niedziela, 11 marca 2018

Władczyni mroku - K. C. Hiddenstorm

K. C. Hiddenstorm kojarzycie pewnie z recenzji Po złej stronie lustra. I o ile tamta pozycja była dobra to okazało się, że jej debiut był zdecydowanie lepszy. Oj tak... Nie wiem tylko skąd u mnie wzięła się myśl, że książka, którą będę czytała to fantasy z dziedziny young adult ... - ciekawe? No więc na wstępnie pragnę wyprowadzić wszystkich, którzy tak myślą lub myśleli do tej pory. Władczyni mroku to nie bajka dla dzieci, lecz gorąca, piekielna lektura dla pełnoletnich osób. Tu bowiem robi się gorąco i ostro już w pierwszym rozdziale - pomijając słodką "opowieść o dziewczynie". Okładka wersji papierowej książki przykuwa oko i z pewnością jest jej ogromnym atutem! Ale kim jest owa postać z tajemniczym tatuażem na plecach w kształcie skrzydeł?

Megan jest przeciętną mieszkanką San Francisco. Jest młoda o artystycznej duszy, ale o mrocznych mocach. W dodatku poznajemy ją jako małą dziewczynkę, a później już kobietę z obolałymi plecami. Ból ten okazuje się mieć swoje wyjaśnienie. Powstały w tajemniczych okolicznościach tatuaż świeci teraz na jej plecach. Jest piękny, wyjątkowy, ale i ogromny. Życie Megan zmieniło się w chwili kiedy oblała szefa kawą, a jakiś czas po tym zdarzeniu poznała enigmatycznego Nicholasa Marlowe'a. Ich relacje są piekielne - dosłownie.


Zapytacie jak mogę napisać tylko tyle o książce, która ma ponad 500 stron? (550 papierowe wydanie). No więc mogę. Bo tak chcę, bo im więcej zdradzę tym miej frajdy będzie z czytania. Zachęcę Was jednak do lektury.
Tak książka jest piekłem dla czytelnika. Romans, w którym słowa "niech cię piekło pochłonie" ma swoje wyjątkowe znaczenie. Straszni bohaterowie, okaleczeni przez los, a może i samego diabła? To tylko małe szczegóły tej opowieści.

Jeśli oglądaliście serial "Lucyfer" idealnie się odnajdziecie w tym świecie. K.C. Hiddenstorm pokazała jak kochać i nienawidzić. Jak to jest nie oceniać innych po wyglądzie, czy posłyszanych opiniach. Piekielnie dobra "opowieść o pewnej dziewczynce" sprawiła, że poczułam jak płonie ogień tej pozycji.

Jim Moriison, Lilith, Lucyfer, Władczyni Mroku, Azazel, Uzjel, Asmodeusz, Hrabia Drakula, Gabriel, Samael, upadłe anioły, piekło, czy Bóg - to tylko część ekipy, która sprawi, że lektura będzie ciekawa i mroczna, a czasami zabawna i brutalna. Zdecydowanie nie jest to propozycja dla osób mających problemy z czytaniem książek z dziedziny tych zakazanych. Religijne osoby mogą mieć tu niezły orzech do zgryzienia, ale chyba nie będą tego czytać, gdyż sięgają raczej po inną literaturę. No, ale jeśli nie straszne są Wam powyższe imiona, czy nazwy to warto poświęcić czas książce.


Sama Megan mówi o sobie "Odkąd tylko sięgam pamięcią zawsze byłam nieszczęśliwa... Nie, zaraz. Powiedziałam: nieszczęśliwa? To nie do końca tak. Zawsze czułam, że czegoś mi brakuje, że tęsknię za czymś, czego nawet nie umiem nazwać." Czego mogła chcieć? Czego mogło jej brakować? Miewacie czasem odczucie, że coś już było? Że coś już się zdarzyło?


Autorka zadbała tu nie tylko o dobrą treść, ale i o poczucie humoru, nawet tych mrocznych bohaterów. Uwielbiam ich! Nie przeszkadzały mi tu wulgaryzmy i odrobina przemocy. Nadawały one bowiem, dynamiki całości. W końcu ma być to mroczna opowieść...., a może i nie? ;)

Wielkim walorem, dla całości według mnie są wstawki, opowieści, wspomnienia, czy sny opowiedziane w międzystronniczym momencie. Poczułam się jak osoba, która potrzebuje "przechadzki nad wodami Morza Boleści, aby uporać się z tęsknotą...". Wczułam się w ból i losy bohaterów. Strasznie polubiłam Władcę Ciemności i chyba nawet dałam się mu porwać. Dlaczego? Bo "ktoś, kto kocha cię prawdziwie, nigdy nie zażądałby, abyś się zmieniła."


Pierwsze co przykuwa uwagę to okładka. I była ona zdecydowanym strzałem w dziesiątkę tej pozycji. Słynne skrzydła wyrastające z pleców były "...niemal bluźnierczym połączeniem opierzonych anielskich skrzydeł oraz błoniastych, jakie były przymiotem demonów. ... Piekielne skrzydła zrodzone z anielskich miały w sobie nutę gotyckiego romantyzmu i były ponadczasowo piękne na swój mroczny sposób." I nie mam innych słów by opisać ich piękno. Moją wersję skrzydeł możecie zobaczyć tutaj.

Jeśli szukacie książki, która łączy w sobie fantasy z przygodą, miłością i walką to zapraszam do świata Włodczyni Mroku. Ja tymczasem idę umówić się z autorką na Krwawą Marry ;)


"...Któż powiedział, że diabeł jest zły?
Okrutny - owszem, ale nie zły.
Jak może być zły ktoś potrafiący tak kochać?"




K. C. Hiddenstorm, Władczyni mroku, stron 560


Data premiery: 2016

Ebookowo, 2016


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

5 komentarzy:

  1. Krwawa Marry mnie zachęciła do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na drinka należy umawiać się z autorką ;) Mrocznie jest, ale czy krwawo? :)

      Usuń
  2. young adult, romans... chyba spasuje... po Szeptuszce mam dość...
    Mimo zachęcenia tak zacnymi postaciami (w tym gronie "piekło" jako miejsce nie bardzo pasuje... może "demony"? :P), i nawet mimo przyrównania do serialu Lucyfer... raczej będę na tą pozycje uważał :)

    Fajna zakładka ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie nie jest dla najmłodszych. To fantasy dla dorosłych. A romans jest, ale to tylko mały wątek. Znikomy.

      Usuń
  3. Zdjęcia mroczne - super wyszły ! gratulacje pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń