środa, 14 czerwca 2017

Kontrakt na miłość - Sandi Lynn

Wszędzie gdzie spojrzałam widziałam tytuł kontrakt na miłość - o co chodzi? - zapytałam sama siebie. Nie było reklamy w radiu, nie było reklamy w księgarniach internetowych, ale była za to reklama na wszelkich bookstagramach jakie widziałam. Autorka mi nie znana. Jednak zajmuje szczyt "New York Timesa". Ciekawość? Nadzieja na powiew świeżości? Ciężko mi teraz napisać co mną kierowało, ale napisałam do wydawnictwa Amber, aby to było tak miłe i wysłało mi książkę do recenzji. W w ten sposób wpadłam jak śliwka w kompot. Jednocześnie jednak stanęłam między młotem, a kowadłem. Dlaczego? Bo zdania na temat tej książki są podzielone.
Nie będę o treści pisała za wiele. Samo wydawnictwo dobrze ujęło zagadnienie. Emily prowadzi sklep z ubraniami vintage. Burzliwe życie matki nauczyło ją, że nie ma czegoś takiego, jak „I żyli długo i szczęśliwie”.

Jackson jest milionerem i właścicielem wielkiego koncernu. Kilka rozwodów i ponownych małżeństw rodziców nauczyło go, że nie ma związku, który by się szybko nie rozpadł.
Są dla siebie idealnymi partnerami. Więc postanawiają wynegocjować zasady swojego idealnego związku – bez komplikacji, dramatów, zaangażowania. I ich kontrakt działa idealnie, dopóki oboje nie złamią ustalonych zasad…
„Nazywam się Emily Wade. Burzliwe życie mojej matki nauczyło mnie, że nie ma czegoś takiego, jak: I żyli długo i szczęśliwie. Wszystkie związki są z góry skazane na porażkę. Za to jeśli ludzi łączy tylko seks, życie jest przyjemne i nieskomplikowane. Trzymałam się tych reguł do chwili, kiedy spotkałam Jacksona Caine’a – zabójczo przystojnego milionera. Jackson nie wierzył w związki tak samo jak ja. I zaproponował, żebyśmy spisali kontrakt…”
„Nazywam się Jackson Caine. Kilka rozwodów i ponownych małżeństw moich rodziców nauczyło mnie, że nie ma związku, który by się nie rozpadł. Robiłem karierę i spotykałem się z wieloma kobietami. Do chwili, kiedy spotkałam Emily Wade. Byliśmy dla siebie idealnymi partnerami. Więc spisaliśmy kontrakt na nasz idealny związek – bez komplikacji, dramatów, zaangażowania. I nasz kontrakt działał idealnie, dopóki oboje nie złamaliśmy ustalonych zasad…”

Kiedy zaczynałam czytać książkę wiedziałam już, że dostanę kolejną do recenzji. Nie wiedziałam jednak czego się spodziewać. Dostałam jednak czysty, szablonowy romans. I to było fajne. Szukałam czegoś lekkiego i to dostałam. Książkę na jeden wieczór. Bez szczególnych komplikacji, bez wydziwnień w fabule - prosta, kobieca książka. I o dziwo wielu recenzji - nie jest to erotyk. Jest to książka obyczajowa z elementami romansu. Książka nie zaskakuje. Może jednak w tym tkwi całe sedno sprawy? Nie każdy chce skomplikowanych romansów, nie każdy szuka ciężkiej lektury. Ta książka właśnie taka jest lekka i przyjemna w odbiorze.

Kontrakt na miłość porównany do serii Gray - bzdura! Jedna wielka bzdura. I nie zgodzę się z opinią, że tytuł zdradza wszystko. Nie można tych dwóch książek porównywać. Oczywiście mamy tu tragedię, która musiała się wydarzyć, aby bohaterowie zrozumieli co do  siebie czują, ale tak musi być. Jaki romans jest bez tragedii? Śmierć jednego, choroba drugiego, wypadek, zdrada, czy wiele innych przeciwności losu bohaterowie romansów spotykają na swojej drodze. Ktoś robi karierę, a ktoś na tym cierpi. Najlepiej zagłębcie się w świat Sandi Lynn i sami oceńcie jej twórczość.

No i w tej chwili właśnie Wam to ułatwię :) Wczoraj miała premierę jej nowa książka obrońcy miłości. Możecie teraz zdobyć książkę. Wystarczy, że na moją pocztę bjcczyta@o2.pl wyślecie mi wiadomość, że chcecie zdobyć książkę. Wygrywa czwarta osoba, która wyśle mi wiadomość. Dlaczego czwarta? Bo zawsze podium ma trzy miejsca i ta czwarta osoba jest zawsze poszkodowana. Dziś nie ;) Powodzenia!



  Sandi Lynn, Kontrakt na miłość, stron 272

Data premiery: 2017-03-07

Wydawnictwo Amber, 2017


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki. 

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię tą autorkę, więc na pewno przeczytam kontrakt na miłość. P.S. Bardzo podoba mi się Twoje docenienie właśnie czwartej osoby. :)

    OdpowiedzUsuń