czwartek, 31 sierpnia 2017

Z życia zdeklarowanej singielki - Małgorzata Ciechanowska

Z debiutami bywa różnie, to wiadomo nie od dziś. Kiedy wydawnictwo NovaeRes zaproponowało mi do recenzji książkę Małgorzaty Ciechanowskiej byłam pewna, że literatura kobieca nie może być nudna. Pamiętam jak dziś, jak bardzo się cieszyłam, że przyjdzie do mnie lekka i bardzo cieniutka książka, idealna na jeden wieczór. Nie spodziewałam się jednak tego, że sto sześćdziesiąt stron będę czytała prawie dwa tygodnie... Zazwyczaj przed napisaniem swojej opinii nie czytam innych, lecz w tym wypadku inaczej się nie dało. Myślałam, że może coś źle zrozumiałam, może miałam ciężki okres i nie potrafiłam docenić przekazu autorki. Jednak nie. Okazało się bowiem, że oczekiwania czytelnicze nie zostały zaspokojone u większości odbiorców.

Z życia zdeklarowanej singielki była książką, w której autorka udowodniła, że ma swój charakterystyczny styl i nie boi się balansować na granicy pomiędzy zaangażowaniem, a znudzeniem. Gdyby nie opisy wnętrz pomieszczeń, detali, sukienki i tak dalej, byłaby to naprawdę lekka i przyjemna książka. Chwilami miałam wrażenie, że Pan Tadeusz miał krótsze opisy i był ciekawszy. Nastawiłam się dość pozytywnie, a po zakończeniu okazało się, że dawno nie byłam tak sceptycznie nastawiona do dalszego czytania.

Małgorzata Ciechanowska przedstawiła mi losy Izki, która pracuje w salonie sukien ślubnych. Choć mówi o sobie, że jest singielką z wyboru, skrycie marzy, że sama kiedyś założy jedną z tych pięknych kreacji, które ogląda na co dzień… Los jednak nieustannie rzuca jej kłody pod nogi i funduje przyspieszony kurs dorosłości. Wieczne przeboje z szefową nie ułatwiają jej życia. Nowe problemy, nowe role, nowe wyzwania. Bohaterka z dużą dawką dystansu, samokrytyki i humoru opisuje, jak potoczyło się jej życie. Przy okazji osobistego rachunku sumienia i rozliczania się z własną przeszłością Iza niezwykle błyskotliwie ocenia stan relacji międzyludzkich we współczesnym świecie. Czy bogatsza o trudne doświadczenia zdoła wreszcie wszystko sobie poukładać?

Małgorzata Ciechanowska wystawia czytelnika na próbę. Perypetie Izki utwierdzają odbiorcę, że nie warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki, a przeszłość winna pozostać przeszłością. Autorka serwuje różnorodne błędy jakie człowiek musi pokonać na swej życiowej drodze. Można mieć wrażenie, że wszystko co nam się przydarza jest z góry ustalone. Może nie do końca przekonałam się do tego tekstu. Może to było zamierzone, lecz dla mnie było tego zwyczajnie za dużo. Powieść ciekawa, wciągająca zdecydowanie utonęła w gąszczu detali. Wycinając zbędne opisy otrzymalibyśmy szybką i wartką akcję z dobrym humorem na czele. Jednak nie można tego wykreślić, a całość jest trudna do przeczytania w jeden wieczór. Fabuła toczy się szybko, a może zbyt szybko. Miewałam wrażenie, że brakuje tutaj rozwinięcia poszczególnych wątków. Wyglądało to trochę jak oglądanie filmu z wesela w przyśpieszonym tempie, ze spacjami na salę, suknię, czy stół. To co najważniejsze umykało pod słowami "później ci dopowiem co mówili", a przecież to jest najważniejsze. Brakowało tu uczuć i emocji bohaterów. Był potencjał, ale wymaga on jeszcze doszlifowania. Gratuluję odwagi i napisania ciekawej historii, jednak ja szukałam tu czegoś innego. Może następnym razem to znajdę.


Małgorzata Ciechanowska, Z życia zdeklarowanej singielki, stron 168


Data premiery: 2017-04-30

Wydawnictwo Novae Res , 2017


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res.




środa, 30 sierpnia 2017

Martwe listy - Caite Dolan-Leach [PREMIEROWO]

Adresat: Wydawnictwo Filia Mroczna Strona


   Na wstępie mego listu chciałabym serdecznie podziękować za możliwość przeczytania książki przedpremierowo. Sprawiła mi ona dużo radości pomimo zawiłej historii jaką przedstawia. Spokojne wprowadzenie do całej sprawy odrobinę utrudniało przyswajanie utworu, jednak każda kolejna tajemnica pogłębiała moc mrocznego tytułu. Mój list nie będzie martwy, lecz nie będzie też żywy i radosny. Będzie owiany zagadkową treścią, gdyż zagadka w tym momencie jest najważniejsza.

   Autorka bardzo dobrze zaplanowała i rozpisała sobie całą sprawę. Czytelnik dostaje mieszankę dreszczowca z bardzo dobrą warstwą obyczajówki. Mimo przydługiego wstępu, czytając książkę nie mogłam pozbyć się wrażenia, że łamigłówka, którą  Caite Dolan-Leach stworzyła staje się coraz ciekawsza, a jej rozwiązanie będzie wielkim zwieńczeniem sprawy. Zazwyczaj nie wybieram książek do recenzji po okładce, ale tym razem i okładka i tytuł przykuły moją uwagę. Brawo! Jestem zadowolona. Treść okazała się równie dobra jak szata graficzna. Pytanie jednak, czy wy jako wydawca jesteście pewni tego co proponujecie czytelnikom? Czy wy jako firma znacie moc promowania takich tytułów? Droga redakcjo, obłędnie stworzona zbrodnia będzie spędzała sen z powiek nie jednej osobie, która sięgnie po tę pozycję. Jak tak można robić?

