środa, 23 sierpnia 2017

Siostrzyczki - Michael Palmer

Michael Palmer to amerykański pisarz, który urodził się w mieście Springfield. Absolwent renomowanych uniwersytetów. Przez 20 lat pracował jako lekarz w Szpitalu Miejskim w Bostonie. Wszystko to dało mu bardzo dobre zaplecze do napisania thrillerów medycznych, z których słynie. Każda kolejna propozycja autora staje się perełką dla czytelników. Pytanie jednak co tym razem wymyślił? Siostrzyczki, czyli opowieść o pielęgniarkach należących do Stowarzyszenia Sióstr Życia. Tak to właśnie ich historia. W dotychczasowych recenzjach, a prawdę pisząc w opiniach innych blogerów mogliście przeczytać, że głównym bohaterem jest David. Owszem, jest. Jednak to pielęgniarki są tu najważniejsze. To one tworzą akcję, urozmaicają teks w wydarzenia mrożące krew.

Chcecie poznać treść? Polecam się z nią zapoznać. Opis z okładki wszechobecny i ujawniany w każdej opinii. Tym razem nic nie napiszę u siebie. Bo przecież da się napisać własne zdanie nie opierając się na tym co ktoś nam sugeruje, prawda?

W takim razie co jest inne i nowe w tej książce? Najważniejsze to kreacja bohaterów i świat przedstawiony. Czytając książkę i znając kilka faktów o autorze mogę stwierdzić, że pisał o sobie. Może nie dosłownie, ale czy David, który pracuje w szpitalu w Bostonie to nie czasem  Michael Palmer? Nie twierdzę, że twórca został przedstawiony i stanowi główny wątek, ale ileż tu podobieństw.

Seria tajemniczych zgonów jaką poznałam czytając tę pozycję, przypomniała mi dawną sprawę, aferę "łowców skór". Pamiętacie jak pavulon podawano ludziom? Może inaczej, podejrzewano, bo nie pamiętam czy udowodniono. Ale znacie tę historię? Kiedy wgłębiałam się w teks, a drogie siostrzyczki podawały pacjentom zastrzyk właśnie ta sprawa stanęła mi przed oczami. Powody były różne. Zabijanie nieuleczalnie chorych to gest dobrej woli, czy morderstwo? Tu już nasuwają się tematy tabu takie jak eutanazja. Nie będę oceniała tego faktu. Jednak przedstawienie tego problemu zasługuje na brawa.


Jeśli jednak martwicie się, że książka przewyższy poziom tolerancji to spokojnie. Mamy tu też miłą i lekką sprawę, a raczej zagadkę do rozwikłania. Kto i dlaczego zabija oraz kto zrzuca winę na Davida. Z powyższego niby wiadomo, ale czy prawda jest, aż tak oczywista? Czy rozwiązanie jest, aż tak banalne? Jakie granice jesteśmy w stanie przekroczyć?

Po przeczytaniu książki oceniłam ją na siedem gwiazdek. Jednak po zakończeniu stwierdziłam, że styl autora i to jak bardzo chciał przybliżyć zwykłemu czytelnikowi temat zasługuje na więcej. Przystępny język, brak skomplikowanych terminów medycznych, konkretne informacje, odwaga w opisach oraz podjęcie się tematu sprawiły, że bez problemu mogłam się odnaleźć w medycznym klimacie. Czy był mroczny? Momentami. Jednak nie na tyle, żeby nie móc spać po nocach. Książkę czyta się wyjątkowo szybko. Można napisać, że wciągająca, psychologiczna rozgrywka pomiędzy bohaterami, może sprawić, że poznamy świat medycyny z odrobinę innej strony.

Chciałabym również polecić inne książki autora, a wśród nich: Krytyczna terapia, Piąta fiolka, czy Pierwszy pacjent. Mam wrażenie, że autor opisuje swoje przeżycia i kolegów po fachu. Czytanie takich książek sprawi, że będziecie mieli trochę inne wyobrażenie o osobach, które stoją po drugiej stronie parawanu.


  Michael Palmer, Siostrzyczki, stron 352

 

Data premiery: 2017-06-13

Wydawnictwo Replika, 2017


Recenzja napisana dla Wydawnictwa Replika. Dziękuję za książkę.




wtorek, 22 sierpnia 2017

ZAPOWIEDŹ => Sex God - FORCE M.S <= PATRONAT

Miło mi poinformować, iż mój blog objął patronatem medialnym książkę Sex God FORCE M.S . Autorka Wam już dobrze znana. Jest to kolejna książka. Czy tym razem zachwyci ponownie? Przekonamy się już niebawem!!





! ! ! Premiera 26 - 09 - 2017 ! ! !


*~OPIS~*

Lauren i Garrett przyjaźnią się od dzieciństwa. I choć nigdy nie chcieli się do tego przyznać, już dawno ich przyjaźń zmieniła się w coś więcej.
Ale ich drogi się rozeszły. Aż do teraz, gdy połączyła ich jedna noc… i okazała się kompletną porażką!
Lauren nigdy nie była zbyt pewna siebie, jeśli chodzi o seks, w czym utwierdzał ją jej były mąż.
Garrett zawsze był zbyt pewny siebie, w czym utwierdzały go niezliczone przelotne przygody i kobiety, wśród których słynie jako bóg seksu.
Czy razem mają szansę udowodnić sobie swoją wartość i spełnić swoje skrywane pragnienia? To pokaże układ, który zawierają. Czy stanie się początkiem wspólnej przyszłości? Czy przeszłość nie przestanie ich ścigać?


Gorąco polecam! Recenzja na blogu w okolicach premiery...




poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Miasteczko kłamców - Miranda Megan

No i tak. Wiem dostanę po głowie. Kiedy urlop wpląta się w życie codzienne, czasem plany idą w odstawkę. Obiecałam recenzję tydzień temu. Jednak nie piszę ich do przodu. Nie planuję postów tak jak niektórzy. Mam czas siadam i wyciągam notatki. Karteczki wklejone do książek, walające się koperty po rachunkach z opisem danej sceny lub informacją, na której stronie był ciekawy cytat. To mój blog, a to moje opinie. Więc piszę kiedy mam czas i ochotę. Bo nie produkuję recenzji, a z chęcią opowiadam o książce. Tak więc dziś mam zaszczyt przedstawić Miasteczko kłamców.

Jeśli jesteście ze mną to wiecie w jakiej formie przyszła książka. Dla tych, którzy tu wpadają tylko czasem informuję, że przyszła w czterech listach. Każda z części to około dziewięćdziesiąt stron tekstu. Czy to dobra reklama dla książki? Myślę, że tym mnie zaintrygowało wydawnictwo. Odczytałam list dołączony do przesyłki. Ciekawość narastała. Tytuł wzbudził niepewność co do treści. Co może oznaczać? Czy będzie to Twin Peaks, a może Riverdale? A może zupełnie coś innego? Coś nowego?

I tak właśnie poznałam Nico, czyli główną bohaterkę. Nicolette - trochę jak nazwa wspomagacza antynikotynowego ;) - pozostawiła swoje życie w małym miasteczku i poukładała sobie sprawy na nowo. Obecnie ma dobrą pracę i znalazła miłość swojego życia o imieniu Everett. Jednak w takich książkach, z gatunku thriller, bo ponoć do takiej grupy zaliczono tę pozycję, nie może być nic pięknego. Musi wydarzyć się coś, co zepsuje ład i porządek w życiu Nico. Tym czymś staje się list, jaki dostaje od ojca. Oszalał? Poznał prawdę? Dziewczyna koniecznie musi się o tym przekonać. Do tego dochodzi brat z propozycją nie do odrzucenia. No i co teraz zrobić? Nie ma innej opcji należy wrócić do miasteczka. I tu zaczyna się cała zabawa. W chwili kiedy Nico wraca do Cooley Ridge przeszłość, która nie została zamknięta powraca. Ojciec twierdzi, że widzi dziewczynę. Ową dziewczyna ma być zaginiona przed dziesięciu laty przyjaciółka Corinne Prescott. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że zaraz po powrocie kolejna dziewczyna uważana jest za zaginioną. Akcja nabiera tempa. Atmosfera zdaje się napięta i okraszona mgłą niewyjaśnionych spraw. Czy Nicolette odkryje prawdę? Czy tajemnice nie przytłoczą dwudziestoośmioletniej kobiety?


Zacznę od treści. Od emocji. Część pierwsza, czyli jakieś pierwsze sto stron ciągły się strasznie. Nie potrafiłam się zaczytać w tę książkę. Miałam mały kryzys i przeczytałam inna książkę w międzyczasie. Po powrocie do lektury okazało się, że sama Nico zachęca nas do odkrycia prawdy, ale robi to w bardzo dziwny sposób. Zapytacie co w tym dziwnego? Może to, że poznajemy teraźniejszość. Mamy dzień, w którym powraca do miasteczka. Kolejny rozdział to czternaście dni później. Kolejny zaś to dzień wcześniej. I tak od piętnastego dnia wracamy się aż do pierwszego. To tak jak ja bym opowiadała co było dziś i cofała się o każdy kolejny dzień do wydarzeń z przed dwóch tygodni. Już dawno nie czytałam książki w takim stylu - jeśli chodzi o czas.


Miranda Megan powoli doprowadza czytelnika do końca. Począwszy od niezłej miazgi w odnalezieniu się w czasie i miejscu, poprzez kolejne wątki i tajemnice wprowadzane, aż do finału całej sprawy. Teraz tak się zastanawiam, czy nie przeczytać książki od tyłu?

Miasteczko kłamców to propozycja bardzo dobra dla niewprawionych w thrillery czytelników. Koniec bowiem jest bardzo banalny. Plusem jest dojść do niego i poznać przy tym prawdę, co nie jest łatwe. Kłamstwa zawsze się mnożą. Jedno goni drugie, aż zaplątamy się i nie wiemy co jest prawdą. Moim zdaniem jest to kryminał z elementami dreszczowca. Jest tu zaledwie kilka scen, w których serce bije szybciej. Pozostały czas do zagadka, która jest do rozwiązania i z którą spędzamy bardzo dużo czasu.




Miranda Megan, Miasteczko kłamców, stron 400


Data premiery: 2017-07-17

Wydawnictwo ZNAK, 2017


Za książkę dziękuję Wydawnictwu ZNAK. Egzemplarz recenzencki w czterech częściach.


http://www.wydawnictwoznak.pl/

niedziela, 20 sierpnia 2017

Obdarowani (Gifted) - Marc Webb #film

Obdarowani

reżyseria: Marc Webb
gatunek: Dramat

premiera:
18 sierpnia 2017 (Polska) 7 kwietnia 2017 (świat)

Przyszedł czas na kolejną filmową recenzję. Dziś pochmurna niedziela, więc może ktoś ma ochotę wybrać się do kina, a nie wie na jaki film? Tak więc serdecznie polecam Obdarowani.

Miejsce akcji -
to małe miasteczko, mały zwykły domek. Poprzez otoczenie poznajemy losy małej dziewczynki Mary i jej opiekuna Franka, który nie jest jej ojcem. Mary ma zdolności i nie wiele osób o tym wie. Obdarowani, to tak naprawdę obdarowana Mary, gdyż druga obdarowana osoba już nie żyje. Z chwilą kiedy Mary idzie do szkoły film nabiera akcji. Wplątanie nauczycielki i babci w akcję rozpędza pociąg, który w pewnym momencie staje na stacji widmo. Nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Trudne decyzje jakie muszą podjąć bohaterowie mogą zaważyć na dalszym wspólnym bycie. Czy rozłąka jest najlepszym i jedynym wyjściem z danej sytuacji? Już na samą myśl, łzy kręcą się w oku.

Obsada -
Chris Evans jako Frank, wujek małej Mary. Opiekuńczy i z głową na karku. Poświęcił wiele, alby spełnić wolę swojej siostry. Jego uczucia zostają przedstawione w sposób oczywisty, a potrzeby w bardzo naturalny. Chce jak najlepiej dla swojej siostrzenicy mimo, że czasem ustalone zasady zostają naruszone. Mckenna Grace jako Mary skrada cały film. Jej dialogi i pomysły, jej pytania i odpowiedzi. Fenomenalna gra aktorska, tak młodej dziewczynki. Z tego filmu pamięta się ją i prawie tylko ją. Matematycznie uzdolniona nie przejmuje się opinią innych, szczególnie opinią profesora, który chciał ją przechytrzyć.

 
Historia - to wciągająca opowieść o sile rodziny, emocjach, zaufaniu, rozterkach. Tragedia, która dzieli i buduje rodzinne relacje. Wyciąga z widza wszystkie emocje takie jak zauroczenie, ciekawość, żal, smutek, śmiech, euforię, napięcie, wyrozumiałość, czy zadowolenie z obranego celu. Powolne budowanie napięcia całej historii, dochodzi do punktu kulminacyjnego, który pokaże widzowi jak silne są uczucia i potrzeby.

Poszczególni bohaterowie - tutaj mogę się odnieść do tych drugoplanowych. Nauczycielka, która jest bardzo uważna i jako pedagog zachowuje się bardzo pozytywnie, oby w życiu codziennych osoby pracujące z dziećmi miały tak samo dobre oko i uchu jak ona. Babcia Mary, no cóż jest ona specyficzna, ale o tym musicie się przekonać sami. Małe dzieci z klasy Mary - małe łobuzy i aniołki w jednym. Na koniec sąsiadka, opiekunka i dobra przyjaciółka Mary, ale czy tak powinno być?

Film porusza wiele warstw emocjonalnych. Wiele tematów, ma wiele ciekawych powiązań oraz wiele trudnych spraw. Jest to film rodzinny, dramat jaki może być przeżyty przez ludzie mieszkających w sąsiedztwie. Czy my będziemy kochającym wujkiem, czy opiekuńczą sąsiadką, a może dawno nie widzianą babcia? Nie ważne jaka jest Wasza postawa, jeśli macie ochotę iść na film, to Obdarowani są zdecydowanie dobra propozycja na ten weekend.

 
Podsumowując.
Jakie film ma plusy?
  • Gatunek filmu idealne określony. Dramat - tak owszem są tu cechy tego gatunku widoczne w głównym wątku jak i w dwóch pobocznych.
  • Obdarowani, czyli dar. Pokazany z przepychem, w psychologiczny sposób. Delikatnie podkreślony przez sytuację bohaterów.
  • Podkreślanie cech ludzkich takich jak słowność. W czasach kiedy słowa szybko ulatują jest to dość mocny przekaz. Gołosłowność w tym filmie nie występuje, co mnie bardzo cieszy i napawa nadzieją, że ludzie mogą jeszcze dotrzymywać danego słowa.
  • Czy ambicje rodziców są ważniejsze? Nie, w tej produkcji podkreślono potrzeby dzieci, ale nie pozwolona na wiele.
  • Bohaterowie ci główni, jak i drugoplanowi. Ich budowa, zachowanie, wartości, czy zwykły byt.
  • Podkreślenie, że nauka nie jest najważniejsza. Rozrywka, zwyczajna zabawa, czy zwykły rodzinny spacer, wypad za miasto to chwile, o których się nie zapomina.
  • Dialogi jakie znajdziemy w tej produkcji są rewelacyjne. Począwszy od małej dziewczynki i jej pytań o dziwo nie błahych jak na siedmiolatkę, po odpowiedzi wujka, które niosą w sobie wiele prawdy.
  • Kotek z jednym okiem i to jaki jest ważny w rodzinie. Sceny łapią za serce i podnoszą ocenę filmu.
  • Mckenna Grace, grająca małą dziewczynkę dostała Oscara  - jeśli nie to powinna - i po tym filmie wiem za co. I tak, należał się jej.
Jakie film ma minusy?
  • Nie potrafię określić jednego konkretnego minusu. Może gdyby film był bardziej podkręcony i tragedia była mocniej nakreślona... To tylko moje zachcianki, bo emocji jest tu wiele, zapewniam!

Film oceniam na 9/10*
Zapraszam na moje konto na filmweb.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu filmweb.
Zwiastun pochodzi z youtube.

piątek, 18 sierpnia 2017

Q&A #bjcczyta

Piątek, wieczór...co tu robić? Czytać? Pisać? Oglądać? Miewacie czasem lenia? Ja też, ale nie dziś. Dziś mam ochotę coś napisać, ale nie recenzję. Tak właśnie wracam do wyzwania Q&A do którego mnie zaproszono. Niestety nie spisałam sobie osoby, która to zrobiła, ale jeśli mnie śledzi zobaczy, że w końcu się zmobilizowałam.

Jakiś czas temu poprosiłam Was o zadanie mi pytań. Były one różne. Ciekawe, trudne, czy też neutralne. Nie będę podawała autorów pytań - nie wiem czy ktoś się nie obrazi - napiszę pytanie i moją odpowiedź. Będzie to trochę wywiad? Można zrobić wywiad z blogerem? Pewnie tak. A więc nie zanudzając dłużej lecimy...

Wymień po dwa tytuły swoich ulubionych książek i filmów.

No i tu już problem. Ja chyba nie potrafię - tak wiele ich jest. Jestem, a może byłam? - nie ważne - kinomaniakiem. Kiedyś każdą środę spędzałam w kinie. Od zeszłego roku degustuję również w książkach. Postaram się wybrać moje ulubione filmy, które mogę oglądać w koło i mi się nie nudzą. Będzie to hmm... "Piękna i bestia" oraz "Piraci z Karaibów" Jest wiele filmów, ale te mogę oglądać i oglądać i oglądać i nigdy mi się nie znudzą. Jeśli chodzi zaś o książki. Będę monotonna, monotematyczna i inne mono, bo nie byłabym sobą gdybym nie wymieniła tu "Klątwa przeznaczenia". Był to mój pierwszy patronat. Siedziałam i czytałam. Odkładałam i wracałam. Modliłam się, żeby 800 stron jakoś minęło. Aż pyk i 250 strona chyba i poszło jak ta lala. Do końca nie mogłam się doczekać. A koniec, no cóż, autorki zrobiły psikusa czytelnikom. Ale dobra coś innego? "Harry Potter" - odwiecznie stoi na mojej półce. Czytałam kilka razy. Pierwszy tom ma w kilku wersjach. Dorastając z młodym Potterem nie mogło być inaczej. Ale Wampiry i inne świry zostają w moim sercu, mimo iż ich tu nie wymieniłam.

King, czy Masterton? King - kochasz, czy nienawidzisz?

Specjalnie są tu dwa pytania, gdyż odpowiedz na jedno była by zbyt krótka. King. Dlaczego? Bo mimo, że lubię horrory Masterton'a nie czytałam. Ups... No tak bywa. Może kiedyś. Może to przez to, że już kilka filmów było na podstawie twórczości Kinga i dlaczego wiem, że pisze. A teraz druga część pytania - kochać to za dużo, nienawidzić nie mam za co. King ma w swoim dorobku kilka świetnych dzieł, ale i kilka nie całkiem w moim guście. Rewelacyjna była "Mgła", czy "Zielona mila". Ale "Misery", czy " Przebudzenie", które zmęczyły mnie do reszty nie należą - moim zdaniem - do tych z górnej półki.

Który aktor Twoim zdaniem jest najprzystojniejszy?

Ten kto mnie zna, ten wie, że nie ma innej odpowiedzi tylko Ian Somerhalder. Facet w wieku mojej siostry, ma żonę i teraz już córkę. Prywatnie go nie znam, ale jego rola Damona w "Pamiętniki Wampirów" pochłonęła mnie. Gdy czytałam książki tak sobie go wyobrażałam. Jest przystojny, dobrze zbudowany i ma te - uwaga nie dla dzieci!!!! (kurwiki w oczach!) Tak to jest to!

Jaka ekranizacja książki, którą czytałaś zawiodła Cię? A jaka, wręcz przeciwnie książka do bani, a film świetny?

Zawiodła mnie ekranizacja książki "Upadli". Film nie oddał mocy i miłości. Zabrakło tego czegoś co łączyło bohaterów. Książka do bani, a film świetny? Z tym książek, które czytałam - z tych słabych - mało jest ekranizacji. Ciekawe, dlaczego? ;) Ale zawiodłam się na "Dziewczyna z pociągu". Książka była denna, nie miała emocji. Przeczytałam ją w jeden, czy dwa wieczory, bo tekst leciał sam, ale gdy zobaczyłam film WoW, to przecież nie ta sama książka. Nie jest to film górnych lotów i walczący o Oscara, ale w porównaniu do książki - zdecydowanie lepsza ekranizacja. 

Która książka Magdalena Kordel Twoim zdaniem jest najlepsza?

Nie wiem. Ciężkie to pytanie. Te książki mają swój charakter i swoich odbiorców. Są miłe, lekkie, spójne, itp. Sięgając po pierwszą pozycję i była to pierwsza recenzja jaką pisała nie dla siebie "Anioł do wynajęcia" bałam się, że te książki będą ckliwe, religijne i nienadające się do czytania. Nie mój gust i tyle. A tu proszę miła niespodzianka. Nie są to książki oddalone zupełnie od powyższych przypuszczeń, ale niosą one dobroć. Zaskoczeniem dla mnie była książka "Córka wiatrów". Nie moje klimaty, nie moje czasy, ale książka ma to coś w sobie.

Czy jest taka książka (książki), którą przeczytałaś więcej niż jeden raz?
Tak."Harry Potter", "Zmierzch", "Opowieści z Narnii", "Dracula", czy też baśnie "Piękna i Bestia", "Królewna Śnieżka", "Kopciuszek", "Trzy róże". Czytałam kilka razy, bo mi się podobały, bo czegoś szukałam, bo było nowe wydanie, bo ktoś mnie prosił o przeczytanie. Powody były różne. Ale do tych książek chętnie wrócę i to pewnie nie raz.

Czy uważasz się za zbieracza? Ile masz książek?

Czy uważam się za zbieracza? Chyba tak. Ale to bardziej z przyjemności niż z przymusu bycia blogerem - bo o to chyba w tym pytaniu chodziło. Zawsze kompletowałam zestawy. Według mnie to lepiej wygląda. Jeśli mam mieć tylko dwa z trzech tomów nie będę miała żadnego. Zbieractwem mogę też nazwać kolekcjonowanie zakładek, czy gadżetów z książkami związanymi. Mam ich ponad sto. Jeśli chodzi o książki mam ich obecnie z sto, sto parę, ale lubię się wymieniać. Nie zbieram, nie zostawiam każdej książki. Zostawiam tylko te, które kiedyś będą cieszyć moje oko - patronaty, te które są z autografem, te które kocham i te które nadadzą się w przyszłości dla dzieci, czy innych pociech.

Przy której książce najwięcej się śmiałaś?

Oj i tu były dwie takie pozycje do tej pory. "Awaria małżeńska" oraz "Jak Cię zabić, Kochanie?". Śmiech przez łzy, łzy przez śmiech. Tu stany były różne, ale wiedziałam, że przy tych książkach nie można się nudzić. Były one dla mnie nowością. Po wielu horrorach i komediach romantycznych, życie codzienne bohaterów sprawiło, że czułam się jak w domu. W duszy mi grało, a struny głosowe miały niezły trening.

Co Cię zainspirowało do założenia bloga?

O tym już nie raz pisałam. Założyłam bloga żeby wziąć udział w zabawie. Zabawa była tylko dla blogerów. Po pewnym czasie rodzina zapytała, czemu sama nie piszę recenzji? Jak to jest, że inni mają tyle książek? Książki są za darmo?No i tak to się zaczęło. Książki nie są za darmo! To ciężka praca przeczytać, napisać recenzję, zrobić kilka fajnych zdjęć, promować książkę, czy autora. Nic tu nie ma za darmo. Za swoją pracę otrzymuję książkę. Co z nią dalej zrobię to już moja sprawa. Jednak nie ma tu lekkiego życia. Jeśli zastanawiasz się nad blogowaniem musisz mieć czas i dużo cierpliwości, bo ludzie rzucają ci kłody pod nogi. Jedni ci pomogą, inni potraktują jak konkurencję.

Czy nawiązałaś jakieś blogowe przyjaźnie?
Wiecie co...? Nie wiem. Przyjaźń to ciężkie słowo. Relacja nie błaha. Przyjaciel zawsze ci pomoże. Nie wiem czy przyjaźń, ale nawiązałam wiele znajomości. W blogosferze, w sferze autor - recenzent, czy w sferze opiekun - bloger. Są tu czasem teksty, których nie wypada mi tu napisać. Są czasem chwile, kiedy autor ma dość, a my blogerzy go wspieramy. Są chwile kiedy mi samej się nie chce, w ten czas mam Was. Wspieracie mnie, piszecie, itp. Ostatnio jedna z koleżanek blogerek, czytelniczek chciała się spotkać i pogadać. Miłe to bardzo było. Ale są też chwile, kiedy ty wyciągasz do kogoś pomocną dłoń, a ta osoba jedzie po tobie. Kiedy ty piszesz z zapytaniem, a ta osoba olewa cię zupełnie. Kiedy nagle ta osoba pisze do ciebie i jeszcze cie obraża, a ty nie chcąc pisać do niej nic niemiłego odpowiadasz jednym słowem. Smutne to bardzo i dobrze, że tych miłych chwil jest zdecydowanie więcej. W internetowym świecie nikt nie jest incognito, każdego idzie sprawdzić. Ale każdy ma prawo do swoich decyzji, do swoich błędów - nie wcinajmy się komuś w życie. Jeśli mamy jakieś uwagi napiszmy to w pozytywnym wydźwięku. Jeśli mamy swoje zdanie to dobrze, ale szanujmy zdanie innych. Nie hejtujmy - tak to się teraz nazywa, nie? - napiszmy prywatną wiadomość o błędzie lub nie piszmy nic, bo ranienie obcej nam osoby nic nie da, a ktoś może zrezygnować z swoje pasji. Wiele osób ma bardzo słabą psychikę i warto pomyśleć dwa razy zanim się coś powie lub napisze.
 
 
Ale się rozpisałam - przepraszam... ;) Ale chyba wyszło fajnie, co? Dajcie znać. Może sami chcecie odpowiedzieć na jakieś pytanie - chętnie poczytam :) Życzę miłego piątku, udanego wieczoru i przecudownego weekendu!

czwartek, 17 sierpnia 2017

Kandydat na ojca - Susan Elizabeth Phillips [PATRONAT] [PREMIEROWO]

Jane Darlington jest młodym profesorem fizyki. Szalenie inteligentna, obdarzona nieprzeciętną urodą kobieta. W wieku 34 lat w świecie fizyki, zdominowanym przez mężczyzn, osiągnęła niemal wszystko. Jednak kolejne urodzin, które zdają się następować coraz szybciej po sobie, uzmysławiają jej, że sukcesy  zawodowe to nie wszystko. Uświadamia sobie bolesny fakt, jej życie osobiste leży w gruzach. Pozbawiona w dzieciństwie ciepła rodzinnego domu, coraz bardziej pragnie spełnienia swego największego marzenia, chce być matką. Naturalnie mężczyzna nie jest jej do niczego potrzebny. Jest samodzielna, zaradna i zdeterminowana, ma bardzo dobrą posadę, która daje jej komfortową sytuację finansową. A jednak. Jane staje przed wyzwaniem. Znalezienie ojca dla jej dziecka nie będzie proste. Jako kobieta obdarzona niezwykle wysokim ilorazem inteligencji poszukuje kandydata, który będzie jej intelektualną przeciwwagą. Poszukuje przystojnego głupka! Jej wybór pada na Cal’a „Bombera” Bonnera, gwiazdę futbolu.  Za namową koleżanki  podejmuje wyzwanie. Stanie się jego prezentem urodzinowym. Od tej chwili nic już nie będzie takie jak wcześniej.

