czwartek, 31 sierpnia 2017

Z życia zdeklarowanej singielki - Małgorzata Ciechanowska

Z debiutami bywa różnie, to wiadomo nie od dziś. Kiedy wydawnictwo NovaeRes zaproponowało mi do recenzji książkę Małgorzaty Ciechanowskiej byłam pewna, że literatura kobieca nie może być nudna. Pamiętam jak dziś, jak bardzo się cieszyłam, że przyjdzie do mnie lekka i bardzo cieniutka książka, idealna na jeden wieczór. Nie spodziewałam się jednak tego, że sto sześćdziesiąt stron będę czytała prawie dwa tygodnie... Zazwyczaj przed napisaniem swojej opinii nie czytam innych, lecz w tym wypadku inaczej się nie dało. Myślałam, że może coś źle zrozumiałam, może miałam ciężki okres i nie potrafiłam docenić przekazu autorki. Jednak nie. Okazało się bowiem, że oczekiwania czytelnicze nie zostały zaspokojone u większości odbiorców.

Z życia zdeklarowanej singielki była książką, w której autorka udowodniła, że ma swój charakterystyczny styl i nie boi się balansować na granicy pomiędzy zaangażowaniem, a znudzeniem. Gdyby nie opisy wnętrz pomieszczeń, detali, sukienki i tak dalej, byłaby to naprawdę lekka i przyjemna książka. Chwilami miałam wrażenie, że Pan Tadeusz miał krótsze opisy i był ciekawszy. Nastawiłam się dość pozytywnie, a po zakończeniu okazało się, że dawno nie byłam tak sceptycznie nastawiona do dalszego czytania.

Małgorzata Ciechanowska przedstawiła mi losy Izki, która pracuje w salonie sukien ślubnych. Choć mówi o sobie, że jest singielką z wyboru, skrycie marzy, że sama kiedyś założy jedną z tych pięknych kreacji, które ogląda na co dzień… Los jednak nieustannie rzuca jej kłody pod nogi i funduje przyspieszony kurs dorosłości. Wieczne przeboje z szefową nie ułatwiają jej życia. Nowe problemy, nowe role, nowe wyzwania. Bohaterka z dużą dawką dystansu, samokrytyki i humoru opisuje, jak potoczyło się jej życie. Przy okazji osobistego rachunku sumienia i rozliczania się z własną przeszłością Iza niezwykle błyskotliwie ocenia stan relacji międzyludzkich we współczesnym świecie. Czy bogatsza o trudne doświadczenia zdoła wreszcie wszystko sobie poukładać?

Małgorzata Ciechanowska wystawia czytelnika na próbę. Perypetie Izki utwierdzają odbiorcę, że nie warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki, a przeszłość winna pozostać przeszłością. Autorka serwuje różnorodne błędy jakie człowiek musi pokonać na swej życiowej drodze. Można mieć wrażenie, że wszystko co nam się przydarza jest z góry ustalone. Może nie do końca przekonałam się do tego tekstu. Może to było zamierzone, lecz dla mnie było tego zwyczajnie za dużo. Powieść ciekawa, wciągająca zdecydowanie utonęła w gąszczu detali. Wycinając zbędne opisy otrzymalibyśmy szybką i wartką akcję z dobrym humorem na czele. Jednak nie można tego wykreślić, a całość jest trudna do przeczytania w jeden wieczór. Fabuła toczy się szybko, a może zbyt szybko. Miewałam wrażenie, że brakuje tutaj rozwinięcia poszczególnych wątków. Wyglądało to trochę jak oglądanie filmu z wesela w przyśpieszonym tempie, ze spacjami na salę, suknię, czy stół. To co najważniejsze umykało pod słowami "później ci dopowiem co mówili", a przecież to jest najważniejsze. Brakowało tu uczuć i emocji bohaterów. Był potencjał, ale wymaga on jeszcze doszlifowania. Gratuluję odwagi i napisania ciekawej historii, jednak ja szukałam tu czegoś innego. Może następnym razem to znajdę.


Małgorzata Ciechanowska, Z życia zdeklarowanej singielki, stron 168


Data premiery: 2017-04-30

Wydawnictwo Novae Res , 2017


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res.




3 komentarze:

  1. Porównanie z Panem Tadeuszem ciekawe :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To pierwsze co przyszło mi do głowy z tymi detalami ;)

      Usuń
  2. Autorka na instagramie napisała tak:

    "c.gosia: Szczerze się ucieszyłam, kiedy przeczytałam Twoją recenzję. Kiedy przeglądałam wszystkie opinie to jedna powielała drugą. Czułam się jakby tej książki nikt nie przeczytał, tylko dostał książkę, zrobił zdjęcie, otworzył słownik synonimów i napisał to co napisał ktoś w poprzedniej recenzji czy komentarzu na lubimyczytac.pl . Co do opisów i akcji - też uważałam, że akcja uciekła mi przez palce. Wiedziałam, że zrobiłam coś źle. Nie byłam w stu procentach zadowolona. Ale chyba nigdy bym nie była dlatego wysłałam i zaryzykowałam. Jednak mogłabym Ci przybić piątkę po tych słowach. A opisy... Takie właśnie uwielbiam i mój blog też w nich tonie. Może takie pióro? Wezmę to do siebie, przemyśle, może by je delikatnie zmodernizować? Tak żeby było lżej. W końcu kiedy stoimy w miejscu to tak naprawdę się cofamy, a cofnąć się na tym etapie to byłoby najgorsze co mogłabym zrobić. Serdecznie Ci dziękuję i mam nadzieję, że jeśli wydam następną książkę to zapomnisz o tym, że tą Cię po prostu zanudziłam i dasz mi i mojej książce drugą szansę i znów będę mogła liczyć na Twój obiektywizm. ❤"

    Dziękuję i doceniam, że sama wie gdzie popełniła błąd, a moja recenzja nie zabolała jej, a wręcz przeciwnie dodała skrzydeł! Pani Gosiu życzę powodzenia na przyszłość i chętnie przeczytam inną Pani książkę o ile nie będzie w niej tyle detali ;)

    OdpowiedzUsuń