   "Witaj, siostro! Mam nadzieję, że moja śmierć nie przeszkodziła Ci w niczym..." kto wam jako wydawcy pozwala na umieszczanie takich zdań na okładce? Przecież to przyciąga i wzmacnia oczekiwania czytelnika. Co jeśli Ava i jej dziwna rodzina spodobają się? Co się stanie kiedy śmiech zamieni się w strach? Jak redakcja może promować debiuty i czekać na negatywne opinie? A wy pewnie czekacie na pozytywne? W tym liście będzie pozytywnie! Książka była obłędna! Kiedy czytałam pierwsze strony, spokojnie historia nabierała tempa zgodnie z porównaniem jej do twórczości Pauli Hawkins. Wraz z kolejnymi stronami zagadka robiła się coraz ciekawsza, jak w książkach Gillian Flynn. Tak droga redakcjo, mam ogromną przyjemność i zaszczyt potwierdzić, że olśniewające zakończenie zwieńczyło moje wyczekiwanie i z czystym sumieniem mogę dalej polecić lekturę innym.


   Ava i Zelda siostry bliźniaczki, które nie mają z sobą kontaktu po kłótni, nagle bawią się w kotka i myszkę. Ava dowiaduje się z e-maila od matki, że jej siostra nie żyje, jednak nie chce w to uwierzyć. Musi wrócić z Paryża do Stanów i odtworzyć rzekomo ostatnie kroki swojej siostry. Ava jako ta lepsza, poukładana siostra musi rozwikłać zagadkę, którą zwariowana i buntownicza siostra jej zostawiła. Poprzez wiadomości jakie dostaje oraz listy Ava odkrywa kolejne wskazówki tłumaczące zniknięcie Zeldy. Jednak historia się na tym nie kończy. W grę wchodzi bowiem tajemnica jaką skrywa rodzina dziewczyn. Przerażająca prawda wreszcie ujrzy światło dzienne.

   Na zakończenie pragnę nadmienić, że Martwe listy to znakomity, bezkrwawy debiut. Ciekawa sprawa, oryginalny temat, znakomite prowadzenie i zaskakujący finał sprawiły, że wieczory stały się ciekawsze. Użycie prostego, a wręcz lekkiego języka sprawiło, iż kartki same przewracały się, a każda strona kończyła się jeszcze nim się zaczęła. Usatysfakcjonowana przeczytaną pozycją piszę do was, aby podziękować za coś nowego. W trakcie lektury przeczytałam wiele e-maili i listów, które potwierdziły, że rozmowa z żywymi bywa czasami tak samo trudna jak porozumienie się z umarłymi.

Z poważaniem, Basia.

P.S. Dziękuję za ciekawostkę o czcionce. Był to dość krótki, odbiegający od reszty tekst, ale jakże ciekawy. Przy użyciu przeglądarki doczytałam odrobinę w tym temacie. Czy sprawiło, to że będę teraz jej używać? Jest taka możliwość.




Caite Dolan-Leach, Martwe listy, stron 414


Data premiery: 2017-08-30

Wydawnictwo FILIA MROCZNA STRONA , 2017


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu.




poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Głosy - Ursula Poznanski

Jak to jest, że książka Polowanie to tom pierwszy, a Głosy to tom trzeci? No fakt ten jest prosty. Tak jest. Ale dlaczego? Z informacji jakie posiadam tom drugi Blinde Vögel nie został wydany w Polsce. Seria książek Beatrice Kaspary to trzytomowy cykl. W oryginale oczywiście. Polskie wydanie zostało skrócone, co jednak nie wpływa na odbiór lektury. Ursula Poznanski stworzyła serię kryminałów z górnej półki. Znajdziemy tu wszystko, czego można szukać w dobrym kryminale. Dostając książki w dniu urodzin cieszyłam się z prezentu. Teraz, już po lekturze cieszę się jeszcze bardziej, gdyż książki okazały się piękną urodzinową pamiątką. Znakomita lektura otrzymana w prezencie to pamiątka na całe życie. Dziękuję wydawnictwu za tak znakomity i trafiony upominek.

Co jednak nowego w serii? Tym razem Beatrice i Florin trafiają na kolejną skomplikowaną sprawę. Na oddziale psychiatrycznym szpitalna Salzbur Nord zostaje znalezione ciało młodego lekarza. Ciekawostką jest to, że na jego ciele ktoś finezyjnie ułożył przedmioty. Ktoś chce im w ten sposób coś przekazać. Ale kto? Morderca czy świadek? Rozpoczynają śledztwo od rozmów z personelem. Zdają sobie jednak sprawę, że prędzej, czy później konieczne będą rozmowy z pacjentami oddziału. Warunki w których przyszło im pracować, liczne rozmowy z psychiatrami i psychologami, powodują, że bez ustanku mają wrażenie jakby byli poddawani swojego rodzaju terapii. Gdy przychodzi czas na przesłuchania pacjentów dostrzegamy, że nie tego się spodziewali. Ale kim ostatecznie jest wariat, mężczyzna słyszący głosy? Bezsprzecznie najciekawszym przypadkiem okazuje się Marie/Jasmin. Kobieta, której ojciec przetrzymywał  przez wiele lat zamkniętą w piwnicy. Który znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Jej historia jest tak wstrząsająca, że nawet doświadczeni śledczy są zszokowani rozmiarem bestialstwa ojca nad córką. Jasmin nie nawiązuje kontaktu ze światem zewnętrznym. Wydaje się niezdolna do jakichkolwiek relacji z ludźmi. Jednak Beatrice dostrzega w niej coś co umknęło lekarzom.