Kandydat na ojca to urocza i ciepła historia. Mimo, że niemal na każdym kroku bohaterowie kłócą się, stawiają na siebie zasadzki. Urażona duma to okrutna broń. A autorka daje im do ręki zaskakujące narzędzia. 

Wyśmienicie się bawiłam obserwując te zapasy. Cal czuje się wykorzystany. Planuje okrutnie się zemścić. Jane z kolei przytłacza cała sytuacja, poczucie winy nie daje o sobie zapomnieć, ale w końcu decyduje się podnieść rzuconą jej rękawicę. Ring został otwarty i wszystkie chwyty dozwolone.

Nieustanna wojna charakterów okraszona ciętym językiem, niezwykle zabawnymi dialogami, ciągłymi docinkami i trafnymi komentarzami to cecha charakterystyczna powieści tej autorki. Susan Elizabeth Phillips zaprezentowała swój talent w najlepszej odsłonie. Wartka akcja nie pozwoliła mi odejść od lektury nawet na chwilę i nim się obejrzałam dotarłam do końca. To niezwykle lekka i cudownie odprężająca książka.

I wybaczcie, że recenzja jest taka krótka. Ta książka jest idealna i nie ważne ile się o niej napisze. Trzeba ją przeczytać. Jeśli starasz się o dziecko w związku lub samotnie, ta książka sprawi, że się odprężysz i może samo się zrobi. Nie zadawaj wielu pytań. Nie martw się. Nie planuj wszystkiego jak bohaterka. Zostaw losowi to co ma być i co jest ci przeznaczone, bo inaczej walka będzie długa, a ring z dnia na dzień będzie robić się mniejszy. Nie daj jednak innym decydować za siebie.

Susan Elizabeth Phillips, Kandydat na ojca, stron 336

Data premiery: 2017-08-17

Wydawnictwo Amber, 2017


Za e-book'a dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.



Chciałabym Was też poinformować, iż mój blog objął tę książkę patronatem.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Valerian i Miasto Tysiąca Planet (Valerian and the City of a Thousand Planets 2017) - Luc Besson #film

Valerian i Miasto Tysiąca Planet

reżyseria: Luc Besson
gatunek: Akcja/Sci-Fi
premiera: 4 sierpnia 2017 (Polska), 17 lipca 2017 (świat)

Dzień dobry, dziś po długiej przerwie od pisania recenzji filmowych wracam do Was z nową opinią. Zgodnie z moim postanowieniem raz w tygodniu będzie recenzja o filmie, czy serialu. Przygotowałam sobie taki szablon z tytułami i podstawowymi informacjami. Mam nadzieję, że się spodoba i przyjmie się już na blogu i zostanie na stałe.

A więc dziś film
Valerian i Miasto Tysiąca Planet. Porównywany do Avatara jako idealna opcja na oglądanie produkcji w formacie 3d. I tu pierwsze wnioski po obejrzeniu nasuwają się tylko takie - porównanie go do Avatara to pomyłka. Oczywiście znajdziemy tu rasę podobną minimalnie do rasy z filmu Avatar, ale to chyba jedyne porównanie. Styl życia, zdania, zachowanie i zasady mają zupełnie inne. Co do określenia, że warto widzieć w formacie 3d - moim zdaniem - po obejrzeniu filmu w 3d stwierdzam, że jest ono użyte na wyrost. W spokoju i z czystym sumieniem mogę polecić format 2d - nic na tym nie stracicie. Chyba, że tylko ja widziałam możliwości wersji 3d tylko na początku - jakieś pierwsze 5 minut filmu. Większych efektów nie było.

Jeśli chodzi o samą produkcję uważam, że Luc Besson wykonał kawał dobrej roboty. Widać tu nie tylko technologię 3d w samym filmie - scena w mieście na Wielkim Targu, ale i też zwartą i szybką akcję poszczególnych scen. Kolorowy, wysadzony różnymi efektami film może sprawić, że część widzów nie będzie w stanie go zobaczyć, dlaczego? Można dostać oczopląsu. Ponoć film jest najdroższą produkcją - tak widać to w prawie każdej scenie, ale czy było warto?

Miejsce akcji - ciężko się wypowiedzieć, gdyż jest ich tu kilka. Ale na szczególną uwagę zasługuje planeta, a może raczej stacja kosmiczna Alpha, która jest zwana właśnie Miastem Tysiąca Planet. Opis tej jednostki jest zarazem wprowadzeniem i bardzo wciągającym, a wręcz spektakularnym punktem, sceną opowiedzianą i pokazaną w tym filmie. I tak, zdecydowanie budzi podziw w widzu. Dodatkowo poszczególni obcy, zwierzęta, niezwykłe miasta, krainy i planety. Razem dało to mieszankę jakiej się nie spodziewałam.























Obsada -
Dane DeHaan i Cara Delevingne jako duet idealny, hmm... Czy pasują do siebie? W tej produkcji tak. Nic mi tu nie przeszkadzało, oglądało się ich z ciekawością. Dialogi mieli spójne, lecz proste. Pytanie jednak czy nie za banalne?
















Historia - wprowadzenie do całości to dość ciekawe połączenie znanej nam przeszłości i pierwszych wypraw w kosmos z przyszłością, która może nadejść. Postęp technologiczny widać na każdym kroku i przyszłość jest wielką niewiadomą. Przegląd rozwoju maszyn, rakiet, czy też statków robi wrażenie. Przedział czasowy od 1950 do 2550 roku.

