rozwój i możliwość zmiany wspomnieć może kusić ludzi. Może kiedyś i w naszej przyszłości? Tu jednak w tym wymyślonym świecie stało się to możliwe. Ja bym się nie zdecydowała, gdyż uważam, że przeszłość nasz kształtuje i dzięki niej jesteśmy tacy a nie inni. Czasem jednak ludzie myślą, że to co się im przytrafiło nigdy nie powinno mieć miejsca. Tak właśnie jest z Aaronem. Jego wewnętrzny ból wbija się w czytelnika. Krzyczy milcząc. A wśród nas jest wiele takich osób. Gdybyśmy wiedzieli o ich cierpieniu pomoglibyśmy, ale ten krzyk jest niemy.

Raczej szczęśliwy niż nie to lektura zawierająca dużo wartościowej treści, skłaniająca do refleksji, poruszająca trudny temat homoseksualizmu. Mimo nudnawych opisów amerykańskich zabaw, które sprawiały, że lektura ciągła się jak flaki z olejem warto dać jej szansę. Dalsze losy bohaterów są ciężkie do odgadnięcia. Kiedy już obstawiamy pewien tor wydarzeń autor wprowadza nieprzewidywalne zmiany, które sprawiają, że efekt końcowy nie jest oczywisty. Rzuca nam nowe światło na odbiór całości. I raczej polecałabym czytać ją przy dobrym humorze, gdyż rozważania o życiu i śmierci może wywołać dość głęboki smutek. Po lekturze zaś proponuję porzucać się kolorowymi pigmentami, dla odreagowania oraz podniesienia sobie poziomu kortyzolu w organizmie. A później porozmawiajcie z rodziną, z przyjaciółmi o tym co Wy czujecie, bo książka nie tylko wzbudza emocje, ale pokazuje jak ważne są relacje międzyludzkie.

"Wspomnienia - niektóre potrafią być bolesne, inne cię napędzają; inne zostają z tobą na zawsze, a jeszcze inne tracisz z własnej woli. Nie można odgadnąć, które przetrwają, jeśli nie zostaniesz na polu bitwy, gdzie trafiają w ciebie kule. Ale jeśli ma się to szczęście, będziesz mieć jeszcze dobre wspomnienia, które cię osłonią."



  Adam Silvera​, More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie, stron 400



Data premiery: 2018-02-15

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2018


Książka przeczytana dzięki uprzejmości wydawnictwa.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz