sobota, 29 kwietnia 2017

Alchemik z gwiazdy - Sonia Wiśniewska [PRZEDPREMIOROWO][PATRONAT]

A oto mała książka, o kamieniu filozoficznym i podróżach. Gdy wybierałam ją do recenzji zaciekawił mnie tytuł Alchemik z gwiazdy oraz postać śmierci na okładce. Pomyślałam - ciekawe co to będzie. Powieść fantasy, powieść młodzieżowa - może tym razem będzie to coś ciekawego i rzuci nowe światło na kilka teoretyzowanych wątków. Jedyne dwieście kilka stron to dopiero początek historii, która może być kolejnym lekiem na nudę, czy deszczową pogodę. Sonia Wiśniewska napisała coś dla dużych i małych. Coś co jest ciekawe, zawiera morały, zawiera kilkanaście ciekawych, a nawet złotych myśli, czy życiowych rad. Z zadowoleniem, uśmiechem na twarzy oraz satysfakcją z przeczytania tej książki zabieram Was teraz w świat królestw, śmierci i wielu filozoficznych myśli.

Naszym głównym bohaterem jest Karol - alchemik z południowego królestwa, który całe życie i wolny czas poświęca swojej pracy oraz pasji zarazem. Alchemia sprawia mu wiele przyjemności jak i satysfakcji. Chemia i alchemia to jego ulubione dziedziny nauki. Jest w tym wybitny, co jest wielokrotnie podkreślane. Jest on ulubieńcem swojego króla. Zazwyczaj ma strasznie dużo pracy, budzony jest nawet w nocy by pomóc innym. Jednak gdy jego władca zapada w sen zimowy, Karol ma więcej czasu na czytanie. Wkrótce jednak sielanka została przerwana przez nagłe przebudzenie monarchy, który zleca alchemikowi niełatwą misję. Ten zaś z ogromną niechęcią oraz strachem zostawia bezpieczne królestwo i sam wyrusza w podróż. Na drodze spotyka Incognito, tajemnicze postacie, innego króla, słodką Sophie oraz Śmierć. Jego życie zostaje wystawione na próbę. Jego los staje się tajemnicą. Jego przyszłość staje się niepewna. Ale o losach Karola więcej na stronach Alchemik z gwiazdy.

 

Co mnie zaintrygowało to zdania, sentencje jakie ukryła w swym tekście Sonia Wiśniewska. Jak na młodzieżową książkę, to z pewności autorka kieruje ją do osób, które chcą poznać siebie, innych, pomyśleć nad tym co jest i co będzie. Na zaledwie dwustu stronach ukryła ona nie jedną, nie dwie, a kilkanaście rad, które w współczesnym świecie bawią, ranią i zmieniają człowieka. 

 

Fantastyka, książka młodzieżowa - oj chcę, pragnę więcej takich książek na mej półce. Okładka może nie wszystkim się spodoba, ale zawiera dwie postacie, które zdecydowanie budują całą zagadkową fabułę tej pozycji. Śmiem nawet napisać, że poza Karolem, są to dwa bardzo ważne charaktery. 

Bardzo mała i cieniutka książka o soczystym tekście, wywołała u mnie nie tylko uśmiech na twarzy, ale również pełną satysfakcję z jej czytania. Mądry król, namiestnik Karola w swych wypowiedziach zawiera wiele mądrości.

"Słowa zatrzymują, rujnują, wyrażają ukrytą myśl, budują, radują i wzruszają. Uparte "nie" może zrobić krzywdę, a lekkomyślne "tak", może stać się niepewnym fundamentem przyszłości."

Czy powyższy cytat nie jest piękny? A w książce jest ich pełno. Może jeszcze jeden, aby podkreślić znakomitą twórczość autorki:

"Znajdując odpowiedź, odpowiadając sobie sami na życiowe pytanie, jesteśmy dumni, że cel został zrealizowany i dorośliśmy, mogąc odkrywać prawdę. Czujemy się wykształceni, pełni wiedzy... mądrzy. Jednak co się stanie, gdy nasze życiowe pytanie ma zupełnie inną odpowiedź?"


Koło tej książki nie można przejść obojętnie. Ale dość filozoficznych myśli. W książce znajdziemy wątek miłosny, który jest bardzo krótki, ale ukazany w sposób subtelny, a zarazem bardzo dobitny. Pomoc, rada, przyjaźń, nowe technologie, wiele ciekawych rozwiązań. To tylko kilka relacji jakie są między nimi.

Kolejną ciekawostką było dla mnie podejście do pór roku. Król który zimą zawsze spał, by mieć wizje przyszłości przypominał odrobinę motyw z serii Underworld. Jednak ten władca budził się wiosną by podziwiać przyrodę budzącą się do życia. Jak piękna była scena z krukiem i z emocjami jakie wywołał. Nawiązując już do wspomnianej serii, po przeczytaniu kilku stron ciekawa byłam jak będzie rozwiązana sprawa długowieczności, czy będą smoki, czy będą wampiry, czy to jest książka osadzona w średniowieczu, czy główny bohater podoła próbie na jaką go wystawiono?

Na zakończenie, a zarazem najciekawszym tematem jest Śmierć. Jako postać oraz samo zdarzenie. Zastanawialiście się kiedyś
jak wygląda śmierć? Jest mężczyzną, czy kobietą? Jest stara, czy młoda? Jest zabawna, czy złośliwa? A czy potrafi wybaczać, czy jest zawistna? Opowieści o śmierci skradły moje serce. Wszelkie przypowieści, przekazy zawarte w tej książce są zjawiskowe. Osobiście wciągają mnie takie historie, przykładem są Baśnie Barda Beedle'a J.K. Rowling, które czytano czarodziejom w świecie Harrego Pottera. Jednak i w tej propozycji z ciekawością dobrnęłam do końca książki, ale nie do końca historii i mam nadzieję, że Sonia Wiśniewska w niedługim czasie zaprosi mnie do przeczytania kolejnych losów Alchemika z gwiazdy.





Sonia Wiśniewska, Alchemik z gwiazdy, stron 232

Data premiery: 2017-05

Wydawnictwo Novae Res, 2017



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Egzemplarz recenzencki.





 
Chciałabym Was też poinformować, iż mój blog objął tę książkę patronatem.

piątek, 28 kwietnia 2017

Finezja duszy martwej - Weronika Szczuka

OPIS: Lauren i Melinda – dwie przyjaciółki, a zarazem szczęśliwe narzeczone.
Właśnie trwają ostatnie przygotowania do ślubu Lauren i Dominica. Niespodziewanie pan młody i jego świadek Fernando, przyszły mąż Melindy nie docierają do kościoła. Uroczystość zostaje odwołana, a narzeczona postanawia zrobić wszystko, by odnaleźć ukochanego. Decyduje się nawet skorzystać z pomocy detektywa Duke’a. Ten w porzuconym aucie znajduje zaskakujący list Dominica do Lauren. Duke musi odkryć, kto i dlaczego źle życzy zakochanym. Tymczasem wypadki zaczynają toczyć się coraz szybciej.

Czy po takim opisie nie spodziewalibyście się czegoś dobrego do czytania? Czegoś zaskakującego? Odpowiedz może być tylko jedna. Tak. Ale niestety, nie tym razem. Ostatnio czytałam same rewelacyjne, wciągające książki i niepotrzebnie się nastawiłam, że ta będzie kolejną perełką na mojej półce. Czytając czułam się jak na przesłuchaniu, nie żebym często bywała na policji, ale przytłaczająca forma dialogów nie umilała czytania. Ale może wprowadzę Was w klimat jaki panuje na stronach tej lektury...


Przygodę z bohaterami zaczynamy od spotkania Lauren, która stoi w pokoju i przygotowuje się do ślubu. W przygotowaniach tych towarzyszy jej przyjaciółka, a zarazem świadkowa -  Melinda. Nic nadzwyczajnego. Dobra więc lecimy dalej. Lauren ma wyjść za bogatego Dominika, a świadkiem Dominika jest Fernando narzeczony Melindy – już trochę lepiej. Zaciekawienie pobudzone. I nagle przychodzi scena, która miała być kulminacją i napędzić akcję, skraść nasze serca i zachęcić do przeczytania książki z zapartym tchem – niestety. Ale już piszę o co chodzi... Więc - Wyjeżdżają do kościoła, okazuje się że pan młody i jego świadek nie zjawiają się na miejscu. Bez paniki szlochów, na chłodno pani młoda odwołuję ślub – i co? Zaginięcie pana młodego, bez płaczu, bez pytań? Wiedziała, że go nie będzie? Kazała go zabić? Odwołała ślub bez żadnych emocji? Ja w swój ślub włożyłam tyle pracy i nerwów, że w takim momencie wyszła bym z siebie! A bohaterka co? Stoi i odwołuje ślub. Gdzie tu emocje? Ale czytam dalej i myślę sobie, może kazała zabić go żeby do ślubu nie doszło i wiedziała że go nie będzie? Więc czytałam dalej, żeby pozna mroczną stronę tych wydarzeń. Ale tu dostaję Laurem, która zastanawia się w domu co się mogło stać. Gra, czy naprawdę nie wie? Pyta wszystkich dookoła czy coś wiedzą w temacie zniknięcia. Szuka świadków? Eliminuje konkurencję? Czy sprawdza, czy ktoś się czegoś domyśla? Wynajmują detektywa by poszukał zaginionych panów – myślę sobie po co? Jak ona to zleciła, to pogrąży się, albo chcę potwierdzić, czy perfekcyjnie zaplanowała zaginięcie. Ale jeśli to nie ona? To czemu się nie złości? Poszukiwania trwają, a akcja – jaka akcja? Oglądaliście kiedyś film z lektorem ivo? Taki komputerowy, suchy odczyt tekstu? Właśnie z tym mi się skojarzyło.


Jeżeli denerwowały Cię opisy przyrody w Panu Tadeuszu, ta książka jest dla Ciebie. Same dialogi pozwalają na szybkie przeczytanie książki i zapoznanie się ze zdaniem bohaterów. Aby poznać emocje musisz je wyczytać między dialogami lub samemu je sobie dopowiedzieć! Nie znajdziesz ich w tej książce. One nie tworzą się w chwili czytania. Musisz się domyśleć jak oni się mogą czuć, ale oczywiście cały czas rozprasza Cię coś. Ale może tylko ja tak miałam?

Wypadek matki pana młodego, ciekawscy dziennikarze, którzy drwią z Lauren, że bogacz zostawił ją przed ołtarzem i nieznajomy, który chce pomóc dziewczynie – to tylko kilka kolejnych scen, które mają wprowadzić klimat, zbudować napięcie, czy zachęcić do dalszego czytania.

Lauren i jej siostra mieszkają obecnie w domu Dominika, nie mają jednak pracy więc zastanawiają się co mają począć. I co się stanie, gdy faktycznie okaże się że Dominik zrezygnował ze ślubu? Tu pojawiają się rozterki i materialne problemy. Czyli liczyła na pieniądze ze ślubu? Czyli jednak nie ona go porwała, zabiła? Bo normalnie zrobiła by to po ślubie, żeby coś na tym zyskać? A może on jej coś zrobił przed ślubem i miała go dość? Czy tajemniczy list rozwiąże zagadkę, czy spowoduje jeszcze większy chaos?

Wiem, w koło piszę o tym samym, ale w koło o tym myślałam, czytając książkę Weroniki Szczuki.  Cały czas ta sama myśl. Współczesna literatura obyczajowa tym razem mnie zawiodła. Oczywiście książkę czytało się szybko, bo zawiera prawie same dialogi, ale z powodu braku opisów autorka nie wciąga nas w życie i przeżycia bohaterów.

Jeżeli ktoś lubi książka pisane w formie scenariusza, a resztę sobie dopowiedzieć, to Finezja duszy martwej jest historią dla niego. Jeżeli ktoś był zły na Mickiewicza i opisy przyrody, to tu ich ni znajdzie.




Weronika Szczuka, Finezja duszy martwej, stron 296

Data premiery: 2017-02-06

Wydawnictwo Novae Res, 2017



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Egzemplarz recenzencki.




piątek, 21 kwietnia 2017

O wiele więcej - Kim Holden



Strasznie się cieszę, że akurat tę pozycję otrzymałam do recenzji. Już od kilku miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką książki Promyczek. Nie dane mi było jeszcze jej przeczytać. Sami rozumiecie, dużo pracy, trochę przyjemności, ale do rzeczy...
Gdy otrzymałam O wiele więcej cieszyłam się, że w końcu mam okazję poznać twórczość tak rozchwytywanej autorki jaką jest Kim Holden. Ta książka, to tak ogromna dawka emocji i to wszelakich, totalnie mnie pochłonęła i zawładnęła moim umysłem. Nie można było się od niej oderwać. Nawet atakująca mnie choroba, nie była w stanie przeszkodzić mi w lekturze. Mamy tu bowiem, okazję poznać bezgraniczną, bezwarunkową miłość, strach i ból, prawie niezachwianą wiarę, żal, gniew, czy rozgoryczenie. Wszelkie emocje ukryte na czterystu stronach przeżywamy wspólnie z bohaterami niezwykle silnie.

W O wiele więcej poznajemy losy Mirandy żony i matki trójki wspaniałych dzieci. Żonę Seamusa. Jest to wyrachowana, zimna, bez ludzkich odczuć dziewczyna i kobieta, dla której kariera i chęć posiadania władzy są najważniejsze. Realizacja zadań w terminie oraz kłamstwa i manipulacja to jej chleb powszedni. Z siłą tarana dąży do celu i nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Nawet mąż nie był wybrany z miłości, lecz była to decyzja przemyślana pod względem: idealnego ojca i dobrego człowieka. Zrobione to było po to, żeby innym pokazać, że są idealną rodziną. Jej mąż bardzo kocha dzieci, opiekuje się nimi książkowo, a ona ma czas, aby realizować się zawodowo. Wspina się po szczeblach kariery. Początkowo seks był dla niej tylko aktem, lecz z czasem zmienił się w ceremonię, gdyż mąż bardzo dopieszczał żonę. Lecz praca była dla Mirandy najważniejsza. I nagle, gdy chce osiągnąć szczyt kariery, musi podjąć decyzję, która może ją wiele kosztować. Pojawiają się okoliczności, które powodują, że życie zamienia się w ostrą grę bez reguł. Teraz Miranda musiała zdecydować i o dziwo nie było to dla niej problemem. Rozwodzi się z mężem, by poślubić innego. Według niej problem pojawia się później. A jej życie zaczyna się zmieniać. Reguły ustala teraz ktoś inny. A ona sama zostaje poddana prawdziwemu wyzwaniu. Ale, czy podoła i poradzi sobie z życiem jak z karierą?

O książce można napisać wiele. Kim Holden pokazuje nam wspaniałego ojca jakim jest Seamus, pokazuje nam matkę, która ma problem zająć się dziećmi i pokazuje nam jak pewne zdarzenia mogą odmienić nasz los i nasze plany na przyszłość. Jak matka może sobie nie radzić z własnymi dziećmi? Jak bardzo ojciec może kochać swoje dzieci? Jak wiele słów można powiedzieć w rozgoryczeniu? Ból, przerażenie, rozwód i co teraz zrobić? Gdy czytamy książkę, myślimy sobie, że już się więcej nie wydarzy, że już najgorsze za nami. A w jakim błędzie jesteśmy... Okazuje się, że to tylko pięćdziesiąt stron ich historii, a jej zakończenie jest nieznane.

Książka jest pisana bardzo lekkim językiem. Rozdziały są podzielone na przeszłość i teraźniejszość, ale przy czytaniu przeszłości mamy wrażenie, że przenosimy się w czasie i nagle przeszłość jest teraźniejszością. Nie mamy tu wielostronicowego opowiadania o tym co było, a wręcz przeciwnie, cały czas odczuwamy czas teraźniejszy i wraz z bohaterami przeżywamy ich życie. Ich emocje. Płaczemy z nimi, śmiejemy się, a czasem chcemy uderzyć bohatera trzymaną w rękach książką.

Móc przeczytać taką lekturę to coś niezwykłego. Poznać najpiękniejsze uczucia. Do tej pory nie spotkałam się z takim tekstem. Szczególnie w okresie przedświątecznym, czytanie takiej książki daje czytelnikowi wiele wspaniałych doznań. Cieszę się, że będę mogła przeczytać inne książki autorki, gdyż obok tej konkretnej nie da się przejść obojętnie. Zostawia ona bowiem w czytelniku nie tylko negatywne emocje, ale i pozytywne, a akcja trafia wprost w serce odbiorcy. Literackie doznania od czystej nienawiści, przez zachwyt, do pełnego zrozumienia.

O wiele więcej to nie jest romans, czy zwykła książka o miłości. To książka o prawdziwym życiu, w którym ścieżki są kręte i wyboiste. I to od ludzi spotkanych na drodze, takich jak sąsiadki Seamusa: Faith oraz Hope oraz nas samych zależy, czy znajdziemy właściwą ścieżkę. Sami musimy przeżyć to i o wiele więcej.

Dziękuję portalowi RzeczGustu za udostępnienie mi, tak dobrej książki do recenzji. Zostanie ona ze mną na długi czas!
Jest to o wiele więcej niż zwykła książka.
O wiele więcej niż zwykłe słowa.
O wiele, wiele więcej...




Kim Holden, O wiele wiecej, stron 500

Data premiery: 2017-03-15

Wydawnictwo Filia, 2017


Egzemplarz recenzencki. Recenzja napisana dla portalu RzeczGustu.




http://www.rzeczgustu.com.pl/

środa, 19 kwietnia 2017

Sex Machine - M. S Force [PRZEDPREMIEROWO]

Zawsze myślałam, że to urlop, święta sprzyja szybkiemu czytaniu nowości. Nic bardziej mylnego... Najlepszą motywacją do szybkiego czytania jest poczekalnia i kolejka do lekarza NFZ. Kiedy ostatnio przeczytaliście sto pięćdziesiąt stron w 2 godziny? Ja już dawno nie przeleciałam po kartach książki tak szybko. Co prawda e-booki czyta się szybciej, ale przecież to nie pierwszy mój e-book :) M.S. Force sprawiła, że czas oczekiwania na dość nieprzyjemny zabieg upłynął wręcz bardzo przyjemnie, żeby nie napisać, że rozgrzewająco, co też byłoby prawdą. Ale może do rzeczy...

Sex Machine to najnowsza książka autorki serii Quantum. I nie ma tu zdziwienia, że pozostajemy w temacie erotycznym. Książka jest lekka i przyjemna. Pochłania się ją w całości w jeden wieczór - to pewne. Niestety ma też swój minus. Jest przewidywalna. Po przeczytaniu pięćdziesięciu stron domyślamy się dalszych losów i raczej nie jesteśmy zaskoczeni. Może minimalnie spodziewałam się innego zakończenia, ale tu autorka zaskoczyła, że tak napiszę - dość aktywnym zakończeniem.

"Honey jest piękna i seksowna. Ale nie dba o powodzenie. Czeka na mężczyznę, który ją naprawdę pokocha. Sprawi, że poczuje się wreszcie bezpieczna. I da jej rozkosz, której nigdy nie przeżyła… 
Najpierw jednak chce zaznać niebiańskiego spełnienia w seksie. Najlepszym nauczycielem wydaje się Blake. Najgorętszy facet w mieście, o którym wśród kobiet krążą legendy…
Blake nie uznaje uczuciowych zobowiązań. Dwanaście lat temu przeżył tragedię i postanowił, że już nigdy się nie zakocha.
Umawiają się na jedną noc. Czy połączy ich coś więcej niż nieziemski seks? I czy po tym, co każde z nich przeszło, potrafią jeszcze uwierzyć w szczęście?"

I jak myślicie? Czy nasi bohaterowie zejdą się? Czy jedna noc wystarczy by kogoś pokochać? I tu Was zaskoczę! Oczywiście, że nie! Bo los wie co robi i co planuje, a w ich przypadku zaplanował wiele.  

Blake jest facetem po przejściach i nie chciałabym być na jego miejscu. Przykre okoliczności z przeszłości sprawiły, że się zmienił. Mimo to jest znany w towarzystwie jako tytułowa sex machina. I nie powiem siedzę i czytam, czytam i siedzę, a ludzie dziwnie na mnie patrzą. No nic dziwnego początek książki dość szybko i mocno podnosi temperaturę ciała. Czyta się to bardzo lekko, nie ma tu mocnych scen, ale ja nie mam takiej kondycji. Zresztą sami bohaterowie komentują owe spotkanie bardzo jednoznacznie

Relacje między Honey, a Blake budują się dość szybko, ale i szybko się między nimi pojawia przepaść. Gdy dochodzi do kłopotliwego zdarzenia, ba do wręcz strasznego zdarzenia on odsuwa się od niej, a ona jak to kobieta nie daje za wygraną. Więcej nie mogę zdradzić. Ale nowa propozycja M.S. Force, nie zaskoczy, ale rozgrzeje Was w ten śnieżny zimowy, oj nie, nie w ten śnieżny wiosenny dzień ;) Jest to jak już wspomniałam książka na jeden dzień, jeden wieczór, ale nie oderwiecie się od niej. Fabuła porwie Was oczywiście o ile lubicie takie tematy. Ja Wam serdecznie polecam jutrzejszą premierę!




  M. S Force, Sex Machine, stron 239

Data premiery: 2017-04-20

Wydawnictwo AMBER , 2017


Za e-book'a dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.


http://www.wydawnictwoamber.pl/

wtorek, 18 kwietnia 2017

Pod podszewką magii - Zbigniew Chrząszcz


Wydawnictwo NovaeRes znów mnie zaskoczyło. Kiedy zaczynałam czytać tę pozycję, nie wiedziałam z jakim konkretnie gatunkiem mam do czynienia. Nie chciałam sobie psuć niespodzianki czytając cudze recenzje. Jednak teraz po przeczytaniu książki cóż... Wstyd się przyznać, nadal nie wiem z jakim gatunkiem miałam do czynienia. Jedno jest pewne. Opis z okładki to totalna pomyłka.

Grupa bohaterów, przyjaciół - bo to niezwykle istotne - zostaje wplątana w przebiegłą intrygę. Profesor Adam Koch wyłania się z pozostałych jako nieformalny lider, przywódca. Jest ekspertem z dziedziny fizyki, jednak to inne cechy jego osobowości staną się przydatne w rozwiązaniu tej zagadki. Posiada bowiem umiejętności wyczuwania w ludziach zła w czystej postaci. Odbiera niczym stygmaty na swym ciele okrucieństwo, ból zadany przez zwyrodnialców. Czy jego umiejętności pozwolą przechytrzyć śmierć, czy dotrą do iluzjoniści Rubika, po którego występach dochodzi do szokujących zdarzeń, niewyobrażalnie okrutnych zbrodni? Demon otacza ich ze wszystkich stron, czy uda mu się skłócić wszystkich towarzyszy? Odebrać zdolność wspólnego działania? Zniechęcić do poszukiwania źródła potwornego zła?