Głosy to niebywale zawiła fabuła. Nawet przez chwilę nie zbliżyłam się do rozwiązania tej zagadki. Podobnie jak w poprzedniej książce, kryminał stopniowo nabiera tempa. To zdaje się być cechą charakterystyczną tej autorki, która nie spieszy się z wyjaśnieniami. Bez wątpienia pisarka nie daje wytchnienia czytelnikowi. Pojawiają się kolejne ofiary, a znaków zapytania jest coraz więcej. Atmosfera oddziału psychiatrycznego dodatkowo utrudnia ocenę sytuacji. Ciężko jest się pozbyć wrażenia, że tutaj podejrzanym może być każdy. Tymczasem autorka podrzuca nam kolejne wątki i przypuszczenia. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu z tej serii czekało mnie totalne zaskoczenie.

Warto podkreślić także to, że tym razem Ursula Poznanski zdecydowała się na rozbudowanie warstwy obyczajowej. Odrobinę, ale wystarczająco by ocieplić nieco wizerunek policjantów. Od początku wyczuwa się zmianę temperatury relacji pomiędzy głównymi bohaterami i z dużą przyjemnością obserwowałam ich wzajemne przyciąganie. Od dawna są bliskimi przyjaciółmi, dlatego ta relacja jest znacznie głębsza i nie chodzi tu wyłącznie o fizyczną bliskość, a poczucie bezpieczeństwa i autentyczną troskę o partnera.
Zakończenie - poza oczywiście spektakularnym zaskoczeniem, przyniosło ze sobą swojego rodzaju deja vu. Odnoszę wrażenie, że niemal w identycznym stylu kończy się inna z powieści tej autorki. To nie zmienia to faktu, że poza tym drobiazgiem tytuł jest niebywale udany.




Ursula Poznanski, Głosy, stron 464


Data premiery: 2017-04-20

Wydawnictwo Media Rodzina, 2017

Seria wydawnicza: gorzka czekolada 


Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.


środa, 23 sierpnia 2017

Siostrzyczki - Michael Palmer

Michael Palmer to amerykański pisarz, który urodził się w mieście Springfield. Absolwent renomowanych uniwersytetów. Przez 20 lat pracował jako lekarz w Szpitalu Miejskim w Bostonie. Wszystko to dało mu bardzo dobre zaplecze do napisania thrillerów medycznych, z których słynie. Każda kolejna propozycja autora staje się perełką dla czytelników. Pytanie jednak co tym razem wymyślił? Siostrzyczki, czyli opowieść o pielęgniarkach należących do Stowarzyszenia Sióstr Życia. Tak to właśnie ich historia. W dotychczasowych recenzjach, a prawdę pisząc w opiniach innych blogerów mogliście przeczytać, że głównym bohaterem jest David. Owszem, jest. Jednak to pielęgniarki są tu najważniejsze. To one tworzą akcję, urozmaicają teks w wydarzenia mrożące krew.

Chcecie poznać treść? Polecam się z nią zapoznać. Opis z okładki wszechobecny i ujawniany w każdej opinii. Tym razem nic nie napiszę u siebie. Bo przecież da się napisać własne zdanie nie opierając się na tym co ktoś nam sugeruje, prawda?

W takim razie co jest inne i nowe w tej książce? Najważniejsze to kreacja bohaterów i świat przedstawiony. Czytając książkę i znając kilka faktów o autorze mogę stwierdzić, że pisał o sobie. Może nie dosłownie, ale czy David, który pracuje w szpitalu w Bostonie to nie czasem  Michael Palmer? Nie twierdzę, że twórca został przedstawiony i stanowi główny wątek, ale ileż tu podobieństw.

Seria tajemniczych zgonów jaką poznałam czytając tę pozycję, przypomniała mi dawną sprawę, aferę "łowców skór". Pamiętacie jak pavulon podawano ludziom? Może inaczej, podejrzewano, bo nie pamiętam czy udowodniono. Ale znacie tę historię? Kiedy wgłębiałam się w teks, a drogie siostrzyczki podawały pacjentom zastrzyk właśnie ta sprawa stanęła mi przed oczami. Powody były różne. Zabijanie nieuleczalnie chorych to gest dobrej woli, czy morderstwo? Tu już nasuwają się tematy tabu takie jak eutanazja. Nie będę oceniała tego faktu. Jednak przedstawienie tego problemu zasługuje na brawa.


Jeśli jednak martwicie się, że książka przewyższy poziom tolerancji to spokojnie. Mamy tu też miłą i lekką sprawę, a raczej zagadkę do rozwikłania. Kto i dlaczego zabija oraz kto zrzuca winę na Davida. Z powyższego niby wiadomo, ale czy prawda jest, aż tak oczywista? Czy rozwiązanie jest, aż tak banalne? Jakie granice jesteśmy w stanie przekroczyć?

Po przeczytaniu książki oceniłam ją na siedem gwiazdek. Jednak po zakończeniu stwierdziłam, że styl autora i to jak bardzo chciał przybliżyć zwykłemu czytelnikowi temat zasługuje na więcej. Przystępny język, brak skomplikowanych terminów medycznych, konkretne informacje, odwaga w opisach oraz podjęcie się tematu sprawiły, że bez problemu mogłam się odnaleźć w medycznym klimacie. Czy był mroczny? Momentami. Jednak nie na tyle, żeby nie móc spać po nocach. Książkę czyta się wyjątkowo szybko. Można napisać, że wciągająca, psychologiczna rozgrywka pomiędzy bohaterami, może sprawić, że poznamy świat medycyny z odrobinę innej strony.

Chciałabym również polecić inne książki autora, a wśród nich: Krytyczna terapia, Piąta fiolka, czy Pierwszy pacjent. Mam wrażenie, że autor opisuje swoje przeżycia i kolegów po fachu. Czytanie takich książek sprawi, że będziecie mieli trochę inne wyobrażenie o osobach, które stoją po drugiej stronie parawanu.


  Michael Palmer, Siostrzyczki, stron 352

 

Data premiery: 2017-06-13

Wydawnictwo Replika, 2017


Recenzja napisana dla Wydawnictwa Replika. Dziękuję za książkę.




wtorek, 22 sierpnia 2017

ZAPOWIEDŹ => Sex God - FORCE M.S <= PATRONAT

Miło mi poinformować, iż mój blog objął patronatem medialnym książkę Sex God FORCE M.S . Autorka Wam już dobrze znana. Jest to kolejna książka. Czy tym razem zachwyci ponownie? Przekonamy się już niebawem!!





! ! ! Premiera 26 - 09 - 2017 ! ! !


*~OPIS~*

Lauren i Garrett przyjaźnią się od dzieciństwa. I choć nigdy nie chcieli się do tego przyznać, już dawno ich przyjaźń zmieniła się w coś więcej.
Ale ich drogi się rozeszły. Aż do teraz, gdy połączyła ich jedna noc… i okazała się kompletną porażką!
Lauren nigdy nie była zbyt pewna siebie, jeśli chodzi o seks, w czym utwierdzał ją jej były mąż.
Garrett zawsze był zbyt pewny siebie, w czym utwierdzały go niezliczone przelotne przygody i kobiety, wśród których słynie jako bóg seksu.
Czy razem mają szansę udowodnić sobie swoją wartość i spełnić swoje skrywane pragnienia? To pokaże układ, który zawierają. Czy stanie się początkiem wspólnej przyszłości? Czy przeszłość nie przestanie ich ścigać?


Gorąco polecam! Recenzja na blogu w okolicach premiery...




poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Miasteczko kłamców - Miranda Megan

No i tak. Wiem dostanę po głowie. Kiedy urlop wpląta się w życie codzienne, czasem plany idą w odstawkę. Obiecałam recenzję tydzień temu. Jednak nie piszę ich do przodu. Nie planuję postów tak jak niektórzy. Mam czas siadam i wyciągam notatki. Karteczki wklejone do książek, walające się koperty po rachunkach z opisem danej sceny lub informacją, na której stronie był ciekawy cytat. To mój blog, a to moje opinie. Więc piszę kiedy mam czas i ochotę. Bo nie produkuję recenzji, a z chęcią opowiadam o książce. Tak więc dziś mam zaszczyt przedstawić Miasteczko kłamców.

Jeśli jesteście ze mną to wiecie w jakiej formie przyszła książka. Dla tych, którzy tu wpadają tylko czasem informuję, że przyszła w czterech listach. Każda z części to około dziewięćdziesiąt stron tekstu. Czy to dobra reklama dla książki? Myślę, że tym mnie zaintrygowało wydawnictwo. Odczytałam list dołączony do przesyłki. Ciekawość narastała. Tytuł wzbudził niepewność co do treści. Co może oznaczać? Czy będzie to Twin Peaks, a może Riverdale? A może zupełnie coś innego? Coś nowego?

I tak właśnie poznałam Nico, czyli główną bohaterkę. Nicolette - trochę jak nazwa wspomagacza antynikotynowego ;) - pozostawiła swoje życie w małym miasteczku i poukładała sobie sprawy na nowo. Obecnie ma dobrą pracę i znalazła miłość swojego życia o imieniu Everett. Jednak w takich książkach, z gatunku thriller, bo ponoć do takiej grupy zaliczono tę pozycję, nie może być nic pięknego. Musi wydarzyć się coś, co zepsuje ład i porządek w życiu Nico. Tym czymś staje się list, jaki dostaje od ojca. Oszalał? Poznał prawdę? Dziewczyna koniecznie musi się o tym przekonać. Do tego dochodzi brat z propozycją nie do odrzucenia. No i co teraz zrobić? Nie ma innej opcji należy wrócić do miasteczka. I tu zaczyna się cała zabawa. W chwili kiedy Nico wraca do Cooley Ridge przeszłość, która nie została zamknięta powraca. Ojciec twierdzi, że widzi dziewczynę. Ową dziewczyna ma być zaginiona przed dziesięciu laty przyjaciółka Corinne Prescott. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że zaraz po powrocie kolejna dziewczyna uważana jest za zaginioną. Akcja nabiera tempa. Atmosfera zdaje się napięta i okraszona mgłą niewyjaśnionych spraw. Czy Nicolette odkryje prawdę? Czy tajemnice nie przytłoczą dwudziestoośmioletniej kobiety?


Zacznę od treści. Od emocji. Część pierwsza, czyli jakieś pierwsze sto stron ciągły się strasznie. Nie potrafiłam się zaczytać w tę książkę. Miałam mały kryzys i przeczytałam inna książkę w międzyczasie. Po powrocie do lektury okazało się, że sama Nico zachęca nas do odkrycia prawdy, ale robi to w bardzo dziwny sposób. Zapytacie co w tym dziwnego? Może to, że poznajemy teraźniejszość. Mamy dzień, w którym powraca do miasteczka. Kolejny rozdział to czternaście dni później. Kolejny zaś to dzień wcześniej. I tak od piętnastego dnia wracamy się aż do pierwszego. To tak jak ja bym opowiadała co było dziś i cofała się o każdy kolejny dzień do wydarzeń z przed dwóch tygodni. Już dawno nie czytałam książki w takim stylu - jeśli chodzi o czas.


Miranda Megan powoli doprowadza czytelnika do końca. Począwszy od niezłej miazgi w odnalezieniu się w czasie i miejscu, poprzez kolejne wątki i tajemnice wprowadzane, aż do finału całej sprawy. Teraz tak się zastanawiam, czy nie przeczytać książki od tyłu?

Miasteczko kłamców to propozycja bardzo dobra dla niewprawionych w thrillery czytelników. Koniec bowiem jest bardzo banalny. Plusem jest dojść do niego i poznać przy tym prawdę, co nie jest łatwe. Kłamstwa zawsze się mnożą. Jedno goni drugie, aż zaplątamy się i nie wiemy co jest prawdą. Moim zdaniem jest to kryminał z elementami dreszczowca. Jest tu zaledwie kilka scen, w których serce bije szybciej. Pozostały czas do zagadka, która jest do rozwiązania i z którą spędzamy bardzo dużo czasu.




Miranda Megan, Miasteczko kłamców, stron 400


Data premiery: 2017-07-17

Wydawnictwo ZNAK, 2017


Za książkę dziękuję Wydawnictwu ZNAK. Egzemplarz recenzencki w czterech częściach.


http://www.wydawnictwoznak.pl/

niedziela, 20 sierpnia 2017

Obdarowani (Gifted) - Marc Webb #film

Obdarowani

reżyseria: Marc Webb
gatunek: Dramat

premiera:
18 sierpnia 2017 (Polska) 7 kwietnia 2017 (świat)

Przyszedł czas na kolejną filmową recenzję. Dziś pochmurna niedziela, więc może ktoś ma ochotę wybrać się do kina, a nie wie na jaki film? Tak więc serdecznie polecam Obdarowani.

Miejsce akcji -
to małe miasteczko, mały zwykły domek. Poprzez otoczenie poznajemy losy małej dziewczynki Mary i jej opiekuna Franka, który nie jest jej ojcem. Mary ma zdolności i nie wiele osób o tym wie. Obdarowani, to tak naprawdę obdarowana Mary, gdyż druga obdarowana osoba już nie żyje. Z chwilą kiedy Mary idzie do szkoły film nabiera akcji. Wplątanie nauczycielki i babci w akcję rozpędza pociąg, który w pewnym momencie staje na stacji widmo. Nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Trudne decyzje jakie muszą podjąć bohaterowie mogą zaważyć na dalszym wspólnym bycie. Czy rozłąka jest najlepszym i jedynym wyjściem z danej sytuacji? Już na samą myśl, łzy kręcą się w oku.

Obsada -
Chris Evans jako Frank, wujek małej Mary. Opiekuńczy i z głową na karku. Poświęcił wiele, alby spełnić wolę swojej siostry. Jego uczucia zostają przedstawione w sposób oczywisty, a potrzeby w bardzo naturalny. Chce jak najlepiej dla swojej siostrzenicy mimo, że czasem ustalone zasady zostają naruszone. Mckenna Grace jako Mary skrada cały film. Jej dialogi i pomysły, jej pytania i odpowiedzi. Fenomenalna gra aktorska, tak młodej dziewczynki. Z tego filmu pamięta się ją i prawie tylko ją. Matematycznie uzdolniona nie przejmuje się opinią innych, szczególnie opinią profesora, który chciał ją przechytrzyć.

 
Historia - to wciągająca opowieść o sile rodziny, emocjach, zaufaniu, rozterkach. Tragedia, która dzieli i buduje rodzinne relacje. Wyciąga z widza wszystkie emocje takie jak zauroczenie, ciekawość, żal, smutek, śmiech, euforię, napięcie, wyrozumiałość, czy zadowolenie z obranego celu. Powolne budowanie napięcia całej historii, dochodzi do punktu kulminacyjnego, który pokaże widzowi jak silne są uczucia i potrzeby.

Poszczególni bohaterowie - tutaj mogę się odnieść do tych drugoplanowych. Nauczycielka, która jest bardzo uważna i jako pedagog zachowuje się bardzo pozytywnie, oby w życiu codziennych osoby pracujące z dziećmi miały tak samo dobre oko i uchu jak ona. Babcia Mary, no cóż jest ona specyficzna, ale o tym musicie się przekonać sami. Małe dzieci z klasy Mary - małe łobuzy i aniołki w jednym. Na koniec sąsiadka, opiekunka i dobra przyjaciółka Mary, ale czy tak powinno być?

Film porusza wiele warstw emocjonalnych. Wiele tematów, ma wiele ciekawych powiązań oraz wiele trudnych spraw. Jest to film rodzinny, dramat jaki może być przeżyty przez ludzie mieszkających w sąsiedztwie. Czy my będziemy kochającym wujkiem, czy opiekuńczą sąsiadką, a może dawno nie widzianą babcia? Nie ważne jaka jest Wasza postawa, jeśli macie ochotę iść na film, to Obdarowani są zdecydowanie dobra propozycja na ten weekend.

 
Podsumowując.
Jakie film ma plusy?
  • Gatunek filmu idealne określony. Dramat - tak owszem są tu cechy tego gatunku widoczne w głównym wątku jak i w dwóch pobocznych.
  • Obdarowani, czyli dar. Pokazany z przepychem, w psychologiczny sposób. Delikatnie podkreślony przez sytuację bohaterów.
  • Podkreślanie cech ludzkich takich jak słowność. W czasach kiedy słowa szybko ulatują jest to dość mocny przekaz. Gołosłowność w tym filmie nie występuje, co mnie bardzo cieszy i napawa nadzieją, że ludzie mogą jeszcze dotrzymywać danego słowa.
  • Czy ambicje rodziców są ważniejsze? Nie, w tej produkcji podkreślono potrzeby dzieci, ale nie pozwolona na wiele.
  • Bohaterowie ci główni, jak i drugoplanowi. Ich budowa, zachowanie, wartości, czy zwykły byt.
  • Podkreślenie, że nauka nie jest najważniejsza. Rozrywka, zwyczajna zabawa, czy zwykły rodzinny spacer, wypad za miasto to chwile, o których się nie zapomina.
  • Dialogi jakie znajdziemy w tej produkcji są rewelacyjne. Począwszy od małej dziewczynki i jej pytań o dziwo nie błahych jak na siedmiolatkę, po odpowiedzi wujka, które niosą w sobie wiele prawdy.
  • Kotek z jednym okiem i to jaki jest ważny w rodzinie. Sceny łapią za serce i podnoszą ocenę filmu.
  • Mckenna Grace, grająca małą dziewczynkę dostała Oscara  - jeśli nie to powinna - i po tym filmie wiem za co. I tak, należał się jej.
Jakie film ma minusy?
  • Nie potrafię określić jednego konkretnego minusu. Może gdyby film był bardziej podkręcony i tragedia była mocniej nakreślona... To tylko moje zachcianki, bo emocji jest tu wiele, zapewniam!

Film oceniam na 9/10*
Zapraszam na moje konto na filmweb.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z portalu filmweb.
Zwiastun pochodzi z youtube.

piątek, 18 sierpnia 2017

Q&A #bjcczyta

Piątek, wieczór...co tu robić? Czytać? Pisać? Oglądać? Miewacie czasem lenia? Ja też, ale nie dziś. Dziś mam ochotę coś napisać, ale nie recenzję. Tak właśnie wracam do wyzwania Q&A do którego mnie zaproszono. Niestety nie spisałam sobie osoby, która to zrobiła, ale jeśli mnie śledzi zobaczy, że w końcu się zmobilizowałam.

Jakiś czas temu poprosiłam Was o zadanie mi pytań. Były one różne. Ciekawe, trudne, czy też neutralne. Nie będę podawała autorów pytań - nie wiem czy ktoś się nie obrazi - napiszę pytanie i moją odpowiedź. Będzie to trochę wywiad? Można zrobić wywiad z blogerem? Pewnie tak. A więc nie zanudzając dłużej lecimy...

Wymień po dwa tytuły swoich ulubionych książek i filmów.

No i tu już problem. Ja chyba nie potrafię - tak wiele ich jest. Jestem, a może byłam? - nie ważne - kinomaniakiem. Kiedyś każdą środę spędzałam w kinie. Od zeszłego roku degustuję również w książkach. Postaram się wybrać moje ulubione filmy, które mogę oglądać w koło i mi się nie nudzą. Będzie to hmm... "Piękna i bestia" oraz "Piraci z Karaibów" Jest wiele filmów, ale te mogę oglądać i oglądać i oglądać i nigdy mi się nie znudzą. Jeśli chodzi zaś o książki. Będę monotonna, monotematyczna i inne mono, bo nie byłabym sobą gdybym nie wymieniła tu "Klątwa przeznaczenia". Był to mój pierwszy patronat. Siedziałam i czytałam. Odkładałam i wracałam. Modliłam się, żeby 800 stron jakoś minęło. Aż pyk i 250 strona chyba i poszło jak ta lala. Do końca nie mogłam się doczekać. A koniec, no cóż, autorki zrobiły psikusa czytelnikom. Ale dobra coś innego? "Harry Potter" - odwiecznie stoi na mojej półce. Czytałam kilka razy. Pierwszy tom ma w kilku wersjach. Dorastając z młodym Potterem nie mogło być inaczej. Ale Wampiry i inne świry zostają w moim sercu, mimo iż ich tu nie wymieniłam.

King, czy Masterton? King - kochasz, czy nienawidzisz?

Specjalnie są tu dwa pytania, gdyż odpowiedz na jedno była by zbyt krótka. King. Dlaczego? Bo mimo, że lubię horrory Masterton'a nie czytałam. Ups... No tak bywa. Może kiedyś. Może to przez to, że już kilka filmów było na podstawie twórczości Kinga i dlaczego wiem, że pisze. A teraz druga część pytania - kochać to za dużo, nienawidzić nie mam za co. King ma w swoim dorobku kilka świetnych dzieł, ale i kilka nie całkiem w moim guście. Rewelacyjna była "Mgła", czy "Zielona mila". Ale "Misery", czy " Przebudzenie", które zmęczyły mnie do reszty nie należą - moim zdaniem - do tych z górnej półki.

Który aktor Twoim zdaniem jest najprzystojniejszy?

Ten kto mnie zna, ten wie, że nie ma innej odpowiedzi tylko Ian Somerhalder. Facet w wieku mojej siostry, ma żonę i teraz już córkę. Prywatnie go nie znam, ale jego rola Damona w "Pamiętniki Wampirów" pochłonęła mnie. Gdy czytałam książki tak sobie go wyobrażałam. Jest przystojny, dobrze zbudowany i ma te - uwaga nie dla dzieci!!!! (kurwiki w oczach!) Tak to jest to!

Jaka ekranizacja książki, którą czytałaś zawiodła Cię? A jaka, wręcz przeciwnie książka do bani, a film świetny?

Zawiodła mnie ekranizacja książki "Upadli". Film nie oddał mocy i miłości. Zabrakło tego czegoś co łączyło bohaterów. Książka do bani, a film świetny? Z tym książek, które czytałam - z tych słabych - mało jest ekranizacji. Ciekawe, dlaczego? ;) Ale zawiodłam się na "Dziewczyna z pociągu". Książka była denna, nie miała emocji. Przeczytałam ją w jeden, czy dwa wieczory, bo tekst leciał sam, ale gdy zobaczyłam film WoW, to przecież nie ta sama książka. Nie jest to film górnych lotów i walczący o Oscara, ale w porównaniu do książki - zdecydowanie lepsza ekranizacja. 

Która książka Magdalena Kordel Twoim zdaniem jest najlepsza?

Nie wiem. Ciężkie to pytanie. Te książki mają swój charakter i swoich odbiorców. Są miłe, lekkie, spójne, itp. Sięgając po pierwszą pozycję i była to pierwsza recenzja jaką pisała nie dla siebie "Anioł do wynajęcia" bałam się, że te książki będą ckliwe, religijne i nienadające się do czytania. Nie mój gust i tyle. A tu proszę miła niespodzianka. Nie są to książki oddalone zupełnie od powyższych przypuszczeń, ale niosą one dobroć. Zaskoczeniem dla mnie była książka "Córka wiatrów". Nie moje klimaty, nie moje czasy, ale książka ma to coś w sobie.

Czy jest taka książka (książki), którą przeczytałaś więcej niż jeden raz?
Tak."Harry Potter", "Zmierzch", "Opowieści z Narnii", "Dracula", czy też baśnie "Piękna i Bestia", "Królewna Śnieżka", "Kopciuszek", "Trzy róże". Czytałam kilka razy, bo mi się podobały, bo czegoś szukałam, bo było nowe wydanie, bo ktoś mnie prosił o przeczytanie. Powody były różne. Ale do tych książek chętnie wrócę i to pewnie nie raz.

Czy uważasz się za zbieracza? Ile masz książek?

Czy uważam się za zbieracza? Chyba tak. Ale to bardziej z przyjemności niż z przymusu bycia blogerem - bo o to chyba w tym pytaniu chodziło. Zawsze kompletowałam zestawy. Według mnie to lepiej wygląda. Jeśli mam mieć tylko dwa z trzech tomów nie będę miała żadnego. Zbieractwem mogę też nazwać kolekcjonowanie zakładek, czy gadżetów z książkami związanymi. Mam ich ponad sto. Jeśli chodzi o książki mam ich obecnie z sto, sto parę, ale lubię się wymieniać. Nie zbieram, nie zostawiam każdej książki. Zostawiam tylko te, które kiedyś będą cieszyć moje oko - patronaty, te które są z autografem, te które kocham i te które nadadzą się w przyszłości dla dzieci, czy innych pociech.

Przy której książce najwięcej się śmiałaś?

Oj i tu były dwie takie pozycje do tej pory. "Awaria małżeńska" oraz "Jak Cię zabić, Kochanie?". Śmiech przez łzy, łzy przez śmiech. Tu stany były różne, ale wiedziałam, że przy tych książkach nie można się nudzić. Były one dla mnie nowością. Po wielu horrorach i komediach romantycznych, życie codzienne bohaterów sprawiło, że czułam się jak w domu. W duszy mi grało, a struny głosowe miały niezły trening.

Co Cię zainspirowało do założenia bloga?

O tym już nie raz pisałam. Założyłam bloga żeby wziąć udział w zabawie. Zabawa była tylko dla blogerów. Po pewnym czasie rodzina zapytała, czemu sama nie piszę recenzji? Jak to jest, że inni mają tyle książek? Książki są za darmo?No i tak to się zaczęło. Książki nie są za darmo! To ciężka praca przeczytać, napisać recenzję, zrobić kilka fajnych zdjęć, promować książkę, czy autora. Nic tu nie ma za darmo. Za swoją pracę otrzymuję książkę. Co z nią dalej zrobię to już moja sprawa. Jednak nie ma tu lekkiego życia. Jeśli zastanawiasz się nad blogowaniem musisz mieć czas i dużo cierpliwości, bo ludzie rzucają ci kłody pod nogi. Jedni ci pomogą, inni potraktują jak konkurencję.

Czy nawiązałaś jakieś blogowe przyjaźnie?
Wiecie co...? Nie wiem. Przyjaźń to ciężkie słowo. Relacja nie błaha. Przyjaciel zawsze ci pomoże. Nie wiem czy przyjaźń, ale nawiązałam wiele znajomości. W blogosferze, w sferze autor - recenzent, czy w sferze opiekun - bloger. Są tu czasem teksty, których nie wypada mi tu napisać. Są czasem chwile, kiedy autor ma dość, a my blogerzy go wspieramy. Są chwile kiedy mi samej się nie chce, w ten czas mam Was. Wspieracie mnie, piszecie, itp. Ostatnio jedna z koleżanek blogerek, czytelniczek chciała się spotkać i pogadać. Miłe to bardzo było. Ale są też chwile, kiedy ty wyciągasz do kogoś pomocną dłoń, a ta osoba jedzie po tobie. Kiedy ty piszesz z zapytaniem, a ta osoba olewa cię zupełnie. Kiedy nagle ta osoba pisze do ciebie i jeszcze cie obraża, a ty nie chcąc pisać do niej nic niemiłego odpowiadasz jednym słowem. Smutne to bardzo i dobrze, że tych miłych chwil jest zdecydowanie więcej. W internetowym świecie nikt nie jest incognito, każdego idzie sprawdzić. Ale każdy ma prawo do swoich decyzji, do swoich błędów - nie wcinajmy się komuś w życie. Jeśli mamy jakieś uwagi napiszmy to w pozytywnym wydźwięku. Jeśli mamy swoje zdanie to dobrze, ale szanujmy zdanie innych. Nie hejtujmy - tak to się teraz nazywa, nie? - napiszmy prywatną wiadomość o błędzie lub nie piszmy nic, bo ranienie obcej nam osoby nic nie da, a ktoś może zrezygnować z swoje pasji. Wiele osób ma bardzo słabą psychikę i warto pomyśleć dwa razy zanim się coś powie lub napisze.
 
 
Ale się rozpisałam - przepraszam... ;) Ale chyba wyszło fajnie, co? Dajcie znać. Może sami chcecie odpowiedzieć na jakieś pytanie - chętnie poczytam :) Życzę miłego piątku, udanego wieczoru i przecudownego weekendu!

czwartek, 17 sierpnia 2017

Kandydat na ojca - Susan Elizabeth Phillips [PATRONAT] [PREMIEROWO]

Jane Darlington jest młodym profesorem fizyki. Szalenie inteligentna, obdarzona nieprzeciętną urodą kobieta. W wieku 34 lat w świecie fizyki, zdominowanym przez mężczyzn, osiągnęła niemal wszystko. Jednak kolejne urodzin, które zdają się następować coraz szybciej po sobie, uzmysławiają jej, że sukcesy  zawodowe to nie wszystko. Uświadamia sobie bolesny fakt, jej życie osobiste leży w gruzach. Pozbawiona w dzieciństwie ciepła rodzinnego domu, coraz bardziej pragnie spełnienia swego największego marzenia, chce być matką. Naturalnie mężczyzna nie jest jej do niczego potrzebny. Jest samodzielna, zaradna i zdeterminowana, ma bardzo dobrą posadę, która daje jej komfortową sytuację finansową. A jednak. Jane staje przed wyzwaniem. Znalezienie ojca dla jej dziecka nie będzie proste. Jako kobieta obdarzona niezwykle wysokim ilorazem inteligencji poszukuje kandydata, który będzie jej intelektualną przeciwwagą. Poszukuje przystojnego głupka! Jej wybór pada na Cal’a „Bombera” Bonnera, gwiazdę futbolu.  Za namową koleżanki  podejmuje wyzwanie. Stanie się jego prezentem urodzinowym. Od tej chwili nic już nie będzie takie jak wcześniej.