Poszczególni bohaterowie - no i tu zaczyna się dopiero miks. Od ludzi i naszych głównych bohaterów, poprzez rasę zamieszkującą planetę, która zostaje zaatakowana, do kosmitów przybywających do Miasta Tysiąca Planet. Miałam wrażenie, że stworki są podobne jak w Gwiezdnych Wojnach, czy Avatarze, czy też w Obcym. Praca grafików, stylistów i wszystkich -ów zasługuje na szczególne uznanie. Moje serce skradły gołąbki :) Sama jednak złapałam się na małej profanacji i zauważyłam podobieństwo do Seksmisji, lecz czy jest ono słuszne?


Podsumowując.
Jakie film ma plusy?

  • Kolory, przepych, światło, konstrukcja.
  • Gadżety Bonda, które mają agenci. Statki.
  • Kosmiczna broń używana w danych scenach, technologia i postęp techniczny.
  • Akcja i sensacja, czyli amplituda wrażeń, dozowanie napięcia. Mamy tu sceny z górnej półki, ale i z dolnej.
  • Bohaterowie ci główni, jak i drugoplanowi. Ich budowa, zachowanie, wartości, czy zwykły byt.
  • Występ Rihanny, który jedynie jest estetycznym dodatkiem do filmu, ale tak zrobił na mnie ogromne wrażenie.
  • Przesłanie jakie niesie film to jeden z atutów wartych podkreślenia.  Większość filmów jest robiona jedynie dla rozrywki widza, ta zaś konkretna produkcja dale coś i mam nadzieję, że my ludzie nie będziemy już nigdy znieczuleni na czyjąś krzywdę, a jest to współcześnie choroba naszej cywilizacji.

Jakie film ma minusy?
  • Nie potrafię określić, czy film jest dla dzieci, czy dla dorosłych. Kolory i animacje są wspaniałe, a przesłanie jakie niesie zakończenie nie jest dla dzieci zrozumiałe. Czegoś tu zabrakło.
  • Dialogi, które były śmieszne, ale było ich bardzo mało. Strażnicy Galaktyki pobiły ten film w tej kwestii.
  • Wydłużenie filmu poprzez wprowadzenie scen niewpływających na samą fabułę.


Film oceniam na 7/10*
Zapraszam na moje konto na filmweb.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu filmweb.
Zwiastun pochodzi z youtube.

piątek, 11 sierpnia 2017

ZŁAP LICZNIK <=> KONKURS #1


Zabawa z łapaniem liczniki bardzo się Wam spodobała. Cieszy mnie to! Teraz jednak będzie trudniej. Pierwsza osoba, która prześle mi zdjęcie z licznikiem 35 555 wyświetleń wygrywa. Jeśli taka osoba się nie znajdzie nagrodę dostanie kolejne zgłoszenie z liczbą, np 35 556 lub 35 558 jeśli będzie to pierwsze przesłane zgłoszenie. Swoje zgłoszenia wysyłajcie na e-maila bjcczyta@o2.pl

 

Wygrywa pierwsze poprawne zgłoszenie jakie zostanie nadesłane. Zwycięzcę i jego zgłoszenie dodam pod tym postem.

Nagroda: Nagrodą w tej zabawie jest książka niespodzianka + zakładka.



Gratulacje dla:
Honorata Jamroży 

ZAPOWIEDŹ => Kandydat na ojca PHILLIPS SUSAN ELIZABETH <= PATRONAT

Miło mi poinformować, iż mój blog objął patronatem medialnym książkę  Kandydat na ojca PHILLIPS SUSAN ELIZABETH. Autorka Wam już dobrze znana. Jest to kolejna książka z serii Chicago Stars.




! ! ! Premiera 17 - 08 - 2017 ! ! !


*~OPIS~*

Jane Darlington od dziecka zapowiadała się na geniusza. I jak każdy mały geniusz była potwornie samotna.
Teraz ma trzydzieści cztery lata, oszałamiającą urodę i doktorat z fizyki. I nadal jest sama. Desperacko pragnie dziecka, ale nie chce się z nikim wiązać. I nie chce, żeby jej dziecko miało takie same problemy jak ona. A to znaczy, że tata nie może być zbyt inteligentny... Lucy potrzebuje kogoś niezbyt bystrego, niezbyt wykształconego, za to dobrze zbudowanego. I wybiera idealnie! Przynajmniej tak się jej wydaje…


Gorąco polecam! Recenzja na blogu w okolicach premiery...


czwartek, 10 sierpnia 2017

Lovely Vicious - TOM2: Forget Me Always - Sara Wolf [PATRONAT] [PREMIEROWO]

Forget Me Always to dalsze losy Isis i Jacka z Love me never. Szczerze, nie czytając pierwszej części trudno byłoby się odnaleźć w tej historii. Serdecznie polecam całość i nie tylko ze względu na patronat, ale na dalsze losy bohaterów jakie poznajemy na kartach tej książki, które nie miałyby sensu, gdyby nie pierwsza część i wprowadzenie do historii. Dosłownie tam, gdzie kończy się część pierwsza rozpoczyna się część druga. Jest to trochę jak przy Zmierzchu. Niby każda część jest o czymś innym, ale drugiej nie da się czytać bez pierwszej. Co jednak mamy w tej?

Isis, która doznała uszczerbku na zdrowiu - po poturbowaniu wpadła w wysepkowe zaniki pamięci - pamięta wszystko i wszystkich za wyjątkiem Jacka.
W szpitalu zaprzyjaźnia się z Sofią.