Marek to postać trzecioplanowa, albo nawet dalsza. Oczekiwałam jej rozwinięcia, jakiegoś zgłębienia tematu, szczegółów... niemal do samego końca. Kim zatem jest Rubik, Marek? Nie wiadomo bo oprócz wzmianki o jedenastoletnim chłopcu na początku książki, na pozostałych czterystu stronach nie wiele się o nim dowiadujemy. Bohater na którym jak sądziłam oparta będzie fabuła, znika zanim tak naprawdę się pojawi. Wspomina się o nim rzadko albo wcale. Ilość pozostałych bohaterów przytłacza. Zwłaszcza na pierwszych trzydziestu stronach. To niczym gra o tron. Zmusiło mnie to do notowania szczegółów, żeby się nie pogubić. Źle się z tym czułam, tym bardziej że wiele postaci okazało się epizodem, uzupełniającym co prawa fabułę, ale moim zdaniem, zupełnie niepotrzebnych. I gdy wydaje mi się że akcja nabiera tempa, kolejna postać wyhamowuje wątek. Ani to kryminał, ani fantasy. 
 
Na plus dla tej pozycji zaliczyć należy umiejętności literackie autora, bezsprzecznie posługuje się wyszukanym językiem, który czyta się z przyjemnością. Sposób w jaki tworzy opisy jest niezwykle barwny. Pod tym względem czuję się zaspokojona. Warto zauważyć, iż książka zawiera dość mocny wątek religijny, duchowy. Autor wielokrotnie podkreśla wartości chrześcijańskie, przekładane na wszystkie aspekty życia. Wiarę w moc miłości i modlitwę: oczyszczającą i wyzwalająca z lęków. Obserwujemy niemal biblijną walkę dobra ze złem. Wielokrotnie bohaterowi wspominają o wyższych wartościach, potrzebie kontaktu z Bogiem, potrzebie i sile modlitwy, jej wyzwalającej mocy. Być może zbliżające się Święta Wielkanocne tak mnie nastroiły, ale niezwykle łatwo ta część fabuły trafiła do mojego umysłu, albo serca. Spowodowała, że musiałam się na chwilę zatrzymać i przemyśleć oraz uszeregować potrzeby i wartości.

Bardzo zainteresował mnie motyw z ukrytym listem, jednak po kilku próbach podjętych przez bohaterów książki w celu rozwikłania zagadki wątek zostaje zupełnie porzucony. I tak się dzieje wielokrotnie w przypadku kilku wątków i pojawiających się postaci.

Przez cały okres czytania książki autor rozpalał moją wyobraźnie i intrygował po to tylko alby w kolejnym rozdziale zarzucić podjęty temat bądź uśmiercić bohatera.

Podsumowując autor niewątpliwie ma ogromny potencjał. Ilością pojawiających się wątków obdzielił by przynajmniej kilka książek. Nie zbudował jednak napięcia, które moim zdaniem powinno mnie trzymać w swych szponach do ostatniej strony. Z niektórych motywów można by zrezygnować, inne zaś prosiły się o rozwinięcie. Aspekt kryminalny był dość wątły, sprawiał wrażenie jakby autor eksperymentował z tym gatunkiem. 




Zbigniew Chrząszcz, Pod podszewką magii, stron 440

Data premiery: 2016-12-01

Wydawnictwo Novae Res , 2016 



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Egzemplarz recenzencki.

piątek, 14 kwietnia 2017

Żona mojego męża - Jane Corry

"Najpierw jest miłość. Potem małżeństwo. Potem morderstwo...
Lily, początkująca prawniczka, i Ed, ambitny malarz. Młode, szczęśliwe małżeństwo. Choć oboje mają swoje tajemnice...
I ich mała sąsiadka: dziewięcioletnia Carla. Wyśmiewana i poniżana w szkole z powodu biedy, zazdrości innym dzieciom. Pewnego dnia odkrywa, że może mieć to, co one. Wystarczy znać czyjąś tajemnicę, żeby dostać wszystko, czego się pragnie...
Carla zaprzyjaźnia się z Lily i Edem. Staje się jego muzą. Portret „Małej Włoszki” robi furorę i przynosi artyście uznanie i pieniądze.
Piętnaście lat później ich drogi znów się krzyżują. Mała Włoszka powraca.
Żeby dostać to, czego zawsze pragnęła... "


Powyższym opisem wydawca zachęca nas do czytania najnowszego debiuty Jane Corry, która do tej pory była brytyjską dziennikarką. I owszem tym razem i ja się skusiłam. Obiecujący debiut, kryminał, psychologiczny dreszczowiec, czyli wszystko to co lubię najbardziej w jednej książce. Mało kiedy zdarza się, że książki wydawnictwa Amber mnie rozczarowują, więc i tym razem pełna nadziei zasiadłam do czterystu trzydziestu stron świetnie zapowiadającej się lektury.

"A więc to prawda, co mówią o umieraniu. Przeszłość powraca, żeby odejść wraz z Tobą..."

Historia przedstawiona jest z dwóch punktów widzenia. Dwie bohaterki Lily oraz Carla opowiadają nam swoje historie. Są sąsiadkami w zdecydowanie różnym wieku, a ich losy w końcu się splatają co nie jest niespodzianką dla czytelnika, gdyż na samym początku wiadomo już, że będzie to dramat, tragedia, którą fundamentuje śmierć Edwarda. Przecież sam tytuł żona mojego męża daje czytelnikowi do myślenia. Czyli co mamy tu do czynienia ze zdradą? Z bohaterem, który prowadzi podwójne życie? Nie będzie tu kochanki, lecz dwie żony? Takie pytania same się nasuwają. Nic dziwnego, autorka doskonale wie jak zachęcić czytelnika do zapoznania się z jej twórczością.
Carla jest małą dziewczynką, którą Lily się opiekuje, a Ed jako początkujący artysta często ją rysuje. Dziewczynka jest wyśmiewana w szkole i w domu ze względu na swój akcent oraz inny wygląd. Lata mijają. Złość rośnie. Krzywdy sprzed lat nie zostały wybaczone. I tak dochodzimy do momentu, w którym nasze bohaterki po latach spotykają się i dla obu staje się to bardzo niebezpieczne.
Oczywiście z każdą kolejną stroną poznajemy przeszłość kobiet,  dowiadujemy się co się działo, jak Carla dorastała, co ją zraniło. Jakie problemy napotkała Lily na swojej drodze i w jaki niebezpieczny układ się wplatała. Autorka bardzo dobrze zbudowała swoich bohaterów, acz nie wiem, czy nie za bardzo. W pewnym momencie bowiem, przestało mnie interesować co się działo u bohaterów, a chciałam bardzo poznać dalsze losy. Chciałam już wiedzieć co i jak się wydarzyło. Odrobinę rozwleczona w czasie i na stronach fabuła w końcu ruszyła pełną parą. Jane Corry rozpisała się w swoim debiucie, a jej stopniowanie napięcia stało się czynnikiem pobudzającym nerwy czytelnika.

Żona mojego męża to książka, która może Was zaskoczyć. Jednak ja bym książkę przypisała do kategorii dramat obyczajowy. I dla tego gatunku oceniłabym ja najwyżej jak to możliwe. Jako kryminał wypada odrobinę słabiej. Bardziej wiarygodna jest dla mnie sama historia przedstawiona niż jej bohaterowie. W każdym domu jest jakaś tajemnica. W tych domach, mamy opisane wiele intryg oraz relacje, które do najciekawszych nie należą. Daje to odzwierciedlenie, niektórych realnych przypadków, z jakimi się osobiście spotkałam. I za to autorce serdecznie dziękuję. Zapewnić Was mogę, że po przeczytaniu tej książki, nic w małżeństwie nie będzie już takie pewne i oczywiste.

Jane Corry, Żona mojego męża, stron 431

Data premiery: 2017-03-29

Wydawnictwo AMBER , 2017


Za e-book'a dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.


http://www.wydawnictwoamber.pl/



czwartek, 13 kwietnia 2017

BLOGOSFERA

Stan:zaczytany zaprosiła mnie do współpracy, a dzięki niej powstał wpis Blogosfera

Ola zadała mi pytanie:
Czy spostrzegasz Internet oraz blogosferę pozytywnie, czy negatywnie? Co jest pozytywnego, co negatywnego?