Kandydat na ojca to urocza i ciepła historia. Mimo, że niemal na każdym kroku bohaterowie kłócą się, stawiają na siebie zasadzki. Urażona duma to okrutna broń. A autorka daje im do ręki zaskakujące narzędzia. 

Wyśmienicie się bawiłam obserwując te zapasy. Cal czuje się wykorzystany. Planuje okrutnie się zemścić. Jane z kolei przytłacza cała sytuacja, poczucie winy nie daje o sobie zapomnieć, ale w końcu decyduje się podnieść rzuconą jej rękawicę. Ring został otwarty i wszystkie chwyty dozwolone.

Nieustanna wojna charakterów okraszona ciętym językiem, niezwykle zabawnymi dialogami, ciągłymi docinkami i trafnymi komentarzami to cecha charakterystyczna powieści tej autorki. Susan Elizabeth Phillips zaprezentowała swój talent w najlepszej odsłonie. Wartka akcja nie pozwoliła mi odejść od lektury nawet na chwilę i nim się obejrzałam dotarłam do końca. To niezwykle lekka i cudownie odprężająca książka.

I wybaczcie, że recenzja jest taka krótka. Ta książka jest idealna i nie ważne ile się o niej napisze. Trzeba ją przeczytać. Jeśli starasz się o dziecko w związku lub samotnie, ta książka sprawi, że się odprężysz i może samo się zrobi. Nie zadawaj wielu pytań. Nie martw się. Nie planuj wszystkiego jak bohaterka. Zostaw losowi to co ma być i co jest ci przeznaczone, bo inaczej walka będzie długa, a ring z dnia na dzień będzie robić się mniejszy. Nie daj jednak innym decydować za siebie.

Susan Elizabeth Phillips, Kandydat na ojca, stron 336

Data premiery: 2017-08-17

Wydawnictwo Amber, 2017


Za e-book'a dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.



Chciałabym Was też poinformować, iż mój blog objął tę książkę patronatem.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Aleja starych topoli TOM2 - Agnieszka Janiszewska

Druga część topoli ciekawsza lepsza, ale oczywiście nie można przeczytać samej drugiej części. Pierwsza to trochę wprowadzenie, nakreślenie podstawowych portretów psychologicznych bohaterów. Jednak to w drugiej części są skandale, łzy bohaterów i łzy czytających tę książkę.Klara przypomina mi w swoim postępowaniu i wyborach Scarlett O'Hara, którą otacza wianuszek adoratorów, a ona pragnie innego. Pragnie mężczyzny dla niej niedostępnego, a gdy on ja odrzuca, wychodzi za mąż za starszego człowieka i wywołuje skandal.
Tak mniej więcej można opisać wstęp do Alei starych topoli.
Belle epoque, przełom epok. Książka kończy się w 1914 roku. Życie w Jodłowie i Paryżu oraz zestawienie dwóch jakże odległych światów. Wszystko to spięte losami i życiem rodziny Celiowskich i ich krewnych.


List Klary który jest jej pierwszymi słowami w pierwszym tomie spina klamrą wszystkie wydarzenia, ponieważ to co jest opisane na pierwszych kartach pierwszego tomu kończy drugi tom. Zatem zakończenie jest przewidywalne, ale to nie oznacza że wydarzenia jakich doświadczymy dzięki Klarze, Karolowi i Adasiowi oraz Oleńce i kuzynostwie Hubercie i Kindze są mało ciekawe.


Saga rodzinna, czyli życie córek mecenasa Więckowskiego oraz dzieci Andrzeja Celiowskiego są porywające nieszablonowe i przede wszystkim pozwalają przeżyć czytającemu młodzieńcze lata na Jodłowskiej wsi. Znajdziemy tu warszawskie życie na salonach i przygody bohaterów w egzotycznym, pięknym Paryżu. Można poznać mieszczańskie zachowania, dowiedzieć się co wcześniej warszawianie myśleli o studiowaniu kobiet, a już nie daj Bóg leczeniu ludzi. Jaka drobnostka jest potrzebna, aby wywołać skandal w rodzinie.

Książki  Agnieszka Janiszewska serdecznie polecam. Jest to nie tylko kolejna możliwość poznania przeszłości, ale również niezwykła podróż w czasie. Z zaciekawieniem poznawałam dalsze losy bohaterów i doszukiwałam się niestosownych - na tamten okres - wpadek, które dziś przeszłyby bez większego echa. Jestem wdzięczna jednej z moich koleżanek po fachu - blogerce - za udostępnienie tej przepięknej lektury. Polecam jednak czytać ją w jesienne dni z filiżanką gorącej herbaty. Gdy zachowamy klimat z okładki będzie nam łatwiej przenieść się do czasów opisanych w tej dwutomowej publikacji.



Agnieszka Janiszewska, Aleja starych topoli, stron 342

 

Data premiery: 2017-03-15

Wydawnictwo Novae Res, 2017

 

Egzemplarz recenzencki wydawnictwa Novae Res. Wymiana recenzencka.