Książka napisana dwuetapowo. Poznajemy myśli i uczucia, pragnienie i czyny wszystkich bohaterów raz widziane oczyma Isis, a drugim razem pewne wydarzenia pokazane są przez pryzmat Jacka.

Za wybór okładki osobę odpowiedzialną za to ubiłabym. Jest to kolejna książka, której oryginalna okładka była zdecydowanie ładniejsza. Zastanawiam się, czy nie zaproponować wydawcy mojej współpracy przy tworzeniu okładek, bo ta zdecydowanie zniechęca młodzież, do której jest kierowana treść książki. Nie, nie oznacza to, że książka jest dla nastolatków i starsi będą się z nią nudzić. Oj nie. Dla nas jest to opowieść, która wzbudza emocje, a czyta się ją błyskawicznie. Dla młodszych będzie to lektura, przy której dostaną wypieków. Pamiętam czasu liceum i moich zarwanych nocy by jak najszybciej dojść do gorącej sceny.

Książka już w pierwszy tomie mnie pozytywnie zaskoczyła, ale i w drugim. Niby wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale tej historii nie przewidziałam, tak do końca... Autorka bardzo pozytywnie mnie zwiodła i wprowadziła nowego, znaczącego bohatera. Sara Wolf bardzo mało nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, co uważam za plus i potwierdzenie mojej tezy z wstępu.

Czasem pytacie mnie dlaczego jestem patronem medialnym książki? Odpowiem przy okazji tej pozycji. Forget Me Always to nietuzinkowa, świetnie opisująca emocje pozycja literatury lekkiej i romansu zarazem. Pozwala zmierzyć się na kartach lektury z wydarzeniami, których sami nie chcielibyśmy przeżyć. Dowodzi to jedynie tego, że wybieram książki do patronatów, które dają coś czytelnikowi: emocje, powiew nowości wśród wielu pozycji zalewających obecnie rynek.

Drugi tom serii stworzonej przez  Sarę Wolf wciąga jeszcze bardziej, tak powtórzyłam się, ale to specjalnie, żeby podkreślić ten fakt. Zagadka jaką trzeba rozwiązać we własnej głowie, aby przypomnieć sobie człowieka, którego nie wiadomo, czy chce się przypomnieć.  A jeśli już to zrobimy, to może się okazać, że przeszłość jest bardzo bolesna. Tu wkrada się odrobina grozy do lektury.


Miłość, przyjaźń, rozstania. Trudne sprawy dorosłych, lęki, walka o lepsze jutro dla siebie i dla matki, to wszystko znajdziecie w najnowszej książce. Obecnie wiele osób jest po maturze i zastanawia się czy iść na studia , czy też nie. Realizować swoje marzenia, a może zostać w domu? Takie problemy ma też Isis. Jack też dostał propozycję - dostania się do Harvardu - ale czy z niej skorzysta? Czy może zostawić Sofię/Sophie?

Autorka nie bawi się z czytelnikiem. Wprost daje do myślenia. Trudne tematy są tu codziennością, a choroba i tajemnica to tylko wierzchołek góry lodowej. Może chcecie sami ocenić czy ciemna strona seksu i zarabiania na nim jest dobra czy zła?

Z niecierpliwością czekam na trzecią część, bo nadal nie wiem, czy związek Isis i Jacka będzie miał happy end, czy nie.

Wewnętrzne przeżycia i to co bohaterowie wypowiadają na głos, jest czasami czymś zupełnie innym. Dlatego warto przeczytać tą książkę, aby dowiedzieć się:
* jak się jest nastolatkiem, to czy ona albo on myśli to co mówi i czy słowa nienawidzę cię na pewno oznaczają to co oznaczają;
* jak się jest rodzicem, to czy dziecko mówiące mamo wypiłem tylko butelkę wina przez przypadek nie jest zwrotem nawaliłem się i rzygałem;
* albo czy będę spała u koleżanki nie jest przez przypadek stwierdzeniem będę uprawiała seks z kolegą;
* jak się jest nauczycielem, albo dyrektorem to ile można ingerować w życie swoich uczniów i gdzie jest ta cienka granica, której nie powinno się przekraczać.


Jak pomagać i jak się troszczyć o przyjaciół niezależnie od tego, czy jest się nastolatkiem czy dorosłym? Ta książka to obyczajówka, ale jak dla mnie, w stu procentach poradnik dla młodzieży jak nie przeholować, jak nie zepsuć sobie i innym życia, jak słuchać innych, aby wiedzieć co do nas mówią. Dla dorosłych zaś instrukcja jak słuchać młodzieży, na ile im pozwalać, gdzie są granice i czy warto pozwolić na ich przekroczenie. Czy młodzież ma swoją ciemną stronę i czy powinniśmy wiedzieć jaka ona jest?

Tu dowiesz się co znaczy być samotnym, skrzywdzonym przez innych ludzi i czy sobie można z tym poradzić, co warto, a nie warto robić w życiu, ile kosztuje błąd przeszłości, a dla nastolatków ile cię będzie kosztować chęć istnienia w danej grupie społecznej, co jesteś w stanie zrobić, aby ukochany/ukochana cię zauważyła, czy seks jest najlepszą kartą przetargową i czy szybka inicjacja seksualna jest tego warta?

Na zakończenie tej długiej recenzji chciałabym Wam napisać, że pewnie świetnie oglądałoby się film na podstawie tych książek. Tak wiele emocji i różnorodnych zachować ujętych w jednym kadrze - coś pięknego, lecz czy się tego doczekam?



Sara Wolf, Forget Me Always, stron 304

Data premiery: 2017-08-10

Wydawnictwo Amber, 2017


Za e-book'a Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.




Mój blog objął tę książkę patronatem medialnym.