niedziela, 29 stycznia 2017

Czyż ona nie jest słodka? - Susan Elizabeth Phillips


Czasem jest tak, że wybierasz książki do recenzji, czasem jest tak, że ktoś Ci je narzuca, ale czasem bywa tak, że dostajesz książkę w prezencie od wydawnictwa. Tym razem tak właśnie było. Skupiłam się na już zadeklarowanych recenzjach, a tu do paczuszki, a jeszcze przed świętami wpadła nowa książka Susan Elizabeth Phillips, która jest znana z wielu już świetnych propozycji literatury kobiecej. Jej cykle Chicago Stars oraz American''s Lady podbijają serca na całym świecie. Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Amber za przesłaną książkę, gdyż była ona idealnym lekarstwem po mojej ostatniej recenzenckiej wpadce. Jedynym minusem dla Czyż ona nie jest słodka? jest jej okładka. Zupełnie nie przypadła mi do gustu. Nie zachęciłaby mnie do jej zakupu gdybym przeglądała pozycje w księgarni. Pod tym względem uważam, że jest jeszcze pole do popisu dla grafików. Wiadomo przecież nie od dziś, że kobiety kupują oczami szkoda, żeby przez okładkę traciła czytelników.
"Sugar Beth miała wszystko: urodę, pieniądze, popularność, najwspanialszego chłopaka i... nienawiść otoczenia, które nie zapomni, jak łamała serca, niszczyła przyjaźnie i krzyżowała szyki. Fortuna bywa jednak kapryśna. Teraz Sugar Beth wraca do rodzinnego miasteczka, zdesperowana, bez pieniędzy. A tam już czekają owładnięte żądzą zemsty jej dawne ofiary. Ale ma jeszcze jedną szansę. Musi tylko udowodnić, jaka jest słodka..."

Sugar miała wszystko, matka wychowała ją na damę. Jako dziecko bardzo chciała zaimponować swojemu ojcu, domagając się jego uwagi, troski i miłości. Jednak los nie był sprawiedliwy, a młoda dziewczynka dowiaduje się, że ojciec ma inną rodzinę i drugie dziecko. W odwecie na konkurentce do ojcowego serca dokucza dziewczynie w szkole. Pewnie brak ojczynej miłości oraz specyficzny styl wychowania przez matkę, jest powodem dalszych losów bohaterki, które związane są między innymi z wydarzeniami w szkole. Pierwszy mąż, drugi mąż, trzeci mąż – który będzie prawdziwą miłością, a który pomyłką? Ach to jest dopiero zagadka, ale trudniejszą sprawą jest powrót do rodzinnego miasteczka, w którym nikt jej nie lubi. Ciotka zostawiła jej w testamencie powozownię i dworzec oraz tajemniczy obraz o wielkiej wartości. Jego odnalezienie może rozwiązać wiele problemów, z którymi boryka się Sugar Beth. Teraz, mimo że się zmieniła, a przeszłość depcze jej po piętach musi poszukać przyjaciół wśród zawziętych wrogów. 


Czyż ona nie jest słodka? to książka pełna ciętego humoru, zawierająca masą błyskotliwych dialogów. Śmianie się z własnych wad oraz ich wyolbrzymianie sprawiają, że czyta się ją niczym scenariusz Oskarowej komedii. Główna bohaterka no cóż, nie jest do końca sympatyczna postacią. Wielu ludzi skrzywdziła, wielu ośmieszyła, a nawet opuściła swoje jedyne przyjaciółki. Susan Elizabeth Phillips nie boi się wykraczać poza standardowy romans, co owocuje coraz lepszym zakończeniem. Cała historia jak i to, że nikt nie jest idealny, a związek głównej pary to nie sielanka, doprowadzają czytelnika do przemyśleń życiowych. Uwielbiam książki, które wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości.



Susan Elizabeth Phillips, Czyż ona nie jest słodka?, stron 336

Data premiery: 2016-12-06

Wydawnictwo Amber, 2016



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Amber. Egzemplarz recenzencki.




czwartek, 26 stycznia 2017

Połknąć żabę - Monika B. Janowska



Monika B. Janowska w nowym 2017 roku wprowadza nas w świat komedii kryminalnej. Autorka debiutowała w 2011 roku książką Gra o pałac, a w 2013 roku zawróciła w głowach czytelników tytułem Zawracanie głowy. Jej książki są opisywane jako lekkie, zawierające wiele dobrego humoru oraz sprawiające, że czas płynie wolniej, a dzień staje się nocą w chwili dotarcia do ostatniej strony. Ale czy te wszystkie przechwałki są prawdziwe, czy to tylko dobre słowa znajomych? O tym postanowiłam się już przekonać sama, sięgając po najnowszą powieść Połknąć żabę.


Trzy lata zajęło Paulinie pozbycie się przykrych wspomnień związanych z drugim mężem, jednak on mimo, że nieboszczyk wrócił jak bumerang. Pewnego dnia do drzwi mieszkania puka policja, a Paulina musi się tłumaczyć, dlaczego były mąż zostawił jej liścik z przeprosinami. Ona prędzej podejrzewałaby go o bycie zabójcą niż samobójcą. Miała już wszystko poukładane, no prawie poukładane, po przeprowadzce w nowe miejsce i podjęciu nowej pracy. Jednak los nie jest łaskawy dla niej, a ona sama podejmuje się wyjaśnienia okoliczności śmierci byłego. W śledztwo wciąga najbliższą rodzinę, ojca oraz najlepszą przyjaciółkę, która jednocześnie jest szwagierką Pauliny. Myślicie, że sprawa pójdzie ekspresowo? Nic bardziej mylnego, tłem dla całej tej historii stają się przygotowania do ślubu bratanicy Pauliny, który wzbudza wiele emocji, a tym samym jeszcze więcej kłopotów. Bo czy jest coś trudniejszego od wybrania menu weselnego, czy podjęcie ostatecznej decyzji co do sukni ślubnej czy koloru zaproszeń? Tak, wyjście do kina narzeczonych, które ma być odskocznią i zapomnieniem w trudach związanych z organizacją wesela, staje się jednak powodem kłótni młodych kochanków.

Połknąć żabę to opowieść o kobiecie, która bawi się w detektywa wciągając w dochodzenie także własnego ojca. Mężczyznę o gołębim sercu, kochającym z wzajemnością oczywiści, wszystkie piękne kobiety. On na ślub wnuczki pragnie zaprosić, dwie kobiety swego serca - awantura murowana. Dodatkowo, bo gdyby tego było za mało, pojawia się Bruno, który mąci w głowie naszej bohaterce. Czy z tego coś będzie, czy to tylko przelotna, ale pełna wpadek znajomość? No już dawno nie czytałam tak nieudanej zabawy w kotka i myszkę, bo ileż można błędów popełnić? Paulina udowadnia ze zdecydowanie za dużo.

Autorka buduje fabułę w sposób, który nie przypadł mi do gustu, niepotrzebnie przeciągając wręcz rozwlekając poszczególne sceny. Jej książka oraz sam charakter pisania bardzo przypominał mi twórczość Joanny Chmielewskiej. Za czasów szkolnych te książki bawiły mnie do łez. Pomimo tego, że wielokrotnie rozbawiły mnie poczynania Paulina nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre z nich, trochę jakby na siłę wprowadzono do fabuły. Wielokrotnie wspominane hasło, że jest kobietą trochę po czterdziestce, bawiło mnie tylko na początku, z każdym kolejnym razem zaczynało irytować. Ja rozumiem, że Monika B. Janowska chciała bardzo podkreślić wiek bohaterki, ale to się po prostu źle czyta. Zapoznałam się już z kilkoma książkami kryminalnymi oraz komediami, które zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu.


Nie oznacza to wcale, że książka jest nieudana. Każdy z nas ma inny gust. Jeśli więc szukacie lekkiej książki, pełnej niewyobrażalnych, dla mnie, perypetii dorosłej kobiety, trochę po czterdziestce, która niezliczoną ilość razy popada w tarapaty Połknąć żabę będzie idealne dla zabicia nudy.


W książce nie jest istotne to kto zabił, lecz wszystko co się dzieje wkoło. Moim zdaniem będzie to idealna powieść obyczajowa, dla fanów lekkiego, zabawnego romansu. Określenie komedii pasuje do tej pozycji, ale na kryminał bym się już nie nastawiała. Moim zdaniem "mniej" dałoby lepszy efekt w tym przypadku. Dialogi co prawda bawią i nie ukrywam kilka razy zaśmiałam się naprawdę szczerze, ale w końcowym podsumowaniu nie wypada to za dobrze.

Chyba czegoś innego się spodziewałam wybierając tę pozycję do recenzji. Nie odpowiadała mi taka mieszanka kobiety w tarapatach, której nic się nie udaje. Być może dlatego, że sama zaliczam się do tych z gatunku zaradnych i takie życiowe ofermy po prostu mnie irytują.  Polecam książkę paniom po czterdziestce, które chcą spędzić chwile w słonecznej Złotoryi z tatusiem podrywaczem, Pauliną wariatką i przystojnym oficerem Bruno. Nie nastawiajcie się jednak na krótkie dialogi, pełne dobrego humoru i żartu.



  Monika B. Janowska,  Połknąć żabę, stron 352

Data premiery: 2017-01-09

Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017


Recenzja napisana dla portalu RzeczGustu. Egzemplarz recenzencki.
http://www.rzeczgustu.com.pl/

niedziela, 22 stycznia 2017

Klątwa przeznaczenia – Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka [PRZEDPREMIEROWO] [PATRONAT]

https://www.instagram.com/bjcczyta/Trochę mi zeszło, ale już jest, recenzja czytanego przeze mnie opasłego tomiska. Kto mnie śledzi na fb lub insta, ten wie o czym piszę. Ale do rzeczy. Książka Moniki Magoskiej-Suchar oraz Sylwii Dubieleckiej do najcieńszych nie należy i nie ma co ukrywać. Jednak czy treść zawarta w tak grubej książce jest warta poświęconego czasu?

Nim odpowiem na powyższe pytanie, kilka słów o okładce. Klątwa przeznaczenia to  przedpremierowa książka, z którą spędziłam prawie cały styczeń. W krótkiej rozmowie z autorką, dowiedziałam się, że okładka przeszła wiele w swej prostocie. Dziewczyna z okładki przeszła wirtualną metamorfozę. Bohaterce kilka razy zmieniano włosy, a dzięki „graficznemu” fryzjerowi mamy efekt końcowy, który dla mnie jest idealny – mam bardzo podobne włosy ;) Gotycki zamek jest w formie minimalistycznej, co dopełnia całości, bo jak by wyglądał zamek w stylu Sagrada Família – jak piaskowa zabawa dzieci nad morzem. Moim zdaniem efekt końcowy jest udany i wieńczy w sobie wiele ciekawostek, które znajdziemy w tekście. Wiem, że książek nie ocenia się po okładkach, ale ta właśnie okładka i dwa zdania o tym, że książka będzie o czarodziejce zachęciły mnie do przedpremierowej recenzji.

Klątwa przeznaczenia to książka, która od pierwszych stron wywołuje wiele uczuć. Początkowe, mroczne wprowadzenie, budujące atmosferę przypominało mi pierwsze chwile, gdy mały Harry Potter wkraczał do świata magii. Główna bohaterka Arienne ma szesnaście lat i właśnie zaczyna swoją przygodę w szkole. Pierwsze widoki szkieletów, są dla niej przytłaczające, ale wciągające dla czytelnika. Dormitorium, ciemne szaty z zdobieniami oraz wymagający nauczyciele – czy to nie przypomina pierwszej lekcji w Hogwarcie z S.Snape’m? Pierwsze nazwy, imiona kojarzyły mi się z tajemniczym światem elfów, w którym jest pełno magii, dla przykładu: więźniowie Ravillonu, Akademia w Salmansarze, czy mieszkańcy Eldaru. Te dwa przykłady to dopiero początki, bo w tekście znajdziemy wiele innych sytuacji, czy opisów, które będą nam się kojarzyły z innymi książkami. Jednak, nie jest to plagiat, co prawda znajdziemy tu podobieństwa, ale nie są to te same miejsca, czy postacie. Cała fabuła związana jest z magią, ale porusza też tematy tabu.


Arienne przybywa do Czarnej Twierdzy, siedziby Związku – bractwa rządzącego twardą męską ręką, gdzie nie ma miejsca dla inteligentnych kobiet, takich jak ona. Nikomu nie zdradza swego pochodzenia, gdyż szuka schronienia przed zagrażającym jej niebezpieczeństwem. Po przekroczeniu progu szkoły trafia jako ostatnia petentka, na egzamin kwalifikacji. Test umiejętności oraz test charakteru przechodzi bardzo szybko, jednak czy efekt zadowoli wymagających nauczycieli? Tak, gdyż dziewczyna dostaje ostatnią szansę, którą doskonale wykorzystuje i  zostaje przyjęta do szkoły po nietypowym potraktowaniu jednego z nauczycieli. W dormitorium spotyka, bardzo nietypowe koleżanki, które przedstawiają jej zasady panujące w szkole. Dość frywolne i bardzo konkretne współlokatorki opowiadają o nauczycielach i cieszą się, że w ich szeregach jest czarodziejka. Wieczór w babskim gronie zostaje umilony przepowiednią. Przeznaczenie – to co zakryte da się jeszcze zmienić, ale raz ujawnione zawsze się ziści – odważylibyście się poznać przyszłość? W pierwszych dniach szkoły - nasza bohaterka zalicza pierwszą potyczkę, pierwszą karę oraz pierwszą ucztę. Arienna wchodzi pod protektorat jednego z najsilniejszych i najgroźniejszych mistrzów - Severo. Niespodziewanie za sprawą intrygującego, czarnowłosego mężczyzny cały jej plan się komplikuje. Akcja nabiera tempa, intryga goni intrygę, magia, krew, zemsta, przygoda i miłość przeplatają się, zawężają by później w nieoczekiwany sposób zwieńczyć całość pięknym zakończeniem.


Monika Magoska-Suchar oraz Sylwia Dubieleckiej stworzyły powieść fantasy, która porusza wiele tematów tabu, na różnych płaszczyznach. Pierwsze strony odbierałam porównawczo, to już było, o tym też już gdzieś czytałam. Gdy doszłam do scen niczym z haremu Sulejmana - alkowy i seks w zamian za lepsze życie, dominacja i okaleczanie, to serce mi biło mocniej. Są to tematy ciężkie, brutalne, ale autorki nie bały się ich poruszyć. Nie brakuje tu tajemniczych postaci, które oczywiście odegrają swoją rolę w odpowiednim momencie. Ta książka to nie tylko negatywne i ciężkie emocje, to też rozrywka, do której trzeba dojrzeć, czytając kolejne strony. Bo czy potyczki młodej i pięknej dziewczyny ze starszym, ale przystojnym i złośliwym nauczycielem się są dobra zabawą? Czy podpowiedzi z tematyki kulinarnej nie wzbogacą Wam menu dnia codziennego? Ciekawy i spontaniczny zakład pomiędzy nauczycielami rozbawia do łez, gdy każdy z panów chce wygrać i utrzeć nosa drugiemu.

Bo z książkami różnie bywa… - takie zdanie znalazło się w moim częściowym wniosku na temat Klątwy przeznaczenia. Tym razem autorki – debiutantki – odważne i pewne obranego celu, stworzyły książkę, którą się kocha, albo nienawidzi. Monika Magoska-Suchar i Sylwia Dubielecka doprowadziły do tego, że moja nienawiść - może za dużo napisane - moje zniechęcenie przerodziły się w coś pozytywnego. Czy to już miłość nie wiem. Jeśli w trakcie czytania wywołała ona tyle uczyć, to po jej zakończeniu chcę więcej! Jest to chyba pierwsza książka, która wywołała tyle pozytywnych jak i wiele negatywnych emocji. Ale jak wiadomo, gdy książka jest "opasła" trzeba dać jej czas. Narracja jest niestandardowa – czas teraźniejszy, trzecia osoba, co początkowo mi przeszkadzało, ale teraz już widzę plusy. Jest to inne wydanie, z innego punktu widzenia, ale przecież mamy tu też sceny opisane z punktu widzenia głównego bohatera. Sama lubię pisać co jest tu i teraz i książka napisana w takim stylu bardzo mi odpowiada. Przecież mamy być bohaterem, zagubić się w jego przygodzie. Opowiadać w czasie przeszłym będziemy po przeczytaniu książki innym czytelnikom, sami zaś chcemy przygody, sami chcemy być tym bohaterem, z którym właśnie przeżywany jego historię. Gratuluje tak odważnego podejścia do książki. Zdecydowanie będzie to pozycja, która rozbudzi wiele dyskusji, ale czy to nie znaczy, że książka jest
dobra?


foto: https://www.instagram.com/bjcczyta



Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka - Klątwa przeznaczenia; stron 812

Data premiery: 2017-02

Wydawnictwo Novae Res , 2016 



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Egzemplarz recenzencki.


Chciałabym Was też poinformować, iż blog objął patronat medialny nad tą niezwykłą powieścią fantasy!