A ja jej odpowiedziałam:
Jestem nowym blogerem, ale już spotkałam się z krytyka, jak i strasznie miłym przyjęciem. Ale może od początku. Moim zdaniem Internet jest pozytywny. Owszem, zawiera wiele rzeczy, które nie powinny się w nim znaleźć, ale skoro takie są, to prawdopodobnie ktoś ich "potrzebował". W tej kwestii należy uważać i rozmawiać z dziećmi oraz z osobami starszymi, które się interesują dostępem do "wszelkiej" wiedzy. W sieci jesteśmy anonimowi. Bzdura. Oczywiście wiele osób tak myśli, ale do każdego idzie dotrzeć. I nie chodzi mi tylko o ludzi, którzy na portalach pokazują dosłownie wszystko, ale i o takich, co chcą się ukryć. Nawiązuję tu do hejtu, jaki jest w sieci. Czy się podpiszemy, czy też dodamy opinię jako anonimowi uczestnicy - można taką osobę znaleźć. Owszem, każdy ma prawo do swojego zdania, jeśli coś mu się nie podoba może o tym napisać. Ale nie możemy być wulgarnymi, czy ranić uczuć innych. Pisanie "nie nagrywaj vloga, bo jesteś gruba", czy "idź do lekarza, bo masz głos jak kaczka" jest nie na miejscu. Zastanówcie się, zanim kogoś obrazicie, bo może ktoś jest chory i jego wygląd czy głos, nie zależy od niego? Grupowe krytykowanie też nie jest fair. Nie nasyłajcie ludzi, czy to na blogerów, czy na autorów, którzy dopiero zaczynają, aby ci czytali same złe opinie. Grupowa krytyka i wpływ na ogół jest dziwny. Jeśli faktycznie Ci się coś nie podoba, drogi czytelniku, to pokaż swój poziom i napisz to kulturalnie. A jeśli nie znasz bloga, strony, czy książki, to nie pisz, że jest „do bani”, bo nikt Ci nie uwierzy – jeśli ktoś przeczyta i nagle większość dostanie pozytywnych opinii. To chyba tyle moich negatywnych początków. Jeśli chodzi o mój blog, to z początku było ciężko. Walka o każdą książkę, o współpracę, z wydawcą czy z autorem. Ludzie krytykowali, że nie potrafię pisać, że nie czytam „znanych” książek, lubianych autorów. Moje początki były – pewnie jak u każdego – oblane potem, ale nie łzami. Nie poddałam się. Postanowiłam pisać i czytać. Czytać i pisać. Kto chciał, ten czytał to, co napisałam. Kto był miły, ten mnie poprawił, ważne, że pisałam z serca. Debiutanci mnie docenili. Wydawcy też. Teraz współpracuje i czytam co chcę. I o to mi chodziło. Gdy przychodzi paczuszka z książkami, cieszę się jak małe dziecko, a zaraz przychodzi chwila konsternacji „kiedy ja to przeczytam?”. Później chwila mobilizacji i już jest. Plan działania. Zdjęcie. Czytam. I później, albo pisze, albo odstawiam recenzji na później. Czasem bowiem trafiam na książki, których nie da się ocenić zaraz po ich przeczytaniu. To jest fajne i dziwne zarazem. Kiedy czytasz książkę i ona Cię wciąga, bo jest w gatunku, który uwielbiasz i dobrze znasz – jest super. Ale kto ma odwagę, aby poznać coś nowego? Nowy gatunek, czy nowego autora i napisać o nim co myśli? Każdy z nas kiedyś zaczynał. Debiutantom należy się ogromny szacunek, że mają odwagę coś napisać. Coś nowego lub starego w swoim stylu. Na moim blogu jest już kilka debiutów i warto było je przeczytać. Poznałam w ten sposób i fajnych ludzi, jak i zarówno tych mniej towarzyskich. Na pewno zapamiętam nawiązane współprace, a miłe słowa już zawsze będą w moim sercu. Są oczywiście i tacy autorzy, którzy nie odpisują na wiadomości, którzy pracują lub unieśli się dumą i nie chcą mieć nic wspólnego z nowymi blogerami – a może to tylko moje zdanie? Ale są i tacy autorzy – za co serdecznie dziękuję i pozdrawiam – którzy sami do Ciebie napiszą, sami Ci książkę podeślą i sami zapytają, czy Ci się podoba to, co napisali. Takie osoby są przeze mnie odbierane jako pracowite – bo cały czas coś piszą – ale i towarzyskie. Wiele śmiesznych dialogów już przeprowadziłam, a blogerem jestem od października. Więc da się. Ogólnie trzeba dużo pozytywnej energii i dystansu do tego, co się robi. Jeśli zaczynacie „żyć” w wirtualnym świecie, musicie być pozytywnie nastawieni. Musicie dawać dużo od siebie, a z każdym dniem ludzie będą wymagać jeszcze więcej od Was - co jest strasznie pozytywne, bo przez to się rozwijamy. Poznajemy innych i poznajemy też samych siebie. Czy damy radę? Czy wytrwamy? Czy mimo barier, damy radę wzbogacić ten świat? Pozytywnie i pełna optymizmu udzielam odpowiedź: TAK! Damy radę! My blogerzy i Wy autorzy!

Odsyłam Was do całego wpisu Oli => Blogosfera bo jest co czytać, a i może sami zmienicie zdanie na niektóre tematy? ;)

Ściskam Was moi Drodzy
Czytelnicy!